Róża bez kolców czyli oszczędzanie bez rezygnacji?

Znamy pewnie wiele powiedzeń typu: nie ma róży bez kolców, nie ma dymu bez ognia… Te rzeczy idą po prostu ze sobą w parze. I podobnie, mało kto z nas też wierzy, że da się schudnąć bez ograniczenia jedzenia albo zaoszczędzić pieniądze bez ograniczania wydatków. Też tak myślałem, a jednak…

Krótko o emeryturach

Emerytury, ten piękny mechanizm utrzymujący finansowo starszych ludzi, istnieją w obecnej formie zaledwie od końca XIX wieku. Tymczasem od tego czasu przeciętna długość życia ludzkiego wzrosła prawie dwukrotnie, a średnia liczba dzieci w typowej rodzinie znacząco zmalała. W ten sposób konstrukcja finansowa, która dobrze funkcjonowała w wielu krajach przez cały XX wiek, dziś stanowi dla państwa i jego budżetu zupełnie inne wyzwanie.

Jeśli należysz do tej nielicznej mniejszości, o którą zadbali już rodzice i tak wyposażyli, że nie musisz już o nic się martwić do końca życia, to reszty tego wpisu nie czytaj. Większość z nas jednak będzie miała kiedyś swoje emerytury na własnej głowie. Najbezpieczniejszym, choć wcale niełatwym sposobem zadbania o swoją emeryturę jest tworzenie własnego funduszu emerytalnego poprzez regularne oszczędzanie. To jednak jest dla większości z nas wyzwaniem przekraczającym możliwości bo przecież pieniędzy zawsze jest za mało! Zdrowy rozsądek z kolei mówi o tym, że nie da się oszczędzać bez ograniczenia wydatków, tak jak nie da się schudnąć bez ograniczenia jedzenia. Z tym większą ciekawością (ale i sceptycyzmem) sięgnąłem więc po wydaną niedawno książkę popularnego dziennikarza zajmującego się tematyką ekonomiczną, Macieja Samcika pt. „100 potwornych opowieści o pieniądzach, czyli jak żyć, zarabiać i wydawać z głową”

 

Samcik o oszczędzaniu

We wspomnianej powyżej książce autor z charakterystyczną dla siebie łatwością ciekawie porusza całą gamę różnych aspektów finansów, z jakimi stykamy się w życiu codziennym. Jednym z nich jest oszczędzanie z myślą o emeryturze. Bez trudu pokazuje na przykładach, że tak jak osoba zarabiająca dwa czy trzy tysiące na rękę wydaje je zwykle całkowicie, tak i osoby mające dochody 3 czy nawet 10 razy wyższe także w wielu przypadkach czują się, że ledwo im starcza na pokrycie własnych potrzeb (wprawdzie nie tych całkiem elementarnych, ale to jest pojęcie względne). A kto z nas lubi „odejmować sobie od ust”? Oszczędzanie, a właściwie jego nieskuteczność, nie jest więc prostą konsekwencją niskich dochodów. Tu chodzi o coś więcej, raczej o to, że bez względu na poziom dochodów i ich stopniowy wzrost, nasze potrzeby wydają się rosnąć jeszcze szybciej.

W tej sytuacji Samcik podaje prostą rekomendację, która po wdrożeniu pozwala pogodzić dwie rzeczy – wydawałoby się – nie do pogodzenia: oszczędzanie i uniknięcie rezygnacji z przyjemności. Autor książki proponuje aby wykorzystując okres gdy człowiek ma 20, 30 czy może 40 lat, odpowiednio podchodzić do sytuacji, gdy rosną twoje dochody. W tym miejscu warto dodać, że większości z nas dochody rosną przez pierwsze 15-20 lat pracy zarobkowej, a ich maksimum przypada często na wiek 40-45 lat. Potem, prędzej już martwimy się aby te dochody nie spadały, nie zawracając sobie raczej głowy marzeniami o ich wzroście.

 

Oszczędzanie bez stosowania ograniczeń

Na czym więc polega ten zręczny „trik Samcika”? Załóżmy najpierw, że wydajesz praktycznie wszystko to co zarabiasz. Jeśli chciałbyś w tej sytuacji coś regularnie odkładać, nie ma rady, musisz z czegoś zrezygnować. Siadasz wtedy nad kartką papieru albo tabelką w Excelu i wykreślasz to, co nie jest konieczne. Niestety, najczęściej są to elementy bardzo przyjemne. Może fajny wyjazd z przyjaciółmi albo bajerancka siłownia. Może to jest lepsze jedzenie albo możliwość zjedzenia na zewnątrz. To boli! A przecież już tak to zdążyliśmy polubić…

A teraz wróćmy ponownie do sytuacji, w której praktycznie wydajesz wszystko to, co zarabiasz. I nie ma tu znaczenia, czy miesięcznie wynosi to tysiąc złotych, 2 tysiące, czy może 15 tysięcy albo 20. Tym razem jednak załóżmy, że właśnie dostałeś podwyżkę. Niech to będzie spora podwyżka, bo aż o 15%. Miałeś np. 2 tysiące złotych co miesiąc na rękę, a od nowego roku będziesz mieć 2300 zł. Twoje możliwości konsumpcji zdecydowanie rosną. Już masz przed oczyma kilka opcji, na które będziesz (bez trudu) w stanie wydać dodatkowe 300 zł miesięcznie. A gdyby tak małą korektę? Z kwoty 300 zł może „ukryć” połowę? Wrażenie będzie, że podwyżka wynosi 150 zł? Nadal odczujesz pewną poprawę, w końcu dotąd obywałeś się kwotą 2000 zł, a teraz jednak będzie więcej… Myśłałeś wprawdzie o kwocie 2.300 zł, ale 2150 to też lepiej niż było.

Ot i cały „trik Samcika”. Z całej kwoty podwyżki „połowę zatrzymujesz na oszczędności, zanim jeszcze zdążysz się do nich przyzwyczaić”, Zanim oszczędzanie oznaczać będzie rezygnację z czegoś, do czego przywykłeś i czego byłoby ci żal. Tylko mi nie mów, że się nie da odłożyć tych 150 zł! Jeszcze niedawno żyłeś skutecznie za 2000 zł! A teraz będziesz miał nieco więcej!

 

Trik Samcika czyli „życie poniżej stanu”

Arytmetyki oczywiście nie da się oszukać. Oszczędzanie musi oznaczać wydawanie mniejszych kwot niż gdybyś wydawał wszystko, co zarabiasz. I tego zmienić się nie da. Ale ominąć moment rezygnacji ze starych przyzwyczajeń, których byłoby ci bardzo żal, o to możemy się postarać.

Wszyscy wiemy, czym kończy się „życie ponad stan” – wydajesz więcej niż zarabiasz. Tu jest więc zachęta Samcika to „zręcznego wdrożenia się do życia poniżej stanu”. Wychodzi to – w dłuższym terminie – człowiekowi na zdrowie. A i satysfakcja z realizacji planów pozostaje niewąska.

W dodatku zapewniam, że „trik Samocika” da się wdrożyć w każdym wieku i każdej prawie sytuacji.

Czego wszystkim szanownym blogowiczom życzę w Nowym Roku 2017!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.