Gołąb czy wróbel, co najpierw?

Job choiceDostałem od Was ciekawy opis sytuacji dotyczący szukania pracy. Wszystko wydawało się przebiegać prawidłowo: było cv, był list motywacyjny, podanie złożone do kilkunastu firm. Kandydat musiał być w miarę atrakcyjny, bo pojawiło sięzaproszenie z dwóch firm na rozmowę kwalifikacyjną i w obu przypadkach zaproponowano mu pracę na godziwych warunkach. I dopiero wtedy zaczął się kłopot…

W oryginale opis sytuacji wyglądał następująco:

Wybór pracy(…) Złożyłem CV do kilkunastu firm. Zostałem zaproszony na rozmowę do dwóch. W pierwszej firmie zaproponowano mi stanowisko młodszego elektryka i pracę w delegacji. Niezbyt mi się to uśmiechało, jednak nie odrzuciłem tej oferty tylko zgrabnie się wycofałem z możliwością powrotu. Byłem ciekawy co zaproponuje mi druga firma. Druga firma zaproponowała mi stanowisko na całkowicie nowym obiekcie, gdzie byłbym głównym elektrykiem i miał pomocnika. Oferta bardzo przyjazna z racji tego, że miejsce pracy miałbym niedaleko od domu. Więc oddzwoniłem do pierwszej firmy, że dziękuję za ofertę ale nie skorzystam. Niestety się okazało, że stanowisko w drugiej firmie było już z góry obsadzone, a ten cały nabór to była jedna wielka ściema tylko pod publikę bo stanowisko objął kuzyn kierownika warsztatu w firmie po znajomości. I tak zostałem z niczym.

Od obfitości głowa boli

ProblemWbrew obiegowemu przysłowiu, także „od przybytku głowa może zaboleć”. Kandydat, młoda osoba tuż po technikum, o atrakcyjnej praktycznej specjalności, otrzymał dwie oferty pracy. Najpierw zaproponowano mu pracę na przyzwoitych, choć nie rewelacyjnych warunkach. Zgodnie ze słuszną przecież zasadą, że uczestnictwo w rozmowie kwalifikacyjnej nie stanowi zobowiązania dla żadnej ze stron, zgrabnie „zawiesił” swoją odpowiedź na tę ofertę, po czym udał się na rozmowę do drugiej firmy. Tam warunki były bardziej atrakcyjne, kandydat zdecydował się więc na tę drugą propozycję, szybko zrezygnował z pierwszej, a druga… okazała się po prostu nieprawdziwa. Może i kandydatowi wyjdzie to – w dłuższej perspektywie – na dobre, bo przez to akurat wylądował od października na studiach, a nie w pracy, ale nas bardziej tu interesuje inny aspekt tej sytuacji.

Zła decyzjaAutor listu miał do dyspozycji przysłowiowego „wróbla w garści”, czyli ofertę średnio atrakcyjną ale (prawdopodobnie) bardzo realną oraz „gołębia na dachu” czyli ofertę atrakcyjniejszą ale – jak się później okazało – nierealną, naciąganą. Kandydat po usłyszeniu w drugiej firmie konkretnej i wiążącej (jak mu się wydawało) propozycji, działając w intencji bycia fair w stosunku do pierwszej firmy, bezzwłocznie poinformował firmę pierwszą o swojej rezygnacji. Suma summarum okazało się jednak, że kto ma miękkie serce to musi być „odporny inaczej”. Chłopak został na lodzie.

Co można było zrobić

UmowaMając dwie oferty i własną preferencję do oferty drugiej można było poważnie rozważyć to, żeby nie rezygnować z propozycji pierwszej dopóki nie byłoby konkretu z firmy drugiej. A co to jest konkret? Podpisana umowa o pracę. Niezależnie od tego, czy start w nowej pracy miałby nastąpić  za 2 tygodnie czy np. nawet 6 miesięcy, nie przeszkadza to w  podpisaniu umowy zaraz, choć data rozpoczęcia pracy wpisana byłaby na określony dzień, za kilka tygodni czy miesięcy. Wprawdzie można sobie wyobrazić, że nawet mając podpisaną umowę pracodawca rezygnuje w ostatniej chwili z zatrudnienia ciebie, ale wtedy chociaż masz podpisany przez nich dokument w ręku i potencjalną szansę starania się o odszkodowanie, na podobnej zasadzie jak prawne domaganie się należnego wynagrodzenia za okres wypowiedzenia. Z drugiej strony, powiedzmy sobie szczerze: młoda osoba, mająca okres wypowiedzenia zaledwie 2-tygodniowy, raczej by w takiej sytuacji nie liczyła na pieniądze z odprawy, ale jednak ogólnie sam fakt podpisania umowy przez przyszłego pracodawcę jest już normalnie gwarancją zatrudnienia.

Coś pewnegoPodobne sytuacje zdarzają się także osobom zmieniającym pracę. Ktoś jest tak niezadowolony z obecnego zatrudnienia, że gotów jest złożyć wymówienie bezzwłocznie. Ma przed oczyma tę inną pracę, korzystniejszą, bardziej atrakcyjną. Ale póki tej następnej nie masz w ręku, to i ta obecna ma swoje zalety… Przynajmniej w porównaniu do sytuacji, gdybyś miał sterczeć w domu i wypatrywać ewentualnych odpowiedzi na wysłane oferty. Więc pochopnie nie rezygnuj, lepiej szukaj i chodź na ewentualne rozmowy kwalifikacyjne równolegle do obecnego zatrudnienia, a na złożenie wypowiedzenia zawsze masz czas. A jeśli faktycznie dostaniesz ciekawą propozycję, to fakt że masz jeszcze przed sobą ewentualny okres wypowiedzenia u obecnego pracodawcy (bywa, że 3-miesięczny) nie działa na twoją niekorzyść. To, że poważnie do niego podchodzisz, świadczy o twoim podejściu do pracy w ogóle. Nowy pracodawca jest świadom, że taki zmiany muszą trwać. A dodatkowo, mając już nowy kontrakt w ręku, zawsze możesz się starać o przyspieszenie odejścia z poprzedniego miejsca pracy na zasadzie porozumienia stron.

Warto zapamiętać:

  • rememberKażda praca ma swoje plusy i minusy, ale stres bycia bez pracy jest typowo większy od stresu pracowania w kiepskim miejscu pracy.
  • Jeśli masz więcej niż jedną ofertę pracy, to najpierw podpisz umowę w nowym miejscu pracy, a dopiero potem daj znać, że rezygnujesz z pozostałych.
  • Jeśli zmieniasz pracę, to nie składaj wypowiedzenia dopóki nie masz podpisanej umowy w nowym miejscu. Nowy pracodawca jest świadomy, że pozyskanie nowego pracownika (szczególnie doświadczonego, mającego 3-miesięczny okres wypowiedzenia), to dłuższy proces.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.