Kiepski szef – czyli dylematy sfrustrowanego pasażera

Zły szefSzanuj szefa swego, możesz mieć gorszego. Niektórzy hołdują tej zasadzie. Ale nie wszyscy przecież. Czy jeśli trafi ci się szef (lub szefowa), do którego masz wiele zastrzeżeń, który wręcz łamie elementarne reguły dobrego zarządzania zespołem, czy jest na to rada? Czy można coś z tym zrobić? Chciałoby się zapytać – „jak żyć w takiej sytuacji?”

Czy to się zdarza? Czy często?

BezsilnośćOpisy takich sytuacji trafiają do mnie regularnie. Dotyczą i szefów i szefowych, zarówno w instytucjach jak i firmach prywatnych czy korporacjach. Opisujecie też sytuacje, gdy w sposób rażący promotorzy prac dyplomowych albo doktorskich zaniedbują swoich podopiecznych albo gdy dotyczy  to liderów  stowarzyszeń czy klubów. Widziałem także, na przykład, małżeństwo wspólnie prowadzące firmę, w której ona nie mogła znieść sposobu, w jaki on – lider całego przedsięwzięcia – prowadził ich wspólnie stworzony biznes. Niektórzy, szczególnie gdy sytuacja dotyczy pracy zawodowej, czują się bezsilni. Inni rozważają odejście, ale przedtem chcą dobrze przemyśleć różne opcje. Jeszcze inni chcą po prostu lepiej zrozumieć całą tę sytuację. Tak więc sytuacja taka, w tej czy innej odmianie, występuje wcale nie tak rzadko.

Dylematy sfrustrowanego pasażera

PasażerOdejdźmy na chwilę od osoby kiepskiego szefa i spójrzmy na inną sytuację. Wyobraź sobie, że jedziesz z kimś samochodem. On (albo ona, w każdym razie inna osoba, nie ty) prowadzi samochód w sposób, którego nie możesz zaakceptować. Po prostu źle! Niebezpiecznie! Nie do przyjęcia! Może to być samochód prywatny albo np. minibus działający na rzecz firmy transportowej. I co wtedy? Czy jest coś, co możesz z tym zrobić?

Gdyby zastanowić się nad tą sytuacją, gdyby w gronie kilku osób przeprowadzić małą „burzę mózgów” to okaże się, że w grę wchodzi kilka rozwiązań:

  1. Możesz porozmawiać z kierowcą, powiedzieć mu o swoich odczuciach;
  2. Możesz spróbować skontaktować się z kimś innym, będącym „wyżej nad kierowcą”, na przykład właścicielem firmy transportowej, dla której pracuje ten kierowca;
  3. Możesz wysiąść z samochodu uznając, że sytuacja jest nie do przyjęcia;
  4. Możesz nic nie zrobić i jechać dalej;
  5. Możesz przesiąść się na inne miejsce wewnątrz samochodu, może nieco bezpieczniejsze z punktu widzenia ewentualnego wypadku.

Gdyby spojrzeć na te rozwiązania „z pewnego dystansu” (nazywa się to także podejściem „top-down”), to widać – generalnie – trzy główne opcje:

  • Możesz spróbować zmienić zachowanie kierowcy (tj. opcja 1 i 2) albo perswazją albo interwencją „u góry”;
  • Możesz uznać, że sytuacja jest nie do przyjęcia, a ryzyko albo dyskomfort są tak duże, że rezygnujesz z dalszej jazdy (opcja 3);
  • Możesz zdecydować się na kontynuację (opcje 4 i 5), ewentualnie próbując zminimalizować zagrożenia.

WybórWażne jest aby widzieć, że jest wybór! To ty decydujesz, co zrobisz, choć za każdą możliwością stoją określone konsekwencje, a transakcja jest „wiązana”: podejmujesz
decyzję i bierzesz na siebie konsekwencje. W przypadku opcji (1) sama rozmowa będzie już dyskomfortem.  W zdecydowanej większości przypadków kierowca zdaje sobie sprawę jak jeździ, a także z tego że wielu pasażerom to może nie odpowiadać. Ale jeździ tak, bo np. uważa że on (jako właściciel samochodu) decyduje albo nie wierzy w to, że ktoś głośno zainterweniuje. W przypadku (2), gdy skarżysz się komuś „wyżej”, powinieneś się liczyć z solidarnością władzy albo po prostu z sytuacją, że im tam „u góry” nie będzie się chciało interweniować w jednostkowej sprawie. Opcja (3) stawia cię przed problemem sposobu kontynuacji jazdy, a niekiedy także utraty opłaty za przejazd. Ryzykujesz także, że dojedziesz później niż planowałeś. Opcja (4) i (5) to dyskomfort i ryzyko związana z kontynuacją frustrującej ciebie sytuacji. Pół biedy jeszcze, gdy sytuacja jest z założenia przejściowa, skończy się niedługo w sposób naturalny. Ale jeśli jest trwała? A nie wiadomo jak długo. I miałoby tak zostać?

ŁączenieWarto dodać, że opisane powyżej opcje można połączyć ze sobą. Na przykład, można wybrać jakąś formę interwencji (opcja 1 lub 2) zakładając, że gdyby ona okazała się nieskuteczna, wówczas pozostanie opcja (3) czyli rezygnacja. Albo – całkiem inaczej – najpierw interwencja, a potem ewentualnie „przyzwyczajenie się”, bo – jak mówi przysłowie – „jeśli nie można się pcheł pozbyć, to trzeba je polubić”. Także opcje (1) i (2) można rozważać w trybie „jeden po drugim”, traktując opcję (2) jako eskalację opcji (1).

I co zrobić z kiepskim szefem?

Top-downWracając do opisanej wcześniej całej gamy podobnych do siebie sytuacji, gdy jesteśmy niezadowoleni z kogoś, kto ma nad nami przewagę, to ważne jest przede wszystkim aby od początku  (Krok 1) zdawać sobie sprawę z tego, że istnieje wybór. Następnie (Krok 2) dobrze rozważyć wszystkie opcje i stosując podejście „top-down” stworzyć dla siebie pewną strategię reakcji. Sam jej wybór zależy od tego, jak bardzo obecna sytuacja jest dla nas „nie do wytrzymania”, ale także od tego, na ile jesteśmy odważni w swoich działaniach, jak realne są opcje alternatywne, na ile wierzymy w możliwość zmian… Każda sytuacja jest inna i każda osoba jest inna. Nasze oceny są bardzo subiektywne, a w dodatku same w sobie zmienne: jednego dnia wydaje nam się, że jest beznadziejnie, a kiedy indziej całkiem przyzwoicie.

PoradyKiedy już przemyślimy sobie strategię działania, to… odczekajmy kilka dni (lub tygodni, zależnie od sytuacji). Czy po tym czasie nadal mamy przekonanie do wybranej wcześniej strategii? Jeśli tak, to być może już czas na działanie (Krok 3). Jeśli nie, jeśli nasilają się w nas wątpliwości co do strategii działania, to albo wróćmy raz jeszcze do własnej analizy (Krok 2) sytuacji albo też idźmy do kogoś, z czyim zdaniem się liczymy i poprośmy o radę i spojrzenie „z zewnątrz” (Krok 2a). To ostatnie jest tym ważniejsze i bardziej rekomendowane, im decyzja ma daleko idące konsekwencje, bo np. decydujesz się „rozpocząć wojenkę z szefem/szefową” albo, odwrotnie, rozważasz zmianę pracy. Chłodne spojrzenie z zewnątrz doświadczonej osoby, często starszej od ciebie, bywa nieocenione. Ważne jest aby pamiętać, że większość z nas łatwo idealizuje sytuacje „alternatywne” a widzi same wady w sytuacji istniejącej. Podobnie trochę do tego, że trawnik u sąsiada wydaje się zawsze bardziej zielony, a w korku ulicznym samochody na sąsiednim pasie jakoś zawsze wydają się poruszać szybciej od nas…

MinimalizacjaA na czym może polegać opcja (5), czyli „kontynuacja z minimalizacją dokuczliwości”? Może jako doktorant mający kiepskiego promotora, znajdziesz sobie inną osobę, która tobie (bez przejmowania promotorstwa) skutecznie doradzi? Albo mając szefa, który tępi twoją inicjatywę w firmie, ty zdecydujesz się znaleźć sobie alternatywne ujście energii – jakiś nowy obszar działania? Studia podyplomowe? Nowe obowiązki w pracy?

Warto zapamiętać

  • rememberGdy jesteś sfrustrowany osobą kiepskiego szefa, to nie jesteś w sytuacji bez wyjścia, choć różne opcje działania niosą za sobą swoją cenę.
  • Sytuacje są różne, osoby są różne, perspektywy są różne – stwórz sobie własną strategię działania. Nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji.
  • Pogodzenie się z sytuacją bywa dobrym wyjściem, ale nie wybieraj tej opcji pochopnie, bez zastanowienia się.
  • Warto rozważyć poradzenie się osoby, najlepiej doświadczonej, z której zdaniem się liczysz. Takie „spojrzenie z zewnątrz” jest bardzo pomocne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.