Między pracą a życiem

Długi weekend majowy sprzyja refleksji na temat proporcji pracy zawodowej i przyjemności. Dzisiejsze technologie pozwalają chętnym pracować z każdego miejsca i o każdej porze. Tym bardziej więc wracają pytania o ułożenie sobie relacji pomiędzy pracą zawodową a aktywnością pozostałą. To, co po angielsku określa się często wyrażeniem „work-life balance”

W dalszej części tego wpisu przytaczam tekst artykułu z Dodatku Psychologicznego tygodnika „Polityka” z 2013 roku zatytułowanego „Jak pracować aby nie zwariować?”. Artykuł zawiera zapis dyskusji dwóch kobiet, psycholożek, dotyczący relacji między pracą a resztą życia. Uczestniczyłem w dyskusji młodych ludzi na temat, którego dotyczy artykuł. Na końcu wpisu znajduje się wyciąg z opinii uczestników dyskusji, a także kilka najciekawszych komentarzy do artykułu, w całości.

Ważniejsze, wybrane tezy wypowiadane w artykule: 
  1. Praca to część życia, a nie przeciwstawienie życiu. Przeciwstawienie „praca” – „życie” niepotrzebnie sugeruje negatywne skojarzenia w tej pierwszej części.
  2. Różne rodzaje pracy w różnym stopniu nadają się na „codzienne wymieszanie z życiem pozazawodowym”: inaczej jest w zawodzie lekarza czy psychologa (naukowca), a inaczej robotnika przy obrabiarce
  3. Dziś, gdy są osobne fabryki i korporacje, łatwiej o wyobcowanie ludzi od pracy niż np. 100-200 lat temu
  4. Rozwój biznesu i nastawieniu na zysk sprzyja wzrostowi wymagań, także przesadnemu. – wtedy praca staje się męcząca i obca.
  5. Także patologie rynku pracy sprzyjają frustracji – np. kobieta z wyższym wykształceniem za kasą w markecie.
  6. Konsumpcyjny styl życia sprzyja powstawaniu potrzeb pozornych, a to zwiększa presję na pozorne (iluzoryczne) potrzeby. Generalnie „my musimy” więcej niż naprawdę „musimy”
  7. W pracy liczą się rezultaty. Warto celować w te 20% pracy, która daje 80% wyników.
  8. Aby człowiek „się wypalił”, musi najpierw „płonąć”. Ale żadne skrajne podejście nie jest uzasadnione

 

Wnioski dla nas, do rozważenia, przemyślenia:
  • Ideałem jest pewnie utrzymywanie „złotego trójpodziału” pomiędzy aktywną częścią życia, służące przetrwaniu, częścią refleksyjną, polegającą na kontakcie z samym sobą, środowiskiem naturalnym, społecznym, duchowym i snem. Jeśli zdołamy zadbać o tę równowagę, mamy największą szansę utrzymać satysfakcję z życia.
  • Praca dająca sama w sobie satysfakcję, to ważny składnik zadowolenia życiowego. Ale jest ryzykowną rzeczą traktowanie pracy jako substytutu innych potrzeb życiowych, pozazawodowych.
  • Kryzysy i katastrofy zdarzają się, choć z różnym natężeniem, każdemu. Najciekawsze zmiany dzieją się zwykle wtedy. Zatrzymują nas w biegu, dają szansę na wypracowanie nowych rozwiązań.
  • Dobrze jest mieć zdrowy dystans do różnych elementów naszego życia, mieć akceptację, że pewne rzeczy nam się udają a inne wychodzą gorzej. Dotyczy to wszystkich sfer naszego życia.
  • W samej działalności zawodowej każdy z nas musi sobie znaleźć swoje optimum: odcięcie się całkowite od pracy, nie przejmowanie się, jest nienaturalne i szkodliwe. Ale nadmierne angażowanie się w pracę grozi wytworzeniem się skumulowanego, chronicznego stresu, a to nieraz prowadzi do tzw. wypalenia zawodowego.
  • Jeśli masz taką możliwość, zobacz które elementy twojej pracy najmniej wpływają na widoczne wyniki zewnętrzne. Być może jest to obszar to korekty swojego wkładu, wysiłku i wygospodarowaniu czasu na działalność pozazawodową.

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Artykuł: „Praca i życie – gdzie jest ta równowaga?” (Kinga Tucholska, Anna Tylikowska),

(Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki nr 2, z dnia 2013-02-27, Jak pracować z sensem, zyskiem i sukcesem)

Dialog dwóch psycholożek, dr Kingi Tucholskiej i dr Anny Tylikowskiej, o dylematach współczesnego człowieka, który chce pracować i zarabiać, tęskniąc za utraconą radością życia.

Anna Tylikowska: – Pracodawcy wymagają od nas elastyczności i sumienności, mobilności i stabilności, doświadczenia i młodości. Ludzie nie wytrzymują presji, popadają w pracoholizm albo bezradne nieróbstwo, wypalają się. No bo jak sobie radzić z tymi wszystkimi, często sprzecznymi wymaganiami? Jak zrównoważyć pracę z resztą życia?

Kinga Tucholska: – Mówienie o równowadze między pracą a życiem wydaje mi się sztuczne. To tak, jakby praca była na minus, a życie na plus, jakby praca i życie były przeciwstawne. A przecież życie jest jednym naczyniem wypełnionym rozmaitą zawartością, między innymi pracą. Ważna jest harmonia w obrębie całości. Polaryzacja życie–praca może być prawdziwa dla kogoś sfrustrowanego, wypalonego, zmuszającego się do pracy. Badania pokazują, że satysfakcja z pracy jest składnikiem zadowolenia z życia, szczęścia. Ale, fakt, wiele poradników psychologicznych i działań coachingowych jest ukierunkowanych na poszukiwanie równowagi między pracą a życiem.

Czy jesteśmy już tylko trybikami Wielkiego Rynku

Anna: Masz rację, praca jest jednym ze składników życia. Jeśli gorzej dzieje się w innym obszarze, np. związku, odbija się to na pracy i na odwrót. Gdy masz pracę, którą lubisz, zgodną ze swoim potencjałem, zainteresowaniami – jej oddzielanie od reszty życia jest rzeczywiście sztuczne. My obie mamy pracę, która nas pasjonuje i przenika się z innymi obszarami życia. Wyobraź sobie jednak sytuację osoby pracującej przy obrabiarce albo ukręcającej łby kurczakom.

Kinga: Wtedy odcinanie się od pracy jest dobroczynnym mechanizmem obronnym.

Anna: Praca była naturalną częścią życia przez większość historii człowieka. Nasi przodkowie uprawiali rolę, wykonywali usługi rzemieślnicze dla sąsiadów. Pracowało się w domu lub jego okolicy, praca dawała człowiekowi jedzenie i szacunek społeczny, była dosłownie życiodajna. Na dużą skalę zaczęło się to zmieniać wraz z uprzemysłowieniem, wczesnym kapitalizmem. Ludzie przenosili się do miast, chodzili do fabryki, żeby wykonywać nieinteresujące czynności, z czego zyski czerpał przede wszystkim właściciel fabryki. Skazani na taką pracę zaczęli się od niej odcinać.

Kinga: Odcięcie pozwalało im zdystansować się, przetrwać pomimo absurdu sytuacji.

Anna: Ale wyobcowanie ludzi od pracy się nasila. Mass media atakują informacjami, że młodzi wybierają niewłaściwe studia, a uczelnie oferują nieprzydatne kierunki. Że młodzież powinna studiować informatykę i inne dziedziny techniczne, po których może liczyć na pracę. Kreuje się obraz obiektywnego, niezależnego od nas rynku pracy, w którym pełnimy funkcję robotników zabiegających o zatrudnienie. Rynek pracy, jak i cała kultura, powinien być dla nas, ludzi – nie odwrotnie. Masz talent do rozumienia ludzi, łagodzenia sporów i chciałabyś go wykorzystać? A kogo to obchodzi? Zaciśnij zęby, przyduś siebie, stłamś i idź robić tam, gdzie dają ci zatrudnienie. Im bardziej będziesz sfrustrowana, tym bardziej oddzielisz się od ważnych części siebie i tym lepszym będziesz robotnikiem i konsumentem. A co z twoimi relacjami? Z zainteresowaniami? Z duchowością?

Kinga: Wyobrażam się, że gdybym pracowała przy obrabiarce pomimo wyższych kompetencji, starałabym się czerpać satysfakcję z pozostałych obszarów życia. Inwestowałabym w siebie i szukała alternatywnego zatrudnienia. Podtrzymywałabym w sobie przekonanie, że to jest tymczasowa, niesprzyjająca okoliczność, na którą świadomie się decyduję, żeby się utrzymać.

Anna: Zauważ tylko, że ta „tymczasowość” dotyczy coraz większej liczby ludzi, którzy wykonują pracę, która ma się nijak do ich możliwości, chęci.

Kinga: Być może podział na życie i pracę w ostatnim czasie narasta. Nastawienie na zysk sprzyja formatowaniu ludzi do potrzeb korporacji, nie zważając na ich dobro. Zdarza się też, że człowiek ma fascynującą pracę, tyle że czasami przychodzi kryzys i zmusza się do jej wykonywania.

Anna: Tak, stosunek do pracy faluje, podobnie jak stosunek wobec bliskich czy nastrój. Raz nam się chce, a raz nie, wczoraj miałam ochotę, dzisiaj nie – na pisanie, uczenie, spotkanie, kąpiel, seks. Lubię swoją pracę, ale zdarza mi się, że idę do niej, bo muszę – bo mam wykład, jestem umówiona. Albo: mam dużo ważnych rzeczy poza pracą, na które nie wystarcza mi czasu i energii. Albo: wymagania rosną nieproporcjonalnie do moich możliwości. W takich przypadkach praca też staje się męcząca, obca.

Kinga: Kiedy takie oddzielenie od pracy się pojawia, jest sygnałem ostrzegawczym – sygnałem odchodzenia od równowagi fundującej dobrostan, objawem patologii.

Anna: Tak, ale niekoniecznie patologii jednostki; raczej patologii systemu, do którego należy rynek pracy. Jeśli wykształcona kobieta pracuje przy kasie hipermarketu, to problem leży po stronie systemu, który wbija ludzi w wakaty związane z zyskami firmy czy korporacji. Czy moja praca służy mnie, czy machinie konsumpcyjnej będącej poza mną i nieprzejmującej się moim dobrem ani trochę? Łatwo stać się sfrustrowanym robotem-konsumentem, idącym do pracy zrobić to, co konieczne, żeby później popadać w coraz większą frustrację przed telewizorem, pokazującym rzeczy niezbędne do szczęścia: tablety, sosy na konserwantach, idealnych partnerów życiowych zawsze pachnących wiosną, nowe modele samochodów.

Kinga: I reklamy zaburzające poczucie bezpieczeństwa, bo przecież trzeba się ubezpieczyć i kupować kolejne farmaceutyki, na które pieniędzy nie starcza.

Anna: Zauważ, że samo pracowanie kosztuje jakby coraz więcej. Auto jest potwornym pożeraczem finansów. Do tego ubranie, fryzjer, może kosmetyczka. Abonament za telefon i Internet. W naszym zawodzie – książki, dostęp do baz danych, opłaty konferencyjne. Dokształcanie się, kupowanie prasy, żeby być na bieżąco. Co najmniej połowę pieniędzy, które zarabiamy – jeśli nie dwie trzecie – wydajemy na pracę. Wydawać połowę zarabianych pieniędzy na pracę to jakieś fundamentalne nieporozumienie.

Kinga: Pracuję, żeby pracować. Koszmar.

Czy my naprawdę aż tyle musimy

Anna: Więc może problem polega na złapaniu balansu między tym, co robić muszę, a tym, czego chcę. Są rzeczy, które musimy – zapewnić sobie tlen, pożywienie.

Kinga: Dach nad głową.

Anna: Niekoniecznie, do przetrwania wystarcza stabilność termiczna. Ale my generalnie „musimy” więcej, niż musimy naprawdę. Np. „muszę” wykonywać określony zawód, bo moja matka chciała, żebym była „kimś”; „muszę” mieć męża i dzieci, bo wszyscy mają. Problemem może być to, na ile obszar „muszę” jest u mnie realistyczny, a na ile przerośnięty. Są rzeczy, które naprawdę muszę. I takie, których nie muszę, ale wydaje mi się, że owszem.

Kinga: Można je nazwać quasi-potrzebami.

Anna: Albo potrzebami iluzorycznymi. Rozwijanie się, dojrzewanie, budowanie dobrego życia, którego składnikiem jest właściwy stosunek do pracy, polega na znajdowaniu rzeczy, których chcę. Posiadanie rodziny, bo wszyscy ją mają, różni się od pielęgnowania rodziny, bo pokochałam osobę, z którą chcę urodzić i wychować dzieci. Podobnie jest z pracą.

Rzadko zastanawiamy się nad tym, czego chcemy, brakuje nam na to zasobów – czasu, uwagi. Przeważnie jest tak: pracodawca wymaga ode mnie więcej i więcej. Spłacam kredyt za dom, wychowuję dzieci, więc nie mogę pracy rzucić. Presja się nakręca, zewnętrzna i wewnętrzna. Jak w takich warunkach złapać wobec pracy dystans? Jak sobie z tym poradzić, nie uciekając w Bieszczady?

Kinga: W pracy istotne są rezultaty. Liczy się zasada Pareto: 80 na 20. Warto celować w te 20 proc. pracy, która daje 80 proc. efektu. Tak sobie pracę poukładać, żeby stosunkowo niewielka jej ilość dawała znaczące rezultaty. Pamiętajmy też o tym, że nie da się pracować osiem godzin z rzędu efektywnie, nasze umysły ani ciała nie są tak skonstruowane. Presja może być efektem narzucania sobie standardów, które są niemożliwe do spełnienia.

Anna: Dlaczego narzucamy sobie takie wyśrubowane standardy?

Kinga: W grę mogą wchodzić uwarunkowania osobowościowe, np. perfekcjonizm. Wyuczone nawyki zaobserwowane u przyjaciół, współpracowników, dotychczasowych szefów.

Anna: Lub przejęte od rodziców. Moja mama mawia, że praca jest od tego, żeby zarabiać, jednocześnie swoją pracę lubi, wykonuje z zaangażowaniem. Przejęłam to od niej, uwielbiam swoją pracę, ale nie uważam jej za centrum życia. Przekaz, który od mamy dostałam, za co jestem jej wdzięczna, brzmi: kochajmy pracę, ale nie dajmy się jej zwariować!

Kinga: Moja mama zawsze podkreślała, że nie wzięła ani jednego dnia zwolnienia z pracy. Nawet z gorączką i chora – pracowała. Poświęcała się pracy, była jej totalnie oddana.

Czy da się zatopić w pracy i za dużo na ten temat nie filozofować

Anna: Z takim etosem poświęcenia pracy można w czasach postkapitalistycznego korporacjonizmu zajechać się w kilka lat. Na śmierć, dosłownie.

Kinga: Masz rację. Ludzie wypaleni funkcjonują na biegunie „muszę”.

Anna: Mówi się, że żeby się wypalić, najpierw trzeba płonąć. Ludzie, którzy są wypaleni, początkowo byli silnie zaangażowani w pracę.

Kinga: To mogło nawet być zaangażowanie typu „chcę”. Ale w zderzeniu z kulturą organizacji stres narastał, utrzymywał się na wysokim poziomie. Wypalenie jest przedłużeniem skumulowanego, chronicznego stresu zawodowego.

Anna: Jest konsekwencją braku dystansu do pracy. Jeśli człowiek ma w pracy ciężko, pod górkę, ale się tym nie przejmuje – wypalenie mu nie grozi. Jeżeli jednak całkowicie się pracą nie przejmujesz, to też jest patologia – chodzisz do pracy, w której nie doświadczasz pozytywnych relacji, nie podejmujesz się nowych zadań. Spędzasz tam sporą część życia w stanie nienaturalnego odcięcia, dysocjacji.

Kinga: Oczywiście, wykonując taką pracę raczej trudno o flow – stan będący jednym z czynników zadowolenia z pracy. To doświadczenie pochłonięcia, uniesienia, będące efektem zaangażowania w to, co robimy. Towarzyszą mu pozytywne emocje i zmieniony stan świadomości, zawężony do wykonywanej czynności, w którym przestajemy zwracać uwagę na upływ ­czasu.

Anna: Flow jest przyjemny, pożądany. Przestajemy myśleć o sobie, o swojej przeszłości, przyszłości. Zanurzamy się w działaniu. Zostawiając całą kłopotliwą resztę.

Kinga: Warunkiem złapania flow jest chcenie owocujące zaangażowaniem. I wykonywanie czynności ani zbyt łatwej, ani zbyt trudnej – takiej, która leży w górnych granicach naszych możliwości.

Co zrobić, jeśli czujemy, że wszystko się wali?

Kinga: Zauważ, że skupiając się na pracy, w gruncie rzeczy rozmawiamy o ogólnej równowadze życiowej, a nie równowadze praca–życie. Patologie są efektem zaburzenia równowagi w którymś obszarze systemu, jakim jest życie.

Anna: Oczywiście równowaga jest potrzebna w całości systemu, nie tylko jego fragmencie. W sytuacji optymalnej mamy zdrowy dystans do wszelkich elementów naszego życia, czyli np. akceptujemy, że pewne rzeczy nam się udają, a inne nie – raz ugotuję smaczniejszą pomidorową, kiedy indziej słabszą, w zeszłym miesiącu przygotowałam świetny projekt, a przedwczoraj przeciętny. W żaden z obszarów nie wkręcam się przesadnie, nie wiszę na nim jak na centrum swojego życia, które buduje moją wartość.

Kinga: Jeśli pozwalam sobie pracować nad jakimś projektem ciągiem 24 godziny na dobę przez 7 dni, to nadużywam siebie, swój organizm. Podstawowym sposobem zapobiegania wypaleniu i innym zaburzeniom jest słuchanie swojego organizmu – regularne jedzenie, sen, wychodzenie na światło dzienne. Zaspokajanie fundamentalnych potrzeb psychologicznych, np. bliskości. Dbałość o nakarmienie prawdziwego „muszę”.

Anna: A jeśli ktoś zgubił równowagę? Przez długi czas się nadużywał?

Kinga: Ludzie, którzy wracają do normalnego funkcjonowania po okresie wypalenia, robią to małymi krokami, wracają przede wszystkim do własnego ciała. Istnieje złoty trójpodział (który łatwo zaobserwować, przyglądając się zwierzętom) na: vita activa, vita contemplativa i sen. Aktywność służąca przetrwaniu, sen i kontemplacja – która polega na kontakcie z samym sobą, ze środowiskiem naturalnym, społecznym, duchowym – powinny zajmować równe części doby. Na jedną porcję aktywności powinny przypadać dwie porcje regeneracji. Zwierzęta mają to świetnie rozłożone – poza ludźmi.

Anna: Zwierzęta nie są tak bardzo pogubione jak my pewnie dlatego, że są mniej kulturowo chłonne.

Kinga: Odporne na przekaz, że w pracy jest coś, czego tak naprawdę w niej nie ma. Ludzie mają mnóstwo złudzeń na temat pracy. Widzą w niej formę ucieczki, najważniejszy cel życia, substytut związków z ludźmi.

Anna: Ba, drogę do zbawienia.

Kinga: Kiedy z pracą wiążemy quasi-potrzeby, staje się ona celem, a nie środkiem.

Anna: W stosunku do pracy istotne jest poczucie własnej wartości. Jego niedostatki szczególnie często załatwiamy poprzez pracę, bo zarabiamy w niej pieniądze. Jeśli ktoś jest gotowy płacić mi za pracę, nawet nieciekawą, to znaczy, że jestem potrzebna. Być może także dlatego tak łatwo się na pracy uwiesić.

Kinga: I stracić równowagę. Człowiek ma szczęście, jeśli poukłada się z pracą i resztą życia, zanim nastąpi jakaś katastrofa – utrata zdrowia, rozpad rodziny.

Anna: Katastrofy bywają zbawienne, bo zatrzymują nas w biegu, skłaniają do wypracowania nowych sposobów życia. Oprócz słuchania ciała przydatne jest wsparcie społeczne, czasami przewodnik, np. terapeuta, który pokazuje sposoby odnajdywania równowagi.

Kinga: Zmiana wymaga czasu i zaangażowania. System, który tworzył się przez kilkadziesiąt lat życia, nie zmieni się na skutek trzech sesji terapeutycznych. Ale można doprowadzić do sytuacji, w której praca jest integralną częścią życia, dającą nam satysfakcję nie mniejszą niż relacje z bliskimi czy samorealizacja.

Anna: Na dłuższą metę tylko taka praca się opłaca.

======

DR KINGA TUCHOLSKA psycholożka, adiunkt w Instytucie Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego. ­Zajmuje się psychologią pozytywną nakierowaną na poprawę jakości życia.

DR ANNA TYLIKOWSKA psycholożka, adiunkt, kierowniczka Zakładu Psychologii Ogólnej i Osobowości w Wyższej Szkole Biznesu – National-Louis University w Nowym

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Najczęściej powtarzające się treści w komentarzach od uczestników dyskusji

  • Bardzo ważne jest oddzielenie życia prywatnego od zawodowego. Należy po pracy mieć swoje pasje, zadbać o znajomych oraz o życie rodzinne.
  • Dużo osób odczuwa potrzebę narzucenia sobie odpowiednich granic – ograniczeń czasu spędzanego w pracy, liczby nadgodzin, czasu spędzonego na dokształcanie się po godzinach
  • Pracoholizm to poważne uzleżnienie, które może być niebezpieczne dla naszego zdrowia, a nawet życia. Dlatego tak ważne jest aby dać o odpowiednią równowagę między życiem zadowowym a prywatnym
  • Ważne jest również oddzielenie środowisk. Aby nasi koledzy z pracy nie byli jedynymi znajomymi z jakimi się spotykamy, gdyż wtedy nieuchronnie będziemy rozmawiali z nimi głównie o pracy, co zaburza możliwości zrelaksowania się w czasie prywatym
  • W obecnych czasach dużo osób odczuwa potrzebę ciągłego rozwoju, starając się przerodzić pracę w swoją jedyną pasję. Uważają, że należy jak najszybciej do czegoś dojść na polu zawodowym, a mając już odpowiedni pułap wynagrodzenia i pozycji społecznej, wówczas oddać się swoim pasjom i poświęcić czas rodzinie
  • Nie każdy zgadza się z tym, że praca na stanowisku, które nie pasuje do naszych wymagań to wina systemu. Niektórzy dostrzegają w tym szansę zdobycia doświadcznia, obycia się z pracą i zdobycia pewnych podstaw do ubiegania się o wyższe, bardziej odpowiedzialne stanowiska.

Wybrane (kompletne) komentarze od uczestników dyskusji

  • Moim zdaniem problem wynika między innymi z góry narzuconego modelu życia (szkoła-praca/rodzina-emerytura), który jest wpajany nam od dziecka przez dorosłych, którym też był wpajany. Niemal każdy z moich znajomych poszedł na studia tylko dlatego, że uważał to za kolejny naturalny etap życia, wszyscy tak robią i tak trzeba. Tak samo było u niektórych również z samym wyborem kariery, chcieli być np. lekarzami czy prawnikami, bo tego od nich oczekiwano. Rodzice nas także uczyli, że trzeba znaleźć sobie męża/żonę i założyć rodzinę. W dzisiejszych czasach tego się głownie uczy, że trzeba pracować i mieć rodzinę z dziećmi (najlepiej wszystko na raz), a to, jak sami się czujemy, ma mieć już mniejsze znaczenie.
  • „Jeśli wykształcona kobieta pracuje przy kasie hipermarketu, to problem leży po stronie systemu…” Zdecydowanie nie mogę zgodzić się z tym zdaniem. Oczywiście, większość osób zaczynało od słabo płatnej i mało ciekawej pracy, jednak to ludzie są kowalami swojego losu. Całkowicie rozumiem, że oczekiwania pracodawców na dzisiejszy dzień są o wiele wyższe, jednak osoba wykształcona, która się na czymś zna lub chociaż interesuje powinna ciągle ubiegać się o pracę na danym stanowisku. Może nawet z początku w ramach praktyki/stażu, ale takie coś już tworzy nam pewne podstawy, aby móc dążyć do celu. Tak więc nie obwiniałbym tutaj systemu.
  • Mam kolegę dla którego złamanie nogi wracając z pracy było zbawienne, ponieważ zatrzymał się i podjął właściwe kroki co do reszty swojego życia. Wiele lat pracował w firmie, gdzie był w ciągłym biegu, nie miał czasu dla rodziny i znajomych. Twierdził, że „musi” pracować, bo rodzina sobie bez niego nie poradzi. Natomiast, kiedy dopadła go kontuzja zrozumiał, że praca to nie wszystko. Znalazł sobie inną pracę po której miał czas na odpoczynek wśród rodziny i znajomych.
  • Artykuł ten to swoisty dialog, czytając rozmowę tych dwóch pań odnosi się wrażenie, że są one sfrustrowane światem, w jakim żyją i obecnymi warunkami pracy. Chociaż na początku było napisane, że obydwie panie lubią swoją pracę to tak naprawdę mówią o czymś, co nie do końca dotyczy je bezpośrednio. Częste przerywniki dialogowe powodują tracenie zrozumienia i zagubienie odbiorcy. Również przeciwstawne myślenie na temat pracy i życia powoduje utratę sensu całej wypowiedzi. Ciężko stwierdzić, co tak naprawdę jest istotne. Może na tym polega sens całego artykułu, aby znaleźć istotę życia.
  • Moja znajoma skończyła studia mgr i od 2 lat pracuje na produkcji. Ciągle powtarzała sobie, że to praca tymczasowa. Ta sytuacja dotyczy coraz większej liczby młodych ludzi po studiach. Znajoma wykonuje pracę, która nie przynosi jej satysfakcji. Nie może w niej się realizować i nie jest zgodna z jej możliwościami czy zainteresowaniami. To co ją  trzyma to nastawienie na zysk oraz bliska lokalizacja firmy. Pracuję z zaangażowaniem, wykonując to „co musi”. Po pracy wraca do swojego życia, do tego co lubi. Pozytywnym aspektem, które umożliwiło jej przetrwanie w firmie był powrót do życia „poza” pracą, ale nigdy nie wskazała, że istnieje równowaga między jej praca a życiem. Mimo jej starań praca zabiera jej zbyt dużo czasu i coraz częściej staję się dla niej męcząca.
  • Praca jest oczywiście jednym z elementów życia, ale ja osobiście odczuwam potrzebę oddzielenia ich od siebie w pewien konkretny sposób. Koledzy z pracy, to koledzy w pracy. Rzadko widzimy się poza pracą. Lubię ich i miło spędzamy czas, rozmawiamy i pijemy kawę, a czasem nawet wyminiemy się zrobionym w domu własnymi rękoma piwem, nalewkami, albo wypiekami. Mimo to, nie zapraszamy się do domu, nie wychodzimy razem do pubu. Może to sztuczne, ale dzięki temu zachowujemy pewną strefę komfortu. W obecnych czasach ludzie zmieniają pracę średnio co ok. 5 lat. Mam uczucie, że gdybym zbyt blisko się związał z ludźmi z pracy mógłbym mieć problemy potem z odejściem z pracy, gdyby zaszła konieczność (np. zwiększenia zarobków, innych wyzwań, rozwoju osobistego, itp.). Dodam jeszcze, że kwestie związane z finansami są moim zdaniem trochę przerysowane. Owszem, niektóre zawody wymagają większych nakładów finansowych (np. na odpowiednie ubrania), jednak wspominanie, że pieniądze wydane na Internet są wydanymi na pracę jest moim zdaniem jak uznanie, że wydatki na jedzenie są wydatkami na pracę – owszem trzeba coś zjeść nawet w pracy, ale przecież jakby pracy nie było, to też by się jadło. Jeżeli faktycznie wydają ponad połowę na pracę, to albo źle liczą, albo faktycznie jest to jakieś nieporozumienie. Ciekawostką jest, że na przełomie XIX i XX wieku mnóstwo osób spekulowało, że za 50-100 lat człowiek będzie pracował po 4 godziny dziennie ze względu na wszystkie usprawnienia jakie powstawały w tym okresie. Tymczasem okazuje się, że wcale nie pracujemy mniej, a coraz więcej. Oczywiście efektywność wzrasta (nie robimy prania przez tydzień, ale wciągu paru godzin, gdy większość pracy wykonuje pralka), ale my wcale nie zwalniamy z tego powodu.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.