Język internetu – czyli jak dobrze pisać?

InternetŻyjemy na co dzień z internetem od lat pewnie kilkunastu. Piszemy maile, a nie listy – no właśnie: piszemy mejle? maile? e-maile? a może emaile? Używamy Internetu czy może internetu? Zaczynamy od „Szanownego Pana?” czy może od „Witam” albo „Dzień dobry”? Z tymi kwestiami stykamy się wszyscy na co dzień. Więc jak?

Jaka jest norma? I czy w ogóle jest?
Wpadła mi ostatnio w ręce książka „Wszystko zależy od przyimka” będąca zapisem rozmów trzech profesorów, językoznawców (Bralczyk, Miodek, Markowski), z dziennikarzem Jerzym Sosnowskim. Uwaga, uwaga! To nie jest książka o poprawnej polszczyźnie! To jest książka o języku polskim – w ogóle. Dla mnie jest ona fascynująca, ale także… bardzo uspakajająca! Wręcz kojąca! Wyobraźcie sobie Państwo trzech Profesorów, językoznawców, same uznane autorytety o nazwiskach znanych w Polsce z telewizji i prasy. I co? Oni często mają różne – chwilami zasadniczo różne normy dla swojego języka. W pasjonujący sposób, dla kogoś, kogo interesuje język polski w warstwie użytkowej, ci trzej eksperci pokazują dynamikę języka polskiego, nieostre granice norm, niuanse językowe i znaczeniowe.

Książka nie jest pewnie „dla każdego”. Bardziej dla tych, którzy to lubią. Większość z nas szuka prostych odpowiedzi na proste pytania. Poniżej więc, mając na uwadze tę większość, spróbuję podsumować kilka głównych myśli jakie wypisałem sobie z książki na temat języka internetowego.

                 J. Bralczyk, J. Miodek, A. Markowski, „Wszystko zależy od przyimka”,
Biblioteka Gazety Wyborczej, 2014

Etykieta i netykieta


Otwartość na neologizmy językowe.
Zdaniem Profesorów, nie ma w ogóle co z neologizmami walczyć, tego krytykować ani oceniać. Bo tak po prostu jest. Powstają nowe Scrabblesłowa, bo powstają nowe potrzeby. Jedne słowa powstają ze zbitek dwóch innych słów, np.: netykieta (net+etykieta) na podobnej zasadzie jak bajoro (bagno+jezioro) lub pstrokaty (pstry+srokaty). Powszechne użycie decyduje z czasem o wejściu nowego słowa do normy językowej.
Inne słowa powstają bo zmieniają się narzędzia techniczne, którymi się posługujemy. Piszemy więc o esemesach, które wysyłamy z telefonów komórkowych albo o postach wpisywanych na portalach internetowych. I to jest – zdaniem językoznawców – całkiem poprawne. Bo język żyje.

KsiążkaŚwiadomość braku jednolitych form. Czytelnik książki ze zdziwieniem, a często z ulgą pewnie dowie się, że jeden z Profesorów pisze „dostałem mejla”, inny że „dostał maila” i… obaj z tym żyją i się dobrze czują. W rozmowie wymieniana jest także opcja typu „dostałem email” i… nie spotyka się z krytyką. Więc cokolwiek z tego stosujemy, nie dajmy się zwieść, że robimy błąd. Po prostu, są różne dopuszczalne formy.

Wspominany też jest dylemat pomiędzy Internetem z dużej litery, a internetem pisanym z
małej (gdy piszę to, mój edytor tekstu już mi tę małą literę podkreślił jako błąd). Mówiąc ściśle, Internet pisany z dużej odnosi się do sieci międzynarodowej, a internet z małej do tego co mamy w domu albo do technologii w ogóle. Ale, z drugiej strony, norma ewoluuje stopniowo w stronę stosowania jednolicie małej litery, podobnie jak to stało się z walkmanem i aspiryną…

EmotikonyWplatanie elementów graficznych budzi u Profesorów same pozytywne skojarzenia. Nie jest to – w ich oczach – żadne zaśmiecanie języka, ale wręcz jego wzbogacanie! No, co jak co, ale tego bym się po dostojnych Profesorach-językoznawcach, autorach słowników, nie spodziewał! Wielkie brawa! W dodatku są oni tolerancyjni co do nazw tych elementów graficznych: emotikony, emotiki, nawet w porywach krótkie „emo”… wszystko im pasuje! Sami eksperci dodają jeszcze, że te emotikony poprawiają nastrój konwersacji, bo zdecydowana większość z nich ma pozytywny wydźwięk emocjonalny. No to czego mamy jeszcze więcej chcieć – my, małe żuczki?

SkrótZastępowanie często powtarzanych zwrotów skrótami – i tu kolejna dobra wiadomość, bo także i ten element nie budzi w Profesorach wrogości. Niezależnie od tego, czy skróty pochodzą z języka polskiego (MZ, MSZ) czy angielskiego (BTW, IMO, FYI) albo nawet mocniejszego (WTF). Omawiając tę kwestię, Profesorowie wspominają tylko zanikłą już sztukę stenografii albo sięgają po antyczne skojarzenia ze skrótowym oznaczeniem Jezusa (Is).

Mniej tolerancyjni są Profesorowie do pisania polskich tekstów (najczęściej esemesów, rzadziej maili) bez polskich znaków. Z drugiej strony zwracają jednak uwagę na to, że jest to najprawdopodobniej sytuacja przejściowa, związana z okresem pewnej niedoskonałości w technologiach, i że takie sytuacje zdarzają się coraz rzadziej.

 No a „Witam” lub „Dzień dobry” zamiast „Szanowny Panie”?

witamBardzo mi trafiło do przekonania podane w książce wyjaśnienie jednego z Profesorów. Stwierdził on mianowicie, że całe to zamieszanie i kontrowersja, wielokrotnie omawiane w mediach, bierze się nie z nieuprzejmości ani złego wychowania autorów maili (szczególnie tych w młodszym wieku) ale z faktu, że współczesna komunikacja internetowa jest czymś pośrednim pomiędzy komunikacją mówioną, a pisaną. I w tym sensie, gdy widzimy w niej pewną formę listu – wówczas zaczęcie wiadomości od „Szanownego Pana Profesora/Doktora/Dyrektora…” jest jak najbardziej na miejscu. Jeśli jednak, z drugiej strony, traktujemy wiadomości mailową jako zapisany równoważnik wypowiedzi ustnej, wówczas rozpoczęcie wiadomości od „Dzień dobry”, ale także od „Witam” czy „Witam Państwa”– jest zdaniem Profesorów zrozumiałe i całkiem do przyjęcia. Znowu więc, kolejna korzystna dla nas opinia. Nie zmienia to faktu, że pewna, szczególnie starsza część odbiorców wolałaby takiej formy we wiadomościach do siebie skierowanych, nie widzieć.

Na koniec jeszcze pewna podpowiedź ze strony Profesorów, użyteczna w praktyce. Nieraz prowadząc korespondencję przez internet dochodzi do wymiany w krótkim czasie kilku lub kilkunastu wiadomości pomiędzy tymi samymi rozmówcami. Można wówczas pierwszą z nich zacząć formalnie i z całym „listowym prawie” nagłówkiem po to, aby już kolejne części wiadomości wysyłać z minimum formalizmów, czyli np. w ogóle bez zwrotu grzecznościowego na początku.

Podsumowując:

W opinii najwybitniejszych polskich ekspertów-językoznawców, wymienionych na początku tego wpisu:

  • Język stosowany w internecie jest oczywiście inny, niż ten stosowany w tradycyjnej remembermowie pisanej czy mówionej, ale nie oznacza to wcale, że język ten jest nieprawidłowy.
  • Przejawami odrębności języka internetowego są m.in.:
    – emotikony, plastycznie i zwięźle wyrażające emocje
    – skróty literowe popularniejszych wyrażeń, pochodzące zarówno z języka polskiego jak i angielskiego
    – istnienie szeregu nowych słów, związanych z internetem
    – istnienie pojęć i wyrażeń, posiadających kilka stosowanych wersji pisowni, współistniejących ze sobą
  • Stosowanie na początku wiadomości zwrotów „witam” i „dzień  dobry”, będący odzwierciedleniem podobieństwa komunikacji internetowej do komunikacji mówionej (a nie pisanej), nie budzi zastrzeżeń Profesorów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.