Docenić ruch

Popularnie się mówi, że ruch to zdrowie. „Ruszaj się bo zardzewiejesz” – mówią do siebie niekiedy starsi ludzie. „Jego/jej nie ruszą” – mówią z przekąsem o szefie czy szefowej podwładni. Przeciwieństwem ruchu jest bezruch, stabilność, spokój. Ruszać się lubimy, bezruchu się boimy albo też odwrotnie, boimy się i dlatego zastygamy w bezruchu. Ale pewien typ ruchu, choć towarzyszy nam bezustannie, jest permanentnie niedoceniany.

Sytuacja 1:
Ktoś projektuje mieszkanie albo dom. Przyjemne zajęcie – choć przez chwilę jest jeszcze dużo miejsca, a przecież nie wszystkie rzeczy ze sobą zabieramy z poprzedniego lokum… Planujemy dom w taki sposób, aby było jak najwygodniej, aby było dopasowane pod potrzeby rodziny. Mija 2-3 lata jednak, dzieci pojawiają się albo rosną, my się jakoś zmieniamy, mieszkanie więc czy dom trzeba dostosować bo tryb życia się zmienił, wzajemne relacje, potrzeby.

Sytuacja 2:
Jesteś zatrudniony w firmie, masz 3-4 lata pracy za sobą. Szukają kogoś, kto objąłby stanowisko kierownika. Pytają ciebie – ale ty kompletnie się tam nie widzisz. Nie chcesz tych obowiązków, nie chcesz spraw organizacyjnych, nie chcesz rozstrzygać sporów albo działać w sytuacji „konfliktu wartości”. Krótko mówiąc, nie chcesz, aby rozmowy w kuchni firmowej milkły, gdy ty wejdziesz. Ale mija kilka lat i powoli dochodzisz do wniosku, że w sumie to może by i to jakoś wchodziło dla ciebie w grę.

Sytuacja 3:
Grasz namiętnie w tenisa. Bywa, że 2-3 razy w tygodniu. Oczywiście w singla, bo tylko to jest prawdziwy tenis. Tenisowy debel to – jak mawiają z lekkim niesmakiem niektórzy – skrzyżowanie tenisa i golfa. Nie chcesz tego! W duchu nawet podśmiechujesz się z deblistów. Ale mija kilka lat. To i owo nawaliło ci w zdrowiu. Jakoś spadła ci tez wydolność. A przecież w deblu podczas meczu, odbijasz 2 razy mniej piłek niż w singlu! No i obsługujesz tylko połowę (wprawdzie nieco szerszego) kortu. Bywa więc, że po cichutku, podmieniasz tenisowego singla deblem.

Sytuacja 4:
Rodzice mają dziecko, jeszcze niemowlę. Jakie miłe, słodkie, ładne! Zaczyna chodzić, pytać, pokazywać swoje fochy. O Boże, czy te pytania się nigdy nie skończą? A to pokazywanie „własnego ja” w najmniej odpowiednim momencie? Ten upór? Skąd to się wzięło? Nie mogłoby być tak jak dawniej? Widocznie nie może. Stare nie wróci.

‘*   *   *   *

Co łączy te cztery sytuacje? Masz dziś jakieś wrażenie, jakieś opinie, jakieś preferencje. Jesteś o nich przekonany, patrzysz nawet z pewną wyższością na tych, co myślą inaczej. Mijają 2-3 lata, czasem 5, sytuacja stale się zmienia, twoje poglądy i skłonności także. Co się dzieje? Przecież jeszcze niedawno było całkiem inaczej?

Prosta sprawa – nie doceniłeś ruchu! Zmienności! Jakoś milcząco pominąłeś to, że wprawdzie wtedy trafnie oceniłeś swoją ówczesną sytuację, ale to wcale nie przesądza o tym jak będzie za rok, dwa albo pięć. Nie doceniłeś dynamiki sytuacji, ludzkiej i środowiskowej albo nawet światowej zmienności.

Kilka innych podobnych przykładów podano poniżej:

  • Masz 30 lat, jesteś tuż po ślubie, rodzice nie mają co zrobić z letnią działką nad jeziorem. Pytany o to, czy chciałbyś o nią zadbać – wzruszasz ramionami. Takie uwiązanie? Weekendy ciągle w tym samym miejscu? Kompletnie bez sensu! Mija kilka lat, pojawia się dziecko, potem drugie. Działka staje się twoim ukochanym weekendowym azylem, gdzie dzieci bezpiecznie się bawią, a ty masz w weekend chwilę świętego spokoju.
  • Budujesz dom, masz luźny tryb pracy, więc aby obniżyć koszty własną przyczepą zwozisz część wyposażenia, towarów. Rozważasz nawet kupno przyczepy na stałe. Ktoś z boku doradza ci jednak ostrożność – jeszcze rok-dwa i przestaniesz jej potrzebować.
  • Masz 20 lat, albo 30, albo 50 – spotykasz swoją druga połówkę. Jest świetnie, pasujecie do siebie rewelacyjnie. Aż ci żal odchodzić, choćby i na pół dnia. Wszystko robicie razem, bo przecież tak jest przyjemniej. Ale mija rok-dwa i dochodzisz do wniosku, że jest fajnie wiele rzeczy robić razem ale jednak… część osobno.
  • Masz 50 lat, od 20 lat prowadzisz swoją firmę. Twoje dzieci są już dorosłe i wyprowadziły się. Zaczęły zarabiać na siebie. Korzystając z życia, zwiedzasz egzotyczne zakątki świata. Tu Argentyna, tam Tanzania albo i Afryka Południowa. Może jeszcze Laos i Kambodża albo nawet Japonia. Wielki Kanion i Kalifornia. Dla chętnych Alaska. Wyobrażasz sobie siebie za 20 lat zwiedzającego, Senegal, Gambię i Mali. Albo Bhutan i Azerbejdżan… Przecież masz na to pieniądze! Ale… jakoś ci się to opatrzyło. Pierwszy głód egzotyki minął. Nawet w towarzystwie nie ma już komu opowiadać. Wszystko „już było”, zdjęć nie ma komu oglądać. Nawet ci się nie chce ich drukować. Zmieniłeś się!
  • Masz 20 lat albo 25 albo 30. Wyjeżdżasz do Anglii, Norwegii albo jeszcze innej. Po 3 latach wracasz. Masz przed oczyma miasto, z którego wyjechałeś, kolegów, z którymi studiowałeś. Wracasz, ale już ich tam nie ma. Życie poszło do przodu. Ten się ożenił, ten wyjechał, tamten zmienił pracę. No i zmieniłeś się ty sam! 3 lata pobytu zagranicą zmieniły cię bardziej, niż byś się spodziewał. Już jesteś inną osobą. Stare nie wróci.
  • Masz 30 lat albo i 40. Podczas letnich wakacji w urokliwej Chorwacji trafiasz w Trogirze do knajpy pod gołym niebem. Jesteś z przyjaciółmi, leje się wino, pachną owoce morza. Bajka! Chwilo trwaj! Traf chce, że rok później w tej samej grupie znów jesteś w Trogirze. Zacierasz ręce na myśl o ubiegłorocznej restauracji z owocami morza. Oby tylko była otwarta! Ale jest! Nawet kelner ten sam co przed rokiem. Zamawiasz te same dania, pijesz to samo wino ale… jest jakoś inaczej. Już nie tak uroczo, nie tego się spodziewałeś. Ty jesteś już inny, inne są twoje oczekiwania, inny jest ten konkretny wieczór. Coś się zmieniło. I stare nie wróci.
  • Jesteś ważny przy pewnych zmianach technologicznych w Polsce. Wiesz więcej niż inni. I w dodatku „masz nazwisko” – piszesz książkę. Nieźle się sprzedaje. Potem drugą i trzecią. Masz już przed oczyma stały dopływ pieniędzy z tych działań, przez dłuższy czas. Mija jednak kilka lat. Nowość przestaje być nowością. Książki już się nie sprzedają. A kolejne nie mają sensu. Coś się zmieniło – wzdychasz z żalem

Podsumowanie
Większość z opisanych wyżej sytuacji widziałem z bliska, często nie raz. Wiele z nich zdarzało się ludziom doświadczonym i otrzaskanym z życiem, a jednak w każdej z tych sytuacji pojawiło się zdziwienie, żeby nie powiedzieć rozczarowanie. Więc tak to się zmienia? Tak szybko? I powrotu nie ma?

Mądrość życiowa mówi, że zawsze nam czegoś brakuje, a to czego nam brakuje właśnie w tej chwili wydaje nam się kwestią najważniejszą:

  • Gdy jesteśmy młodzi, często brak nam pieniędzy, choć mamy więcej czasu i zwykle dużo zdrowia
  • Gdy mamy już więcej pieniędzy, nie mamy czasu, na szczęście zdrowie jest jako takie
  • W końcu przychodzi – jak dobrze pójdzie – okres wieku zaawansowanego, gdy mamy i pieniądze i czas ale… zdrowia brakuje.

Wpis ten niechby nas popchnął więc do pewnej pokory, że dzisiejsze nasze odczucia, obojętnie czego dotyczą, raczej nie potrwają wiecznie. Czy tego chcemy czy nie, jedne nasze opinie się nasilą, inne zejdą na drugi plan. Oczywiście te pożądane zmiany same się nie zrobią. Trzeba je „życiu wyszarpać” bo „samorzutnie to tylko się robi ból gardła”. No i przemijanie.

Mieszanka wewnętrznej pokory do przemijania (choćby i w wieku 20 lat) oraz energii do zmieniania siebie, a często i otoczenia – to coś, co warto aby nam towarzyszyło na stałe.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.