Finansowe jajko na miękko

Książka kucharska to – wyjątkowo – książka nie do czytania. Zaglądasz do niej gdy potrzebujesz czegoś konkretnego. I czytasz tylko to. A gdyby tak skrzyżowanie książki kucharskiej i podręcznika podwyższającego umiejętności kucharza? I to niezależnie od jego poziomu? A gdyby tak to wszystko dotyczyło pieniędzy, czyli czegoś co każdy chce mieć (choć ma zwykle za mało), ale większość nie chce studiować? A napisane było „pożywnie i lekkostrawnie” (słowem podobnie jak „jajko na miękko”)?

O zarządzaniu pieniędzmi na co dzień

Każdy z nas ma do czynienia na co dzień z pieniędzmi. Dzielimy się, w sumie, na dwie grupy. Część z nas zarządza pieniędzmi, tworzy dla siebie i/lub swoich bliskich strategię finansową. Inni, czując nieodpartą awersję do szczegółów i kruczków finansowych, zdają się w tej materii na drugą osobę, sobie pozostawiając jedynie działania mieszczące się w ramach określonych przez „główna osobę finansową”. I jedno i drugie podejście może być całkiem sensowne, o ile tylko spełnione są pewne elementarne warunki. W pierwszym przypadku, gdy samodzielnie zarządza się pieniędzmi, warto orientować się w kwestiach, z którymi ma się do czynienia. Nie trzeba być ekspertem, ale należy koniecznie znać co najmniej elementarz. Jedną z kwestii zawartych w elementarzu jest umiejętność rozpoznawania, które instrumenty finansowe są dla wszystkich (jak niebieska trasa w narciarstwie), które dla bardziej doświadczonych (trasa czerwona), które tylko dla świetnych narciarzy (trasa czarna) albo wręcz ekspertów (trasa czarna dla zawodników). Ta umiejętność pozwala dobrać zakres czynności wchodzących w grę dla danej osoby i wykluczyć te, które mogłyby łatwo wymknąć się spod kontroli albo w których ktoś łatwo mógłby nami manipulować.

W drugiej grupie osób, tych które zdają się w strategii finansowej na inną osobę, są ci którzy zaufają osobie zaufanej ze swojego otoczenia, osobie znanej osobiście, oraz są i ci, którzy zdają się, mniej czy więcej świadomie, na doradę zawodowca. To pierwsze podejście bywa tak bezpieczne jak rozsądna i trzeźwo myśląca jest osoba zaufana oraz… jak trwała jest ich relacja. Zwykle jest partner osobisty czy partnerka, czasami ktoś zaufany z rodziny, niekiedy dobry znajomy lub przyjaciel domu. Najbardziej niebezpieczne jest podejście, w którym liczymy się poważnie z opiniami usłyszanymi w instytucjach finansowych, wyrażanymi przez ich pracowników. Są to wprawdzie osoby wyszkolone w swoim zawodzie i często bardzo skuteczne ale… ich celem nie musi być twoja korzyść! Tacy sprzedawcy są zwykle premiowani za każdą transakcję, mają swoje oczywiste preferencje związane z wysokością prowizji sprzedażnej, a ich interes bardzo rzadko bywa zbieżny z interesem klienta. Zdawać się w zakupie usługi finansowej na doradę sprzedawcy to jak spacerować po polu minowym, niby może się udać, ale któż chciałby tak ryzykować? I niby dlaczego?

„Potworna” książka Macieja Samcika
Choć nie jestem odbiorcą prowizji od kliknięć czy sprzedanych egzemplarzy (nie jestem więc sprzedawcą ani innym pośrednikiem), z czystym sumieniem polecić mogę wszystkim bez wyjątku książkę napisaną przez Macieja Samcika pt. „100 potwornych opowieści o pieniądzach, czyli jak żyć, zarabiać i wydawać z głową”. Korzystałem już z niej na tym blogu w moim poprzednim wpisie, z 27 grudnia 2016. Wtedy byłem na początku jej czytania, więc skupiłem się na jednym – dość użytecznym i praktycznym, moim zdaniem – elemencie tam opisywanym. Dziś, po zakończeniu „lektury”, uważam ją za świetną książkę. Napisałem „lektury” w cudzysłowie, bo książki nie da się – chyba – zwyczajnie przeczytać. I nie temu, zresztą, chyba służy. Można ją przeczytać we fragmentach, a resztę przekartkować, zostawiając sobie ewentualną lekturę na konkretne sytuacje, gdy będziemy mieć do czynienia z konkretną kwestią czy konkretnym instrumentem finansowym.

Wydaje mi się, że książka może być przydatna każdemu, kto lubi być skutecznym, niezależnie od tego, w jakim stopniu i w jaki sposób osoba ta styka się z kwestiami finansowymi:

  • Ci, co z wyboru albo braku odwagi czy asertywności zdają się na pracownika banku albo innej instytucji finansowej dowiedzą się dlaczego jest to ostatnia rzecz, którą można by uznać za rozsądną albo bezpieczną. Kto zechce zauważyć kilka tylko ważniejszych fragmentów poświęconych tej kwestii, ten w te pędy rozejrzy się za kimś innym, kto faktycznie doradzać będzie w duchu interesów klienta, a nie sprzedawcy.
  • Ci, co mają w swoim bliskim otoczeniu osobę, na której polegają w kwestii strategicznych decyzji finansowych, zyskają świetny pomysł na prezent.
  • Ci co sami decydują o swoich finansach, znajdą tyle w książce przydatnych informacji, ile tylko uznają w swojej aktualnej sytuacji za przydatne. Sięgną pewnie do tych rozdziałów i tych fragmentów, które wyjaśniają kwestie powiązane z ich aktualnymi potrzebami, pomysłami czy propozycjami. Niezależnie od tego, czy ledwo wiążesz koniec z końcem i przeskakujesz tylko między jednym kredytem a drugim, czy może akurat kupujesz coś na raty, czy też masz nadwyżkę i zastanawiasz się, jak sprawić by zarabiała na siebie (i ciebie). Także wtedy, gdy żyjesz finansowo „na styk” i zastanawiasz się, czy oszczędzanie w ogóle jest w twojej sytuacji możliwe.

Wspomniałem już wcześniej, że w sporym stopniu książka Samcika przypomina książkę kucharską, a więc nie wyobrażam sobie sumiennego przeczytania jej w całości. Kto nie popadał w kłopoty finansowe, tego nie zainteresują zapewne szczegóły postępowania windykacyjnego ani ewentualne warianty strategii dłużnika w tej sytuacji. Tym bardziej nie będą ciekawe dość szczegółowe rozważania dotyczące tzw. upadłości konsumenckiej. Ale wyobrażam sobie, że osoby czujące zaciskającą się wokół siebie pętlę zadłużenia, ten akurat rozdział przeczytają dokładnie.

Wielu z nas stara się unikać czytania o finansach na podobnej zasadzie jak nikt nie lubi czytać obszernych i napisanych drobnym druczkiem umów prawnych. Dla tych, ważne będą przynajmniej elementarne zalecenia bezpieczeństwa, jakie autor podsuwa w kontekście rozumienia ofert bankowych lub około bankowych (np. sprzedaż ratalna 0% lub reklama błyskawicznego kredytu na 3%). Lista rzeczy, na które warto koniecznie zwrócić uwagę, gdy porównujesz oferty kredytu hipotecznego lub polisy na życie. Będzie też ważne aby rozumieć, od których instrumentów finansowych warto trzymać się z daleka, o ile nie uważasz się za eksperta w tym zakresie.

Jest także w książce opisany szereg sytuacji dotyczących „zwykłego śmiertelnika”, któremu ani w głowie śmiałe i wieloletnie ruchy finansowe. W tej prozie życia i tak nie do uniknięcia są pytania o sensowność karty kredytowej lub debetowej, opłacalność „darmowego konta oszczędnościowego pod warunkiem X” lub podjęcie decyzji o zmianie (lub jej wykluczeniu) spółki, od której kupujesz energię elektryczną. Powiesz zapewne, że ty z góry wykluczasz takie opcje ale przecież… nie zrobienie niczego w sytuacji pewnego wyboru to także istotna decyzja, ze znaczącymi konsekwencjami na przyszłość. Nie łudź się więc, że „ciebie decyzje nie dotyczą”

I w końcu, dodajmy także, że Samcik analizuje to wszystko z pozycji i na przykładach osób, których budżet miesięczny bliższy jest kwocie 2 czy 4 tysięcy złotych, a nie nap. 20 czy 30 tysięcy. Co nie zmienia faktu, że i jedni i drudzy znajdą w książce coś dla siebie.

Podsumowując
Tyle dobrych rzeczy napisałem o książce, że aż sam się za głowę chwytam. I to tak od samego początku roku? A jest tak po prostu dlatego, że – jak już wspomniałem na początku – od kwestii finansowych uciec się nie da. Możesz oczywiście, jak wielu z nas, zdać się na drugą osobę, ale to nadal pozostają twoje kwestie finansowe!!! A nie (albo nie tylko) tek drugiej osoby. I choć – podobno – gentelmani o pieniądzach nie rozmawiają, oni je po prostu mają, to jednak koszt błędu w takich sprawach jest na tyle duży, że nie warto być nieprzygotowanym.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.