Wpływanie a manipulowanie

Czy próba wpływania na kogoś to coś złego? Czy to nie wypada? A proponowanie komuś czegoś? Choćby wspólnego wyjazdu czy pójścia do kina? Albo zapisania się na studia podyplomowe? Albo skrócenia włosów? Przecież to też ewidentne wpływanie na kogoś! A jak to się ma do manipulacji? Gdzie przebiega granica? Cienka czerwona linia?

Kiedy w Wikipedii poszukamy definicji pojęcia „manipulacja” znajdziemy takie wyjaśnienie:

Forma wywierania wpływu na osobę lub grupę w taki sposób, by nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora. Umiejętność rządzenia innymi, znajomość zasad dowodzenia, prowadzenia negocjacji aby skłonić partnera do zmiany zdania.

Inspirowana interakcja społeczna mająca na celu skłonienie osoby lub grupy ludzi do działania sprzecznego z ich dobrze pojętym interesem. Zazwyczaj osoba czy grupa ludzi poddawana manipulacji nie jest świadoma środków, przy użyciu których jest na nią wywierany wpływ. Autor manipulacji dąży zwykle do odniesienia korzyści osobistych, politycznych lub ekonomicznych kosztem poddawanych niej osób.

Manipulować można treścią i sposobem przekazywania informacji. Manipulację językową stosuje się często w propagandzie i tzw. praniu mózgów.

Mimo, że manipulacja postrzegana jest jako postępowanie nieetyczne, stosowana jest często w negocjacjach oraz w sprzedaży.

Tyle o manipulacji mówi Wikipedia.

W przytoczonej wyżej definicji zwracają uwagę następujące elementy, składające się na typową manipulację:

  • wpływanie na innych,
  • doprowadzanie drugiej strony do decyzji sprzecznych z jej interesem,
  • działanie przy założeniu, że druga strona się nie zorientuje,
  • istnienie korzyści osobistej po stronie manipulatora,

Dodać warto w tym miejscu, że – jak mówi Wikipedia – manipulacja, choć jest traktowana typowo jako działanie nieetyczne, to mimo to jest często stosowana w negocjacjach i sprzedaży.

Dyskutując o zasadach typowych negocjacji (uzgodnień) w jakich codziennie uczestniczymy w naszym życiu warto zwrócić uwagę na to, że większość z nich odbywa się w gronie ludzi, z którymi stykamy się wielokrotnie: z naszą rodziną, bliskimi czy współpracownikami. W takich sytuacjach szczególnie godne polecenia jest podejście oparte na respektowaniu celów obu stron zaangażowanych w uzgodnienia, a nie tylko celów własnych. O takim podejściu, zwanym w skrócie „podejściem wygrana-wygrana” (ang.: „win-win” albo w wersji dłuższej „win-win or no deal”) pisaliśmy już na tym blogu (wpis z 17 marca 2017). Dziś zajmijmy się raczej różnicami pomiędzy negocjacjami (uzgodnieniami), wpływaniem na innych a manipulacją.

Gdy się nad tym zastanowić chwilę, to widać wyraźnie, że każdy z nas co rusz próbuje wpłynąć na innych: namawiamy kogoś na wspólne pójście na spacer, polecamy komuś przeczytanie książki czy artykułu w gazecie. Wskazujemy innej osobie, jak dojść do szukanej ulicy, podpowiadamy sposób lepszego gotowania makaronu. Argumentujemy w pracy co do sposobu wykonania projektu albo przekonujemy kogoś do naszej opinii o kontrowersyjnej opinii szefa. Zgodzimy się wszyscy chyba, że nie ma nic złego w takim działaniu. Każda lekcja w szkole i zajęcia na uczelni to kolejny przykład próby wpływania na inne osoby. Ale także reklama w telewizji czy na tablicy ogłoszeniowej, również rozmowa ze sprzedawcą w sklepie czy pracownikiem banku.

W tych sytuacjach, gdy uzgadniamy coś z osobami, z którymi stykamy się częściej, długoterminowo bardzo skutecznym podejściem są uzgodnienia w trybie „win-win”. Z pewnością nie jest to podejście jedyne, jest przecież wokół nas wielu apodyktycznych, zdecydowanych szefów (ale i rodziców!) realizujących zarządzanie w wodzowski, silny sposób, nie znoszący sprzeciwu i… często nie stroniący od manipulacji. Tak czy owak, wiele osób uznaje atrakcyjność podejścia „wygrana-wygrana”, które – bez tracenia z oczu własnych celów – szuka rozwiązań pozostawiających obie strony w poczuciu znalezienia „niezłego rozwiązania, akceptowalnego dla obu stron”.

W tym kontekście spójrzmy w przytoczony poniżej artykuł z prasy, dotyczący wpływania na innych oraz manipulacji. Autorka przytacza najpierw sześć społecznych reguł wpływania na innych podawanych w klasycznej już książce Roberta Cialdiniego. Jest wśród nich bardzo silnie działająca reguła wzajemności, ale także autorytetu i niedostępności oraz kilka innych.

Oprócz powyższych sześciu reguł Cialdiniego, wskazywanych jest jeszcze kilka kolejnych stosowanych często przez sprzedawców, ale i ankieterów. Techniki „niskiej piłki” czy „nieproszonego ustępstwa” stanowią w pewnym stopniu rozwinięcie reguł Cialdiniego, a przynajmniej na nich bazują. Kojarzą się bardzo już wyraźnie ze sprzedażą, a często także i manipulacją. Czy są etyczne? Łatwiej nam uznać, że „wciskanie” komuś niepotrzebnego zakupu, za który przecież musi zapłacić jest działaniem nieetycznym niż namawianie kogoś do wypełnienia ankiety, na którą początkowo nie ma ochoty. Tak czy owak, w dużym stopniu obawa przed presją na działania nieetyczne sprawia, że zawód „przedstawiciela handlowego” – czyli innej wersji „obwoźnego sprzedawcy” – dla większości z nas bynajmniej nie jest zawodem wymarzonym.

Artykuł kończy się rekomendacją, jak manipulacji unikać. Z jednej strony sprzyja temu wyrobienie w sobie umiejętności zachowania asertywnego. Z drugiej strony, dużo daje sama znajomość podanych wyżej technik wpływania na innych. No i na końcu, ważna jest umiejętność zdefiniowania własnego interesu (bo kluczowym elementem manipulacji jest to, że ktoś cię namawia do działania niezgodnego z twoim własnym interesem) oraz trzeźwość umysłu i zdrowy rozsądek potrzebny do identyfikowania sytuacji, w której poddawanie się wpływowi innych (szczególnie obcych) jest szczególnie ryzykowne.

Na zakończenie tego wpisu chciałbym podsunąć bardzo nietypową wypowiedź znanej dziś szeroko osoby publicznej. Jest nią Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, a niegdyś pracownik w firmie znanego polskiego biznesmena, Jana Kulczyka. Jaśkowiak opisuje, jak kiedyś w swej pracy stosował bezwzględne negocjacje połączone z manipulowaniem przeciwnikiem postawionym pod ścianą. Ciekawym jest przeczytanie tego krótkiego opisu, a także tego jak – zdaniem Jaśkowiaka – negatywnie przekładało się to na jego życie prywatne. Jaśkowiak z czasem odszedł od manipulowania, a jego przytoczona poniżej wypowiedź jest dodatkowym argumentem, aby dobrze się zastanowić, zanim uznamy manipulację za dobre rozwiązanie.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Manipulacja – czy jesteś jej ofiarą? Jak ją rozpoznać i jej nie ulegać?

Paulina Zduniak   27.05.2015 , aktualizacja: 27.05.2015 14:44

Bliscy, współpracownicy, telemarketerzy i politycy – niemal codziennie ktoś próbuje nas do czegoś przekonać. Jak rozpoznać czy właśnie nie ulegasz manipulacji? Oto najczęściej stosowane techniki. Sprawdź, jak się im nie dać.

Wszelkie metody, którymi ludzie posługują się, żeby spowodować, aby inni im ulegli to tak zwane techniki wpływu społecznego. Ich działanie (i zarazem skuteczność) opiera się przede wszystkim na wyuczonych, zautomatyzowanych sposobach postępowania, które zazwyczaj ułatwiają nam funkcjonowanie w społeczeństwie. Niestety mogą one również zostać wykorzystane przeciwko nam, np. aby nas do czegoś skłonić. Zasady te wyodrębnił Robert Cialdini – profesor Uniwersytetu Stanowego w Arizonie i uznany autorytet w dziedzinie wpływu społecznego, a liczne badania wielokrotnie potwierdziły jego odkrycia. Są to reguły: wzajemności, zaangażowania i konsekwencji, społecznego dowodu słuszności, lubienia i sympatii, autorytetu oraz niedostępności.

Po pierwsze: Wzajemność
Zasada wzajemności opiera się na założeniu, że powinniśmy odwdzięczać się za otrzymane dobra. Tym samym osoby, które chcą nas skłonić np. do kupienia czegoś, mogą nam najpierw dać coś innego „gratis”. Osoba otrzymująca coś za darmo może być i – jak dowodzi szereg eksperymentów często bywa – w dalszej kolejności bardziej skłonna do spełniania różnych próśb (przykładowo zakupu jakiegoś przedmiotu). Metodą tą posługują się chociażby ludzie organizujący wszelakie pokazy, np. kompletów garnków czy sprzętu medycznego. Niejednokrotnie na wysyłanych zaproszeniach widnieje zapewnienie, iż każdy, kto przyjdzie na pokaz, otrzyma również jakiś upominek. Działaniem bezinteresownym nie jest również rozdawanie darmowych próbek, degustacja produktów czy jazda próbna.

Po drugie: Zaangażowanie i konsekwencja
Reguła ta mówi o tym, że kiedy człowiek zaangażuje się w jakieś działanie, będzie je prawdopodobnie kontynuował nawet wtedy, kiedy okoliczności staną się mniej sprzyjające. Jak pokazuje wiele badań ludzie są najbardziej skłonni do kontynuowania działania, kiedy czują, iż są odpowiedzialni za podjęcie danego działania (np. dlatego, że mieli wybór i dokonali go samodzielnie) niż kiedy wydaje im się, że byli do czegoś zmuszani. Przykładem ilustrującym działanie tej zasady jest zaskakujący wynik eksperymentu przeprowadzonego przez Ronalda Comera i Jamesa D. Lairda. Podczas niego w uczestnikach wzbudzano przekonanie, iż za chwilę wezmą udział w bardzo ważnym badaniu, w którego trakcie zjedzą martwego robaka (aczkolwiek będą się mogli wycofać, jeśli tylko będą mieli na to ochotę). Gdy badani byli już przekonani, iż za chwilę przyjdzie im zjeść robaka, informowano ich, że zaszła pomyłka i że mogą wybrać inny, mniej nieprzyjemny rodzaj zadania. Co ciekawe, aż 75% z badanych decydowało się kontynuować eksperyment, na udział w którym zgodzili się wcześniej. Tymczasem, kiedy w kolejnym badaniu, innym uczestnikom dawano wybór (albo badanie z jedzeniem robaka, albo inne), żaden z nich nie decydował się na konsumpcję.

Po trzecie: Społeczny dowód słuszności
U podstaw trzeciej z wymienionych prawidłowości leży nasza skłonność do konformizmu. Często bowiem, zwłaszcza w warunkach niepewności co do tego jak należy postąpić, jesteśmy skłonni do naśladowania zachowań innych osób lub grup. To, że duża grupa ludzi popiera lub stosuje jakiś produkt bywa często wykorzystywane na przykład w reklamach. Nieobce nam są chociażby takie hasła, jak: „90% Polek poleciłoby ten produkt swojej przyjaciółce”. Zgodnie z tą zasadą partie polityczne bardzo chętnie posługują się również pochlebnymi dla siebie „słupkami poparcia”.

Po czwarte: Lubienie i sympatia
Zgodnie z czwartą prawidłowością – częściej i z większą chęcią spełnimy prośbę osoby, którą lubimy niż takiej, do której mamy obojętny bądź negatywny stosunek. Na tej zasadzie w reklamach bardzo często występują osoby wzbudzające sympatię, np. mili staruszkowie, rozkoszne niemowlęta, urocze zwierzęta czy atrakcyjni młodzi ludzie. Ponieważ podobieństwo rodzi sympatię, często również możemy się spotkać z sytuacją, w której osoba zachęcająca nas do kupna, będzie się starała pokazać, że w jakiejś kwestii jej poglądy czy spotykające ją problemy są podobne do naszych, mówiąc na przykład: „Doskonały wybór, ja sama stosuję ten produkt”.

Po piąte: Autorytet
Jak dowodzą liczne eksperymenty, jesteśmy zazwyczaj bardziej skłonni do słuchania ludzi, których uważamy za autorytety. Na tej zasadzie w reklamach często pojawiają się zwroty „rekomendowane przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne” czy „9 na 10 dentystów poleciłoby ten produkt swoim pacjentom”. Choć ufność w osądy osób, które są specjalistami w danej dziedzinie często pomaga nam podjąć słuszne decyzje, może być także powodem błędnych lub szkodliwych wyborów. Przykładem niekorzystnego czy nawet niebezpiecznego wpływu autorytetu jest tak zwana kapitanoza. Jest to sytuacja, w której mimo oczywistego błędu kapitana samolotu pasażerskiego, nikt z załogi nie jest skłonny do jego poprawienia czy chociażby zapytania o słuszność błędnej decyzji.

Po szóste: Niedostępność
Fakt, że czegoś, na przykład jakichś towarów, jest mało, bardzo często powoduje, iż przedmioty te wydają nam się one o wiele bardziej cenne i atrakcyjne. Z prawidłowości tej bardzo często korzystają np. osoby chcące nam coś sprzedać, wywieszając ogłoszenia czy emitując reklamy, informujące o tym, iż jakiś towar jest trudno dostępny („ostatnie sztuki”, „ostatni egzemplarz na składzie”, „końcówka kolekcji”, „ostatnia okazja”, „tylko w wybranych salonach” czy też „liczba aut w ofercie promocyjnej ograniczona”). Na tej zasadzie bogacą się również domy aukcyjne. Ponieważ wystawiają zazwyczaj pojedyncze, unikatowe egzemplarze danych przedmiotów, klienci, którzy są nimi zainteresowani muszą walczyć z innymi o to, kto stanie się nabywcą (nierzadko słono przy tym przepłacając). 

Od reguł do praktyki
Wszystkie wymienione powyżej prawidłowości stanowią podstawę licznych technik manipulacji, których stajemy się ofiarą, lub które sami wykorzystujemy na co dzień. Choć w przypadku niektórych oddziaływań oczywiste i widoczne jest funkcjonowanie którejś z opisywanych powyżej reguł, za skuteczność części z nich odpowiadają również inne mechanizmy i procesy psychiczne. Do najbardziej znanych i najczęściej opisywanych technik manipulacji należą: „niska piłka”, „stopa w drzwiach”, nieproszone ustępstwo (tzw. „drzwiami w twarz” lub „drzwi zatrzaśnięte przed nosem”), „a to nie wszystko” oraz uwikłanie w dialog. Zdecydowana większość metod wpływu ma charakter sekwencyjny. Oznacza to, że najpierw poddaje się daną osobę pewnym oddziaływaniom, a dopiero w dalszej kolejności składa jej pewną prośbę czy polecenie

„Niska piłka”
Jest to technika w głównej mierze opierająca się na opisywanym wcześniej mechanizmie zaangażowania w działanie. Polega na zachęceniu danej osoby do działania, np. podjęcia decyzji o kupnie, obietnicą jakiegoś zysku, która po zaangażowaniu się (innymi słowy „złapaniu się na przynętę”) zostaje wycofana. Niekiedy nawet okazuje się, że zamiast tego czekają nas dodatkowe koszty, które trzeba ponieść. Jak zaobserwował Robert Cialdini, bardzo często stosowali tę metodę amerykańscy sprzedawcy samochodów. Najpierw zachwalali auto, podkreślając jego atrakcyjną cenę, zaś po próbnej przejażdżce, kiedy klient był już zainteresowany kupnem, okazywało się, że za niektóre z elementów wyposażenia trzeba dopłacić dodatkową kwotę. Na tej zasadzie funkcjonują również niektóre z promocji. Przykładowo w ulotce podana jest atrakcyjna cena pewnego produktu. Kiedy jednak decydujemy się na jego zakup i udajemy w tym celu do sklepu czy salonu, okazuje się, że promocja obejmuje tylko jeden model czy rodzaj danego towaru.

„Stopa w drzwiach”
Podobnie jak „niska piłka”, metoda zwana „stopą w drzwiach” opiera się między innymi na regule zaangażowania w działanie. Jej nazwa odwołuje się do zachowania akwizytorów-domokrążców, którzy nierzadko dosłownie wciskają swoją stopę w drzwi, aby uniemożliwić ich zamknięcie. Zgodnie z tą techniką, jeśli wcześniej spełnimy jakąś mniejszą prośbę, jest bardziej prawdopodobne, że w dalszej kolejności ulegniemy także prośbie większej. Do podobnego mechanizmu odwołuje się przysłowie: „daj komuś palec, a weźmie całą rękę”. Technika ta bywa wykorzystywana przez ulicznych ankieterów, którzy najpierw pytają nas, czy moglibyśmy im wskazać drogę do jakiejś ulicy bądź powiedzieć, która jest godzina, a dopiero potem proszą o wypełnienie ankiety.

Nieproszone ustępstwo
W metodzie tej prosimy najpierw osobę o coś, czego na pewno odmówi, po to, aby następnie zwrócić się z o wiele mniejszą prośbą, która jest już możliwa do spełnienia. W przeciwieństwie do „stopy w drzwiach” technika ta opiera się głównie na regule wzajemności. Skoro my ustępujemy w pierwszej kwestii, to osoba, którą o chcemy do czegoś skłonić może się czuć zobowiązana, aby również pójść nam na rękę i zgodzić się na drugą z próśb. Zasada ta jest wykorzystywana chociażby w targowaniu się, gdzie cena wyjściowa jest zazwyczaj istotnie zawyżona. Zarówno teoretycy i praktycy podkreślają jednak, aby pierwsza z próśb nie była nierealistyczna do spełnienia, gdyż osoba prosząca przestaje być wtedy traktowana, jako zasługująca na jakiekolwiek ustępstwa.

„A to nie wszystko”
Ta technika jest chyba znana każdemu z nas. Polega na tym, że oprócz przedstawienia pewnej oferty (na przykład niedrogich okularów), dodatkowo oferuje nam się jakiś inny przedmiot czy usługę w niższej cenie lub za darmo („A to nie wszystko! Badanie wzroku gratis!”). Metoda ta działa z jednej strony na zasadzie wzajemności (w końcu ktoś nam coś daje), z drugiej zaś zwiększa ona atrakcyjność i dynamikę oferty. Oprócz reklam, bywa stosowana również w trakcie sprzedaży, zwłaszcza, kiedy klient waha się co do zakupu danego towaru. W takiej sytuacji, aby klient nie powiedział „nie”, sprzedawca nierzadko dorzuca jakiś gratis, lub mówi, że tylko dziś, do końca dnia, czy też jedynie dla wybranych ma „specjalną ofertę” (na przykład w postaci niewielkiej obniżki ceny danego produktu).

Uwikłanie w dialog
Działanie tej metody opiera się na prostej zasadzie. Łatwiej jest skłonić do czegoś obcą nam osobę, z którą wcześniej zamienimy kilka słów niż prosząc ją od razu o jakąś przysługę. Jak twierdzą teoretycy, ma to najprawdopodobniej związek z faktem, iż nawet krótka i niezobowiązująca rozmowa wywołuje w nas pozytywne skojarzenia (podobieństwo do rozmowy ze znajomym), a w dalszej kolejności zwiększa skłonność do spełniania próśb. Technika ta bywa stosowana przez wspominanych już ankieterów. Niekiedy, aby nakłonić nas do zgody na wzięcie udział w badaniu, pytają oni najpierw jakie jest dziś nasze samopoczucie. Zasadę tę wykorzystują również członkowie niektórych związków wyznaniowych, nagabujący nas np. na ulicy zapytaniami typu: „Jak Pan sądzi „, „Czy uważa Pani, że „.

Jak nie dać się zmanipulować?
Skoro wpływ, jaki wywierają na nas inni ludzie jest tak powszechny, pojawia się pytanie czy i jak można się przed nim obronić. Istnieją na to dwa podstawowe sposoby. Pierwszym z nich jest asertywność, czyli taki sposób zachowania, gdy postępując w zgodzie ze sobą (swoimi przekonaniami i odczuciami), jednocześnie nie krzywdzimy innych. Jedną z podstaw asertywnego zachowania jest nauka konsekwentnego odmawiania, w sytuacji, kiedy na przykład nie chcemy czy nie możemy spełnić kierowanej do nas prośby. Drugą, ale nie mniej istotną kwestią, jest poznanie technik manipulacji, po to, aby – kiedy zetkniemy się z nimi w rzeczywistości – mieć możliwość ich rozpoznania i przerwania sekwencji danego mechanizmu. Oczywiście nie jest to proste i wymaga zwrócenia uwagi na własne reakcje i odczucia oraz ich przyczyny. Na przykład, jeśli nagle zapałamy sympatią do osoby, która próbuje nam coś sprzedać lub po raz kolejny usłyszymy „a to nie wszystko”, warto, abyśmy się nad tym zastanowili i uświadomili sobie co się dzieje. Być może taka chwila namysłu uchroni nas przed zakupem kolejnej niepotrzebnej rzeczy czy zgodą na zrobienie czegoś, na co wcale nie mamy ochoty.

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,22498249,jacek-jaskowiak-ja-sie-nie-obrazam-jak-mi-maluja-na-plocie.html

Wywiad Gazety Wyborczej z Jackiem Jaśkowiakiem, prezydentem Poznania o tym, jak przed laty manipulował w swojej pracy, ale to przekładało się na jego życie prywatne i w końcu skończył z tym

(…) potrafiłem manipulować ludźmi. Nieodłączny element negocjacji, a ja się do tego wynajmowałem. Kluczowe znaczenie dla mnie miało to, czy ktoś mi dobrze płaci. Jak płacił, to bez żadnych skrupułów starałem się rozjechać tego po drugiej stronie stołu.

Każde słowo w (…) we mnie uderzało. W to, jak się zachowuję, jak podchodzę do ludzi, jak potrafię ich zdeptać, zniszczyć, wbić w ziemię.

Jak?
– No wiecie, w biznesie jest tak: ktoś ma firmę i – na przykład – weźmie za dużo kredytów. Jest pod wodą. A ktoś inny chce tę firmę przejąć. Wykorzystuje się więc trudne położenie tamtego i można jego firmę wycisnąć jak cytrynę. I tego człowieka również. Wyjąć ten biznes za śmieszne pieniądze. Biznes to gra dla drapieżników – połykanie słabszych, brutalna walka. Taki erzac wojen.

Pan się w tym dobrze czuł?
– Świetnie się czułem! Tym bardziej że mi dobrze płacili. Potrafiłem to robić – polecali mnie sobie nawzajem. Poznałem tych największych wtedy graczy biznesowych. To przede wszystkim zawód wiedzy: trzeba umieć pewne rzeczy policzyć. Ja to umiałem. Zresztą miałem dobrego nauczyciela. Kulczyk to światowa liga.

Jak wyglądało to rozjeżdżanie przeciwnika?
– Trudno tak opowiedzieć. Ważny jest aspekt psychologiczny. Jeżeli ktoś znajduje się w sytuacji kryzysowej, miota się, bo komornik mu wchodzi na konto, to jest jak taka ryba, którą się przyszpila. I koniec.

Dla mnie nie miało znaczenia, czy mi płacił ten przyszpilony, czy ten, który chciał przyszpilić. Czułem się jak żołnierz do wynajęcia. Szedłem, biłem się i dostawałem za to kasę.

Ofiary były?
– No pewnie, jak na wojnie. Ale jako najemnik nie miałem poczucia, że kogoś krzywdzę. Popełnił błędy – za to się niestety płaci.

Ale chyba nie do końca pan się w tym dobrze czuł, bo jednak „Konfesjonał” w pana trafił?
– Trafił.

Potem, (……), nadal oczywiście te wojny prowadziłem – manipulowałem, wyciskałem. Ale stawiałem sobie dodatkowe kryterium, którego wcześniej nie miałem: musiałem być przekonany, że walczę w słusznej sprawie. Że robię coś pozytywnego – na przykład ratuję kogoś, kto zatrudnia 300 osób, tworzę jakieś miejsca pracy. Coś, co było słabe, czynię lepszym. Taką ideologię sobie dobudowywałem.

Chodziło tylko o robotę?
– Nie. Jeżeli w biznesie prowadzi się tak brutalną walkę, przekłada się to na relacje z innymi ludźmi. To nie jest tak, że te umiejętności manipulacji wykorzystuje się tylko w biznesie, a potem człowiek przychodzi do domu i staje się troskliwym ojcem i czułym mężem.

Manipulował pan w domu?
– Po prostu tego nie kontrolowałem.   (…)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.