Polskie wino, czyli o nauce języka angielskiego

Czy wiesz, że w Polsce jest produkowane wino z winogron? Że mamy w naszym kraju ponad 150 winnic? Że produkcja roczna wina gronowego w Polsce to ok. 1 mln butelek… (7 tys hl)? Pijesz czasem wino? A jeżeli tak, to czy kiedykolwiek piłeś polskie wino z winogron? A tak w ogóle, to może zapytasz: co to ma wspólnego z nauką języka angielskiego?

 

Wstawki w języku angielskim na wykładach prowadzonych w języku polskim
Język angielski w dzisiejszym świecie, zwanym niekiedy „globalną wioską”, nie jest dziś „jakimś językiem obcym”. To jest ten jeden, wyjątkowy język, który spełnia dziś w świecie rolę, jaką kiedyś spełniała łacina. Warstwy wykształcone na świecie porozumiewają się w tym języku. Konsekwencją tego faktu jest to, że starając się gdzieś o pracę praktycznie nie da się już wyróżnić znajomością języka angielskiego. Podobnie jak nie da się wyróżnić umiejętnością obsługi komputera czy posiadaniem prawa jazdy. Owszem, jeśli nie znasz języka angielskiego, to odstajesz od reszty kandydatów in minus!

Od kilku miesięcy, chcąc zmotywować uczestników zajęć do czynnej nauki języka angielskiego oraz urozmaicić wykłady, na swoich zajęciach akademickich prowadzonych z różnego typu umiejętności miękkich wprowadziłem 10-minutową wstawkę w języku angielskim dotyczącą wybranej prezentacji TED-a, tematycznie związanej z zagadnieniami omawianymi na zajęciach. Choć zwykle każda osoba na sali ma już za sobą pewien okres nauki języka angielskiego, ma zaliczoną pewną liczbę testów i kolokwiów z tego języka, to jednak zdolność do uczestniczenia w wykładzie prowadzonym w języku angielskim nie jest już oczywista.

Opisana powyżej innowacja spotkała się – generalnie – z bardzo pozytywnym odzewem uczestników zajęć. Padały stwierdzenia, że po zakończeniu lektoratu poziom czynnej znajomości języka pogarsza się szybko, a z drugiej strony możliwość słuchania wypowiedzi „merytorycznej” w obcym języku to coś znacznie bardziej życiowego i ciekawego aniżeli typowy lektorat skupiający się na samej nauce języka.

Indywidualne powody, dla których ty sam może mówisz po angielsku słabo
Wplatając na zajęciach krótki fragment w języku angielskim dodaję niekiedy komentarz kierowany do tych osób na sali, które angielskojęzyczne wypowiedzi rozumieją słabo lub może w ogóle. Mówię wtedy o dwóch kwestiach:

  • ta część słuchaczy, która słabo rozumie angielski, może… czuć się wkurzona! Poirytowana! I O TO MI CHODZI! Przybliża im to bardzo realistycznie życiową sytuację, w której trafia ci się sytuacja anglojęzyczna, a ty nie rozumiesz co się wokół ciebie dzieje. Nie możesz uczestniczyć w rozmowie, coś ciebie omija. Czujesz się osobą „drugiej kategorii”, jakoś gorszą.
  • Każdy z tych, kto język angielski zna słabo, ma dla siebie zapewne jakieś wytłumaczenie, jakieś usprawiedliwienie: ktoś może wychował się w niezamożnej rodzinie, bez możliwości opłacenia nauki języka obcego. Ktoś chodził do technikum, gdzie języków było mało. Ktoś inny uczył się kilka lat języka niemieckiego, jeszcze inna osoba ma może słabą pamięć (więc czuje się usprawiedliwiona), a jeszcze kto inny trenował intensywnie sport, a przecież doba ma tylko 24 godziny… Mówię wówczas, że te twoje indywidualne usprawiedliwienia, choć ważne dla ciebie, nie są istotne dla potencjalnego pracodawcy albo… rozmówcy. W konkretnej sytuacji, liczy się później tylko „faktyczny wynik”: albo znasz ten język i sobie poradzisz albo… zrobi to kto inny.

W kontekście takich uwag z mojej strony chciałem przytoczyć dwa ciekawe komentarze otrzymane od uczestników zajęć, a dotyczące nauki języka angielskiego.

 Dlaczego ledwo 10-minutowa wstawka po angielsku aż tak motywuje?
Jeden z uczestników zajęć napisał w swoim komentarzu tak:

(…) To niewiarygodne, jak często […w opiniach innych osób…] pojawiał się motyw przeprowadzenia fragmentu zajęć w języku angielskim. Były to pozytywne reakcje uczestników. Pojawił się nawet komentarz w którym autor zadeklarował, że z powodu użycia owej ‘wstawki’ jest zmotywowany do nauki języka […angielskiego…].

Nie ukrywam, że jestem zaskoczony ilością takich opinii, tym bardziej, że język angielski jest wszechobecny w każdej dziedzinie życia i za sprawą m.in. Internetu – na wyciągnięcie ręki. Jest to dla mnie dziwne, że pomimo tylu bodźców do nauki języka angielskiego, dopiero za sprawą (…takich…) wykładów studenci popadają w refleksję na temat nauki j. angielskiego. I tej wypowiedzi NIE pisze osoba, która perfekcyjnie włada językiem angielskim i dziwi się, że ktoś próbuje. Sam swój poziom j. angielskiego oceniam na przeciętny. Podsumowując – (…… aż nie do wiary jak……) na skutek takiego ‘detalu’, zachęcił Pan (…) do uczenia się języków obcych.

Wydaje się, że masowo pozytywna reakcja uczestników zajęć spowodowana została realizmem bodźca. Zajęcia są – nominalnie – po polsku. Na takie się zapisałeś. Są dobrowolne, więc jesteś tam, bo ciekawi ciebie ta tematyka. Wykładowca jest przyjazny, warto posłuchać. I w środku zajęć „taki psikus”! Taka „szykana”! Temat (prezentacja TED’a) naturalnie uzasadnia użycie języka angielskiego. Wstawka trwa tylko kilka minut. Jest elementem większej całości. Wykładowca coś mówi do sali. Mówi swobodnie, nie zwraca uwagi na „obcość języka”. Uwypukla kwestie merytoryczne, coś tłumaczy, do czegoś przekonuje, jakoś uzasadnia. A ty, zamiast skupić się na omawianej kwestii, „walczysz z językiem”. Niby rozumiesz większość, ale daleko ci do komfortu. Musisz się skupić, nawet nie tyle na tym co słyszysz ale na tym aby zrozumieć to co słyszysz. A gdybyś miał wypowiedzieć się, musiałbyś myśleć nie tylko o tym CO powiedzieć ale (może przede wszystkim) JAK TO POWIEDZIEĆ czy NAPISAĆ.

I właśnie ta realistyczna sytuacja daje do myślenia. W dodatku nikt tobie nic nie każe. Gdybyś chciał, niby możesz się na 10 minut wyłączyć. Zrobić sobie przerwę. Przestać słuchać. Nie będzie za to żadnej kary. Żadnej niższej oceny. Żadnego potrącenia punktów. Ale jakoś… nie chcesz! Nie chcesz przestać słuchać, nie chcesz być z czegoś wyłączony. Czułbyś się pominięty, jakoś gorszy. A niby dlaczego?

Tak samo będzie w życiu. Czy faktycznie mimo twojej niegdysiejszej nauki języka, chcesz siebie na to skazać? Do końca życia? Czy naprawdę warto?

Syndrom „polskiego wina” – czyli o indywidualnych usprawiedliwieniach

Otrzymałem także inny komentarz zbulwersowanej nieco uczestniczki zajęć:

CZY ZNAJOMOŚĆ JĘZYKÓW OBCYCH MOŻE STANOWIĆ RÓŻNICĘ KULTUROWĄ? Kwestią, którą chciałabym poruszyć w komentarzu jest pomysł mówienia [10 min. na każdych zajęciach – przyp. WH] po angielsku. Wydaje mi się, że znam język angielski w stopniu, który umożliwia mi bezproblemowe zrozumienie tematu, ale jest jedna kwestia, która mi się nie spodobała – stwierdzenie, że braki w znajomości angielskiego są tylko osobistymi wymówkami, że stanowią „ale”, którymi się usprawiedliwiamy. Z tym stwierdzeniem nie mogę się zgodzić, ponieważ pochodzimy z różnych środowisk, z różnych miejscowości i każdy z nas mógł mieć zupełnie odmienny „start”. Poziom nauki angielskiego w szkołach często jest beznadziejny, o czym sama się wielokrotnie przekonałam, dlatego uczyłam się na własną rękę, bo miałam takie możliwości. Być może na sali były osoby, które nie znają dobrze angielskiego z powodu własnego lenistwa, ale być może był też ktoś, kto pochodzi z wielodzietnej rodziny i nie było go stać na prywatne zajęcia, bądź musiał pomagać rodzicom w gospodarstwie, albo pilnować młodszego rodzeństwa? Ile osób, tyle sytuacji. Na wykładzie zostało powiedziane, że nawet wśród ludzi obecnych na wykładzie dostrzec można wiele różnic kulturowych. Osobiście uważam, że stopień znajomości języków obcych też stanowi różnicę kulturową. Sądzę, że nie powinno się oceniać w ten sposób, jeśli nie zna się czyjejś sytuacji, bo może to być bardzo krzywdzące.

Mówiąc krótko, autorka protestuje przeciwko ignorowaniu przyczyn, dla których ktoś akurat zna język angielski słabo. Albo w ogóle go nie zna. Przecież co osoba, to inna sytuacja….

Dla mnie to jest jeden z wariantów „syndromu polskiego wina”. Kiedy sięgamy po butelką wina, myślimy zwykle o winie włoskim, francuskim czy hiszpańskim. Może także o winie z tzw. Nowego Świata, czyli z Australii, Chile, Argentyny, RPA czy może słonecznej Kalifornii. Rzadziej myślimy o Gruzji, Bułgarii, Węgrzech, czy też o Rieslingach z Niemiec. Ale wino z Polski? Niektórzy hobbyści słyszeli o nich, ba, może nawet je próbowali, ale dla większości z nas temat nie istnieje. Liczby mówią same za siebie: jeśli roczną produkcję wina we Włoszech uznać by za 100%, to we Francji i Hiszpanii produkuje się rocznie wina na poziomie 80-85%, w Chile, Australii, RPA na poziomie 20-25%%, a w Polsce na poziomie 0,01 %.

Powody takiej sytuacji są oczywiste. Warunki klimatyczne w Polsce są dużo mniej korzystne z punktu widzenia produkcji wina. Pogoda jest ryzykowna, skala mała, opłacalność wątpliwa. Czyli: jest wyraźny powód, dla którego wino z Polski jest – statystycznie – gorszej jakości niż wino z krajów, które kojarzymy z produkcją wina. Polscy producenci są więc usprawiedliwieni!!! Nie zmienia to jednak faktu, że typowy klient kupujący wino w sklepie o polskim winie w ogóle nie myśli (albo nawet nie wie!).

I tak samo jest z osobą słabo znającą angielski. Być może „jak na warunki, jakie ta osoba miała”, to jego/jej angielski jest niezły. Ale np. dla pracodawcy szukającego osoby ze znajomością języka angielskiego, indywidualne usprawiedliwienia danego kandydata są zupełnie nieistotne. Pracodawca, po prostu, zatrudni kogoś innego. 

Coś więcej o winach produkowanych w Polsce?
A gdybyś kogoś zaciekawiła tematyka produkcji win gronowych w Polsce, to poniżej przytaczamy fragmentu (w szczególności analizę SWOT) fachowego artykułu na ten temat.

UWAGA: o nauce języka angielskiego pisałem już na tym blogu (wpis z dnia 17 stycznia 2015, a także 8 czerwca 2016)

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

http://www.winologia.pl/ekonomika.pdf

OPŁACALNOŚĆ PRODUKCJI WINA ORAZ MOŻLIWOŚCI ROZWOJU KOMERCYJNEGO WINIARSTWA W POLSCE

Wojciech Bosak

Polski Instytut Winorośli i Wina

Winologia.pl

(…)

Plusy i minusy polskiego winiarstwa

Zanim określimy taki „postulowany model docelowy” komercyjnej uprawy winorośli i produkcji wina w

Polsce i poddamy go krytycznej analizie, spróbujmy wpierw określić najważniejsze uwarunkowania

takiej działalności. Sprowadźmy te czynniki do zestawienia silnych i słabych stron oraz szans i zagrożeń

rynkowych, gdyż takie wyliczenie plusów i minusów powinno nam dać jaśniejszy obraz ogólnej sytuacji

polskiego winiarstwa oraz szans jego rozwoju.

 

  1. Silne strony:

– wino gronowe stanowi unikalny w skali Polski produkt lokalny

– możliwa do uzyskania w naszych warunkach wysoka jakość wina, co potwierdzają liczne medale na

międzynarodowych konkursach

– winnice i miejsca produkcji wina w Polsce są potencjalnie sporą atrakcją turystyczną

– stosunkowo niewielka chemizacja uprawy winorośli w Polsce, wynikająca z uprawy odporniejszych

odmian winorośli

– lżejszy, „północny” styl wina, modny obecnie wśród bardziej wyrobionych konsumentów

– ułatwienia formalno-prawne dla producentów win gronowych w stosunku do wytwórców innych

napojów alkoholowych (win owocowych, miodów pitnych, destylatów, nalewek, etc.)

 

  1. Słabe strony:

– duże ryzyko klimatyczne uprawy winorośli

– brak lokalnych doświadczeń związanych z towarową uprawą winnic

– niedostateczna wiedza fachowa i doświadczenie winiarzy

– częste błędy popełniane przy zakładaniu istniejących winnic (niewłaściwe lokalizacje, zbyt późne

odmiany, niewłaściwe przygotowanie gleby, etc.)

– wysokie koszty inwestycyjne

– relatywnie wysokie koszty uprawy winnicy (niezależnie od skali produkcji)

– niewielka skala produkcji i wiążące się z tym wyższe koszty uzyskania produktu

– długi czas oczekiwania na pierwszy przychód (zwykle 3 lata po posadzeniu winnicy)

– niedostatek wyposażenia do produkcji wina, a zwłaszcza sprzętu służącego poprawie jakości (np.

brak profesjonalnych urządzeń do butelkowania)

– brak profesjonalnego marketingu

– niszowy charakter i styl polskiego wina, wynikający z uwarunkowań klimatycznych i uprawianych

odmian

– skomplikowane przepisy i procedury administracyjne związane z produkcją i sprzedażą wina

– często spotykana nieprzychylność urzędów i inspekcji wobec winiarzy

– brak zarejestrowanych środków ochrony roślin

– brak infrastruktury i usług wspierających winiarzy, jakie dostępne są w większości tradycyjnych

regionów winiarskich (edukacja zawodowa, laboratoria, doradztwo, wypożyczalnie

specjalistycznego sprzętu, etc.)

 

  1. Szanse:

– stale rosnące od lat spożycie wina w Polsce

– ograniczona podaż polskiego wina i niewielka konkurencja ze strony innych jego producentów

– wzrost zainteresowania produktami lokalnymi i regionalnymi

  1. Bosak – Opłacalność produkcji wina oraz możliwości rozwoju komercyjnego winiarstwa w Polsce – © winologia.pl 2013

3

– wzrost zainteresowania winem wśród lepiej wykształconej i zamożniejszej części społeczeństwa

– wzrost zainteresowania winem wśród młodszych konsumentów

– głębsze zainteresowanie winem widoczne u części konsumentów (udział w szkoleniach o winie,

degustacjach i innych imprezach winiarskich, wyjazdy do regionów produkcji wina, etc.)

– wzrost zainteresowania tak zwaną turystyka gastronomiczną, w tym turystyką winiarską

– ogólnie wysoka renoma polskich produktów rolnych i spożywczych

 

  1. Zagrożenia:

– ciągle niewielkie, pomimo stałego wzrostu, spożycie wina na głowę mieszkańca (najniższe w całej

UE)

– głębsze zainteresowania winem dotyczy stosunkowo wąskiego kręgu konsumentów

– typowy charakter polskiego wina (wyższa kwasowość, wytrawność) nie trafia w gusta przeciętnego

konsumenta, który preferuje raczej pełniejsze, „południowe” smaki (wyraźna owocowość, niższa

kwasowość, wyższa zawartość alkoholu, cukier resztkowy)

– słabe wyrobienie większości polskich konsumentów wina i wynikająca stąd nietolerancja na

nieznane im smaki i marki

– przekonanie części konsumentów, że polskie wino powinno być tanie

– wysokie marże handlowe, które wpływają na końcową cenę wina

– niewielkie zainteresowanie dystrybutorów polskim winem

– zakaz reklamy wina w Polsce

– duże odciążenia fiskalne (podatek VAT, podatek akcyzowy)

 

Jak widzimy, polscy winiarze mają w ręku niewątpliwe atuty, jak możliwość zaoferowania

atrakcyjnego, unikalnego produktu lokalnego, jakim jest polskie wino gronowe, a także możliwość

stworzenia na bazie swojej winnicy i piwnicy sporej atrakcji turystycznej. Z drugiej jednak strony lista

istotnych słabych punktów odnoszących się do uprawy winorośli i produkcji wina w Polsce oraz

zagrożeń rynkowych dla takiej działalności jest doprawdy imponująca. To powinno ostudzić zbyt

optymistyczne oczekiwania w tym zakresie i skłonić niektórych inwestorów do zweryfikowania

nadmiernie ambitnych planów. Zastanowić się należy przede wszystkim nad skalą podejmowanych w

Polsce komercyjnych przedsięwzięć winiarskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.