Co można zmienić w porcelanie?

PorcelanaNiedawno (16 marca) pisałem na blogu, że sednem biznesu jest bezustanna ucieczka do przodu. Stałe próbowanie innowacji, bo nasze otoczenie zmienia się bez przerwy. Nadążać to za mało, trzeba nawet te zmiany wyprzedzać. Długo nie czekałem, a w prasie trafiłem na opis fabryki porcelany. I to istniejącej od ponad 200 lat. Czy w takiej branży można jeszcze coś w ogóle wymyśleć?

Pełen artykuł, autorstwa Mirosława Wlazły, znajdziecie w tym miejscu:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,17554351,Inga_Kaminska__U_nas_wolno_trzaskac_talerzami.html

Porcelana2W artykule opisano kluczowe elementy, jakie w ostatnich latach zmieniły rynek produkcji porcelany w Europie i na świecie. Opisano padające dziesiątki zakładów produkcyjnych, które nie wytrzymały konkurencji i „nowych czasów”. Ale opisano także zakłady w Chodzieży i  Ćmielowie, istniejące od ponad 200 lat, w których osiągnięto sukces. Ucieczka do przodu się udała. Poniżej wybrane fragmenty artykułu, w których wyliczone są zmiany, jakie złożyły się na sukces. Były wśród nich zarówno zmiany organizacyjne, jak i rynkowe, produktowe i technologiczne. Sukces nie wziął się znikąd. Choć wielu innych producentów uznało się za pokonanych i zniknęło z rynku. Pouczająca lektura! A wydawałoby się, ze w produkcji porcelany niewiele już da się wymyślić…

Wybrane fragmenty artykułu, dotyczące innowacji organizacyjnych, rynkowych, produktowych, technologicznych jakie złożyły się na sukces polskiego producenta porcelany

czerwoną czcionką zaznaczono komentarze autora bloga

(…..)
OpórW samorządzie najpierw trzeba przekonać radnych, którzy mają różne pomysły i priorytety. Ich głos ginie w quorum rady, więc nie czują się osobiście odpowiedzialni. W firmach jest inaczej, można szybko działać, decydować w ciągu minuty, zamiast dyskutować godzinami. Z początku reagowano nerwowo na nowe rozwiązania: „Co pani chce? Przecież tu się zawsze tak robiło”. Teraz wszyscy wiedzą, że wyrażenie „nie da się” dla mnie nie istnieje. Wśród pracowników czuć było silny opór przed zmianami

A rozumiała pani już wtedy, dlaczego Ćmielów upadał?

Piec do wypalania ceramikiDochodziłam do tego. Około 20 lat temu odkryto granulat ceramiczny i skonstruowano maszynę do prasowania talerzy oraz piec do wypału ostrego. To niesamowicie przyspieszyło produkcję, czas wypału skrócił się blisko cztery razy. Wcześniej w osiem godzin trzech pracowników było w stanie wyprodukować 600-800 sztuk talerzy, po wprowadzeniu pras izostatycznych wystarczyła jedna osoba obsługująca maszynę, aby uzyskać w tym samym czasie aż 5 tys. sztuk. Nowoczesne piece do wypalania dekoracji zwiększyły sześciokrotnie wydajność tego procesu produkcji. Każda fabryka chciała mieć te nowoczesne urządzenia i każda je kupiła. Nowa technologia jest jednym z głównych czynników, które zmieniły rynek porcelany.

Nagle na rynku pojawiła się ogromna ilość porcelany. Taka klęska urodzaju. Przyspieszono i zmechanizowano produkcję, co zwiększyło wydajność i rentowność pojedynczych procesów produkcji, ale mimo to koszty osobowe zwiększyły się czterokrotnie. Ilość pracy ręcznej przy produkcji porcelany cienkościennej jest przeogromna (mamy trzy procesy mechaniczne, a 14 ręcznych). Różne kształty i krótkie cykle sprawiają, że inwestycja w maszyny zastępujące ludzi jest nieopłacalna.

Konkurencja2Konkurencja sprawiała, że ceny zaczęły drastycznie spadać, a rósł koszt pracownika, mediów, usług i nowe, kosztowne obowiązki środowiskowe, no i dodatkowo pojawiła się chińska konkurencja, która też przecież miała już te maszyny. Kolejne elementy zmian zachodzących w otoczeniu: chińska konkurencja, wzrost kosztów w Polsce, nowe wymogi ochrony środowiska. Wszyscy, chcąc efektem skali osiągnąć przewagę cenową, zwiększali produkcję, nie zważając, co się z tym wiąże. Jakość, marki, wzornictwo odeszły wówczas w zapomnienie.

Pierwsze zaczęły padać fabryki niemieckie. Za półdarmo wyprzedawały maszyny, a polscy producenci znów chętnie je kupowali. Pod koniec lat 90. porcelanę sprzedawało się w tonach. Nikt nie myślał o zarządzaniu markami, o katalogu, wzorniku, promocji, ofercie. Babcie i starsze ciocie jeszcze ją doceniały, ale w większości domów królował arcoroc. W moim też.

(………..)
To jak pani się udało?

ZespółCiężką pracą. Można było zaangażować firmy konsultingowe czy zatrudnić zespoły świetnych specjalistów, ale to generuje koszty. Stworzyłam zespół menedżerów z ludzi już pracujących w spółce – mądrzy, zaangażowani i nie przerażała ich ciężka praca.. Zaprosiłam do zarządu dyrektora produkcyjnego – niesamowity człowiek, bez niego nie dałabym rady tego wszystkiego naprawić.
Powołanie wewnętrznego zespołu menadżerów oraz inna struktura zarządu

Pomyślałam sobie: jeżeli mi się uda, to będzie coś. Musiałam podejmować stanowcze decyzje, wiedziałam, że na ringu ówczesnej walki konkurencyjnej, na którym funkcjonowała spółka, nie wygram. Deprecjacja marki, brak kanałów dystrybucji i ten nieszczęsny, stale rosnący tani import. Ale to my mieliśmy za sobą tradycję. Ograniczyliśmy niemal o połowę moce produkcyjne, co uporządkowało procesy wewnętrzne i poprawiło jakość. Zmniejszona produkcja odbiła się 13-proc. spadkiem przychodów, ale przy jednoczesnym 30-proc. spadku kosztów. Zainwestowaliśmy w markę, jakość, wzornictwo. Postawiliśmy na design, coś, co odróżnia nas od konkurencji. Poprawa rentowności przez ograniczenie produkcji oraz zmiany jakościowe. Strategia z naciskiem na design.

Traktowano panią jak intruza?

Kiedy przyszłam w 2007 roku, pensje były wypłacane z ponad miesięcznym opóźnieniem. Niektórzy myśleli: była wiceprezydent, na pewno jest tu z politycznego nadania. Proszę pamiętać, że „nowa władza” w Ostrowcu nie darzyła mnie sympatią, a mój ewentualny sukces mógłby być zagrożeniem przy kolejnych wyborach. Dla niektórych bycie samorządowcem jest sposobem na życie, gotowi są zrobić wszystko, aby utrzymać dla siebie i swego otoczenia status quo. To taki ich światek, myślą, że wszyscy chcieliby zająć ich miejsce. Sprzyjająca im lokalna gazeta porównała nawet fabrykę pod moimi rządami do Auschwitz.

Kiedy się tu pojawiłam, na produkcji można było spotkać dokarmiane przez pracowników psy lub koty.

Pracowali tu przypadkowi ludzie, fachowcy wyjeżdżali za granicę. Ludzie nie brali na czas pensji, więc ginęły różne rzeczy – od prysznicowych słuchawek po porcelanę. Doszczelniliśmy ochronę – monitoring i kontrole zaczęły porządkować organizację. Bez cienia skrupułów i wątpliwości zwalniałam osoby, które przychodziły do pracy pijane albo kradły. Ćmielów był tak niepewnym pracodawcą, że często ludzie zwalniali się sami.

Różne kolorySprawdzają się proste rozwiązania. Wprowadziłam różne kolory koszulek dla różnych działów produkcyjnych. Jeśli ktoś w czerwonej znalazł się wśród białych, to znaczy, że nie był na swoim miejscu. Kto zabrał koszulkę do domu, a do pracy przyszedł w innej, dostawał upomnienie. Kradzieże ustały. Drastyczna redukcja kradzieży – innowacyjny pomysł z kolorami koszulek pracowników.

Dzisiaj wszyscy pracownicy dbają o firmę. To bardzo dobra i zgrana załoga. Dostają na czas pensję. Kiedy przejmowaliśmy Chodzież, w Ćmielowie się bali, że z dyrektorem odejdziemy tam na stałe.

Gdy Ćmielów łączył się z Chodzieżą, sytuacja się powtórzyła?

Tak, ale tym razem było dużo łatwiej. Byłam pewniejsza siebie, a i pracownicy Chodzieży przyjmowali zmiany z nadzieją, bo wiedzieli, że jeśli Ćmielów wyszedł na lidera branży, to Chodzież też się podźwignie.

Teraz, gdy to pani opowiada, wszystko wydaje się takie proste.

Tworzymy porcelanę nieprzerwanie od 225 lat, ale zmieniły się zwyczaje stołu, nasze upodobania kulinarne. Codzienne posiłki to teraz także pasty, sałaty, drobne przystawki – one wymagają innych naczyń. Rzadziej potrzebujemy zestawów dla 12 osób, no i w międzyczasie te kruche naczynia się dekompletują.

InnowacjaWymyśliliśmy innowacyjne rozwiązanie. Naczynia w różnych uzupełniających się wzajemnie, nowoczesnych dekoracjach, które mogą tworzyć komplet z tymi, które już mamy w domu. Chciałabym, aby nasza porcelana była kojarzona z rodzinnym ciepłem. Otworzyliśmy własną pracownię projektową – Ćmielów Design Studio, to jednocześnie trzecia nasza marka. I zaprosiliśmy do współpracy Marka Cecułę. To pierwsze tego typu studio w Europie, które łączy różne działania: projektowanie, produkcję, eksperymentowanie, a także realizację projektów edukacyjnych i artystycznych.

Innowacyjne wzornictwo, nietypowe zestawy, nastawione np. na mieszanie z porcelaną domową, już posiadaną.

WspółpracaWspółpracujemy z uczelniami, organizujemy rezydencje artystyczne, bierzemy udział w międzynarodowych projektach i jesteśmy ciągle otwarci na nowych projektantów. Mamy świetne wzornictwo, które już pozwala nam zdobywać nowe rynki światowe, np. w Izraelu czy Korei Południowej. Ostatnio mieliśmy nawet zamówienie od prezydenta Konga. Kolejne innowacje: współpraca z uczelniami, udział w międzynarodowych przedsięwzięciach, otwarcie na szeroki wachlarz projektantów.

Jeszcze niedawno marki Ćmielów i Chodzież niewiele na świecie znaczyły. Zagraniczne firmy nasze produkty sprzedawały pod własną marką. Teraz to się zmienia. Nie jesteśmy już skostniałą firmą. Szukamy nowych rozwiązań. Przykładem jest kubek bossowski ciągła „ucieczka do przodu”

Jaki?

Bossowski. To taka robocza nazwa. Pomysł, jak większość, zrodził się z obserwacji. Wyczulenie na zalążki pomysłów. Czujność i otwartość na pomysły. W tym choćby „głupie”, byle było ich dużo… Mam kolegę, jest prezesem. To fajny facet, który potrafi w dżinsach siedzieć przy ognisku i pić z metalowego kubka. Więc kiedy widzę go wbitego w garnitur, w którym też się czuje dobrze, ale wielką rękę próbuje włożyć w niewielkie uszko filiżanki, to coś mi zgrzyta. Nie lubię nadęcia. Lubię pić herbatę z wielkiego kubka, wiele osób to lubi, ale powstrzymuje się w oficjalnych sytuacjach, bo nie wypada.

Złoty kubekDlatego jeszcze przed świętami wprowadziliśmy na rynek ekskluzywny kubek, którego nie powstydzi się ustawić na biurku żaden boss. To będzie synonim klasy i normalności. Dla kobiet złoto-biały, dla mężczyzn złoto-czarny. Oba ręcznie wykonane i malowane wysokokaratowym złotem. Szczegóły innowacji, w wersji dla kobiet i mężczyzn.

Ostatnio na życzenie pary prezydenckiej odtworzyliśmy serwis, który był stworzony na specjalne życzenie prezydenta Mościckiego. Produkcji repliki doglądała sama pani prezydentowa Komorowska, np. pilnowała, czy odcień złota jest identyczny z tym w oryginale. To na tym serwisie są dziś podejmowani goście w Belwederze.

Stawiacie na szeroką ofertę?

Rozdrobnienie produkcji nie sprzyja ekonomice. Nie musimy mieć miliona dekoracji. Poza tym chcemy, by nasze dekoracje trwały przez lata. Jak panu się zbije filiżanka, to zadzwoni pan do fabryki i my tę filiżankę możemy dorobić. A jak nie zechce pan odkupić tej potłuczonej, bo już się panu znudziła, to mamy dla pana ofertę mix and match: tanim kosztem można nowoczesne zmieszać z klasycznym i ma się nowy serwis.

WazaJesteśmy elastyczni. Obserwujemy, że mało kto dzisiaj korzysta z wazy, na co dzień wolimy nalewać z garnka. A waza jest najdroższym elementem zestawu, najbardziej narażonym na uszkodzenia podczas produkcji, podobnie jak imbryk do kawy. Stwierdziliśmy, że te najdroższe elementy trzeba wyjąć z serwisu. Waza jest w osobnym pudełku. Jeśli ktoś jej nie chce, nie ma problemu, zapłaci za serwis prawie o 100 zł mniej, a jeśli będzie chciał, to może ją dokupić. Zestawy inaczej są definiowane, bardziej wygodnie dla klienta

A czego chcą wasi klienci za granicą?

Nasz tradycyjny zestaw obiadowy składa się z 44 elementów. Ale do Egiptu wysyłamy serwis składający się ze 120 części, a do Turcji – z 96 części. Są tam zestawy śniadaniowe, miseczki do dżemów, do przypraw, do oliwy, do przekąsek, których u nas nikt nie kupuje. W wielu krajach świata mamy swoich agentów handlowych, którzy doskonale znają rynki, ich kulturę, zwyczaje. Spotykamy się przynajmniej raz w roku we Frankfurcie. Wybieramy kolekcje, zestawy i dekoracje. Daleko idące dostosowanie oferty do lokalnych rynków – co do wielkości i zawartości zestawów. Także użyteczności funkcjonalnej

Dekoracje też są różne?

Biała ceramikaW Polsce stajemy się praktyczni. Szukamy białych naczyń i specjalnych dekoracji podszkliwnych, które nadają się do zmywarki (praktyczni przestajemy myć jedynie w Boże Narodzenie). W Egipcie to nie ma znaczenia. Tam wszystko musi błyszczeć. Taka ilość dekoracji poraziłaby Polaka przy jedzeniu zupy. Ascetyczna jest Skandynawia. Dostosowywanie się do rynków lokalnych – ciąg dalszy.

Amerykanie są praktyczni, preferują jednorazówki, porcelana jest dla nich niepraktyczna, ale współpracujemy w Stanach z firmą, która ostatnio zamówiła zestawy w stylu glamour: platyna, piękne girlandy. Rosjanom podobają się kwiatuszki i dekoracje bogato zdobione złotem. Na Ukrainie sprzedają się – dla mnie to fenomen – dekoracje w gęsi: białe, niebieskie, z kokardkami, klejone na naszym reliefowym rokoko, sprzedajemy je kontenerami.

(………)

Fabryka w Ćmielowie powstała w 1790 r. i jest najstarszym w Polsce producentem porcelany. Dwa lata temu połączono ją z fabryką w Chodzieży i wówczas Polskie Fabryki Porcelany „Ćmielów” i „Chodzież” SA stały się największym producentem porcelany cienkościennej w Europie. Inga Kamińska jest prezesem zarządu spółki oraz jej dyrektorem generalnym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.