Czy w życiu miłość jest ważna?

Sezon wakacyjny za pasem, więc i wpis na blogu ma prawo pojawić się inny, jakby – na pozór – mniej poważny, może nawet ezoteryczny. Ale to tylko pozory, bo temat jest co najmniej ważny, aby nie powiedzieć „życiowy”. Stwierdzenia o miłości są zwykle albo jakoś wyświechtane albo banalne. Ale ich waga zależy bardzo od tego, z czyich ust padają i w jakich okolicznościach.

Zamieszczona poniżej krótka wypowiedź Mariusza Szczygła, znanego reportażystę i człowieka mediów, napisana jest w konwencji odpowiedzi na list czytelniczki miesięcznika. Czy jest to faktyczna odpowiedź, czy ewentualny list czytelniczki stanowił tylko pretekst dla takiej właśnie odpowiedzi, jest tu całkowicie drugorzędne. Ważne jest bardziej to, że autorem zamieszczonej tam opinii jest człowiek doświadczony życiowo, doświadczony w miłości, a nawet w jej utracie. A przecież, jak mawia się niekiedy „cóż wiemy o sobie , jeśli życie nam faktycznie nie powiedziało: sprawdzam!” ?

Tekst poniższy zapadł mi na tyle w pamięć, i skłonił mnie do wewnętrznej refleksji, że – choć na szczęście nie byłem nigdy w życiu poddany porównywalnej próbie – delikatnie rekomenduję go blogowiczom do ewentualnego poczytania. Dodam tylko, że wszystkie inne, nieumieszczone w felietonie Szczygła szczegóły, są tu najzupełniej nieistotne.

A blogowiczom pozostawiam samodzielnie już odpowiedź na fundamentalne pytanie zawarte w tytule dzisiejszego wpisu,

PS. O miłości pisaliśmy już na tym blogu,  we wpisie z 24.10.2016

Xxxxxxxxxx

Dziś wiem, że najważniejsza w życiu jest miłość – Szczygieł odpowiada na Twój list [WYSOKIE OBCASY EXTRA]

Mariusz Szczygieł

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,152731,21819911,jednak-dzis-wiem-ze-najwazniejsza-w-zyciu-jest-milosc-szczygiel.html

19 maja 2017 | 12:32

List od czytelniczki

Panie Mariuszu! Co zrobić? Jak wybrać? Jak żyć? Nie da mi Pan na te pytania odpowiedzi, ale być może coś zasugeruje, coś mnie pokrzepi, zainspiruje?

Czy wybór między udanym życiem prywatnym a udanym życiem zawodowym musi być tak trudny? Czy trzeba wybrać albo to, albo to? A może są jednak szczęśliwcy, którzy stuprocentowo mogą potwierdzić, że mają i jedno, i drugie?

Jestem młoda, przed trzydziestką, ale w moim zawodzie czeka mnie jeszcze  maksymalnie dziesięć lat czynnej pracy. Później będę musiała się przebranżowić.

Od pewnego czasu moja pasja życiowa i hobby będące też moim głównym źródłem dochodów przestały mi przynosić radość, z której czerpałam siły do życia. Każdy dzień stał się jałowy, godziny w pracy się ciągną, a wyjście z niej nie przynosi ulgi.

Tymczasem moje życie prywatne jest pełne miłości. Od trzech lat, budząc się obok mojego partnera, widzę oczy pełne szczęścia, silne ramiona obejmują mnie mocno i nie pozwalają wstać z łóżka. Mieszkamy w wymarzonym mieszkaniu w starej kamienicy, z superniskim czynszem, co w tych czasach jest niespotykane, a jako osobom towarzyskim co wieczór nie brakuje nam gości.

Powinnam więc być szczęśliwa, ale praca nie daje mi już satysfakcji. Poczucie marnowanego czasu, który niedługo minie bezpowrotnie, coraz bardziej mnie przytłacza. Gdybym chciała znaleźć inne zajęcie, musiałabym opuścić moje miasto, może wyprowadzić się z kraju. Nie mam na to odwagi. Moje życie straciłoby sens, gdybym tych oczu nie oglądała codziennie rano.

Czy mam tkwić w nudnej pracy, która wypala mnie i demotywuje, nie spełnia moich ambicji, aby być połowicznie szczęśliwa z moim partnerem? Czy poszukać pracy, gdzieś daleko, i być tylko w połowie szczęśliwa bez niego? Tkwię w stanie zawieszenia.

Pozdrawiam P.

Odpowiedź Szczygła:

Szanowna Pani P.!

Jeszcze 16 lat temu dostawałem za darmo garnitury, właściciele hoteli nie chcieli, żebym płacił za nocleg, a właściciele restauracji – za obiady. (Nadmienię, że płaciłem zawsze, ale nie o to chodzi w moim wywodzie). Mogłem jechać na wakacje, dokąd chciałem, mogłem rozpieszczać finansowo moich przyjaciół. Mogłem rodzicom kupić mieszkanie w Warszawie. I mógłbym o wiele więcej. Wszystko dzięki pracy, którą wykonywałem z oddaniem, ale bez przekonania. (Jedno nie przeczy drugiemu, bo nawet, kiedy nie czuję bluesa/idei/potrzeby, to jestem profesjonalistą i kiedy już się zobowiążę do wykonania jakiegoś zadania, wkładam w to maksimum umiejętności i wysiłku).

„Nie chcesz większego mieszkania?” – pytali mnie koledzy z telewizji. Chciałem, dlaczego nie? Ale nie kosztem utraty siebie. Bo po sześciu latach sumiennej pracy dla publiczności straciłem z oczu sens, ideę i przyjemność. Pamiętam, jak szefowie z telewizji namawiali nas, autorów talk-show, który prowadziłem, żebyśmy uatrakcyjnili przekaz. Żebyśmy do rozmów o mastektomii, molestowaniu, bezrobociu czy zdradach wprowadzili może striptizerkę, a może boys band. „Czasy tego wymagają” – przekonywali.

Ogłosiliśmy konkurs na wypicie koktajlu z dżdżownic. Zgłosiło się mnóstwo osób, zdaje się, że kilkaset. Sześć z nich wzięło udział w zawodach… A ja postanowiłem, że udziału w zawodach na oglądalność nie będę już brał. Byłem w historii telewizji ponoć pierwszym prezenterem, który nie został wyrzucony, ale odszedł sprzed kamery na własną prośbę.

Druga była moja serdeczna koleżanka Krystyna Czubówna – zrobiła to z takich samych powodów. Mój organizm (a wiem, że jest moim przyjacielem i warto go słuchać) mobilizował mnie do tej ucieczki, jak mógł: zafundował mi chorobę nadciśnieniową i bolesne migreny. Nie wiedziałem, czy się odnajdę poza telewizją. Czy będę umiał pisać poważne (i mniej poważne, ale dobre) reportaże. Czy uda się wrócić do pisania. I o czym? Przypadek sprawił, że znalazłem się w Czechach i tamtejszy bóg ateistów zesłał mi zadanie: opisać ten kraj. Zacząłem. A więc nie gwałćmy siebie – tak bym pani kiedyś powiedział.

Jednak dziś wiem, że najważniejsza w życiu jest miłość. I te oczy, przez które kosmos chce nam coś powiedzieć. Wiem to, mimo że jestem już sam, a może nawet właśnie dlatego. I ją, miłość, a co za nią idzie, poczucie bezpieczeństwa i bliskości postawiłbym na pierwszym miejscu.

Nic konkretnego więc nie doradzę. Chociaż… Z Pani listu nie wynika, czy Pani partner wie o Pani przygnębieniu i przygnieceniu pracą. Może dla niego też najważniejsza jest miłość i zechce coś zrobić dla Pani szczęścia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.