Pływanie z kasztanami w kieszeni

Można pływać rozmaicie: w basenie albo na świeżym powietrzu. W jeziorze albo w morzu. Ostro albo delikatnie. Stylowo albo naturalnie. W stroju kąpielowym albo może w piance. Z płetwami czy fajką albo tak sobie. Z odtwarzaczem MP3 na głowie albo zegarkiem i GPS-em na ręce. Ale żeby pływać z kasztanami w kieszeni???

Działanie zadaniowe i działanie relacyjne
W psychologii znane jest klasyczne rozróżnienie pomiędzy działaniem zadaniowym a relacyjnym. W tym pierwszym jesteś skupiony na celu. Jego masz przed oczami. Celowi podporządkujesz małe decyzje. Zrobić to czy tamto, tak czy inaczej. W związku z tym celem masz jakieś wyobrażenie o niezbędnych zasobach. To powinno tyle potrwać, tyle kosztować, z pomocą takich osób, ma ci przynieść to i tamto.

W trybie relacyjnym jest inaczej. Twoim celem jest aby wzmocnić relacje z innymi, aby było milej, aby było przyjemniej. Być może masz też na uwadze to, że w lepiej zgranej parze czy zespole lepiej ci będzie w przyszłości wykonywać zadania. Ale to będzie kiedyś, a w tej chwili budujesz relacje. Tak po prostu. Relacje potrzebne są zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej. Jest cały zestaw kroków typowo wykorzystywanych do budowania relacji: small-talk, wspólna impreza, może wspólne jedzenie. Miło jest znaleźć coś wspólnego, jakieś zainteresowania. Miło jest wiedzieć co nieco prywatnie o swoich partnerach zawodowych, może jakieś hobby, może rodzina…

Po angielsku oba tryby działania nazywane są nieco inaczej: tryb zadaniowy to „task-oriented activity or person”, a tryb relacyjny to „people’s oriented activity or people-oriented person”. Tu jeszcze bardziej w nazwie podkreślone jest zorientowanie na zadania oraz zorientowanie na ludzi. Gdy dwie osoby w danej chwili zorientowane są na co innego, typowe bywają takie dialogi:

– (ona) No powiedz coś! Co słychać?

– (on) Wszystko dobrze. Nie ma o czym mówić!

– (ona) No dlaczego się nie odzywasz? Nie lubisz mnie?

– (on) Jestem zmęczony. Nie mam nic konkretnego do powiedzenia. Jak coś będę miał, to zaraz się odezwę…

Użyłem tu haseł „on” i „ona” bo typowo wśród kobiet jest więcej osób chętnie działających w trybie relacyjnym, a tryb zadaniowy szczególnie często obserwujemy u mężczyzn.

Bieganie z kasztanami w kieszeni
Już jakiś czas temu w jednym z czasopism znalazłem świetny opis dwóch trybów… biegania.

Spójrzcie Państwo sami:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,14677083,Maz_biega__biegam_ja.html

07.10.2013 04:00

W wolnych chwilach staramy się z mężem rozruszać trochę kości. Jednak robimy to w odmienny sposób

Mieszkam z rodziną w domu na przedmieściach dużego miasta, w ładnej, spokojnej dzielnicy. Oboje z mężem jesteśmy po czterdziestce, mamy dwoje dzieci, siedzącą pracę i staramy się w wolnych chwilach trochę rozruszać kości. Jednak sposób, w jaki każde z nas wykonuje tzw. rundkę po okolicy, jest bardzo odmienny. Otóż małżonek biega wieczorami, przed biegiem analizuje test Coopera z netu – ile przebiegnie w określonym czasie, jaką ma kondycję. Potem zakłada profesjonalny, oddychający strój z odblaskami, aby go coś po drodze nie rozjechało, do tego buty kupione w specjalistycznym sklepie (gdzie badano, którą częścią powierzchni stopy naciska na podłoże podczas przebieżki na bieżni), do tego zakłada na ramię opaskę z przyrządem z GPS, program Run Keeper mierzy mu dystans, jaki przebiegł, wyznacza i zapamiętuje trasę, liczy spalone kalorie, mówi mu przez słuchawkę do ucha po angielsku: „Właśnie pobiłeś swój rekord” lub „Właśnie pokonałeś 10 km”. I tak przygotowany wyrusza w trasę. Wraca zadowolony, udało mu się zrobić 12 km, ma swój najlepszy wynik w teście Coopera.

A teraz ja: stare adidasy, szare, ciepłe portki dresowe, grube, niewrzynające się majtuchy, niebieska bluza dresowa z kapturem i kieszeniami oraz niezauważoną plamą z sosu gotowanego wczoraj spaghetti. Wychodzę wczesnym sobotnim rankiem i choć nie chcę – lituję się nad psem golden retrieverem, który aż piszczy, żeby się ze mną przebiec. Biorę go, choć mnie wkurza, bo po paru metrach będzie stawał na siku albo kupę, albo żeby powąchać słupek, kijek, krzaczek, i nie mogę się dobrze rozpędzić, bo mnie zatrzymuje. Jak już się dobrze rozpędzę i pies na smyczy leci ze mną jak wariat, wie, że teraz nie może stanąć, bo mu łeb smyczą urwę, dostrzegam piękne kasztany leżące na drodze, więc zbieram i pakuję do kieszeni, żeby porobić ludziki z młodszą córeczką, jak wstanie. Potem znowu biegnę, w kieszeniach, oczywiście, przeszkadzają mi kasztany. Jedną ręką trzymam smycz, a drugą kieszeń, żeby mi się kasztany nie obijały i nie wysypały, dobiegam spocona do sklepiku, kupuję „Wyborczą”, bo w „Wysokich Obcasach” jest superartykuł o Kubie. Muszę go przeczytać, bo moja kochana nauczycielka hiszpańskiego, niestety, wróciła na Kubę. W sklepiku spotykam nieoczekiwanie (tu u mnie na wsi!) mężczyznę o latynoskiej urodzie, który rozmawia po hiszpańsku z synkiem. Pytam go, czy zna kogoś, kto prowadzi konwersacje z hiszpańskiego, mężczyzna uśmiecha się życzliwie, daje mi telefon do kolegi, który jest nauczycielem hiszpańskiego; płacę za bułki, gazetę, odwiązuję psa spod sklepu i szczęśliwa wracam z tzw. biegania porannego. Mam gazetkę do poczytania, bułki świeżutkie dla rodzinki na śniadanie, pełną kieszeń kasztanów i kontakt do kogoś, kto być może choć trochę wypełni mi dziurę w sercu po wspaniałej Kubance Esmildzie.

Pływanie z kasztanami
Gdy przeczytałem powyższy opis pomyślałem sobie, że oboje bohaterów powyższego opisu wrócą zadowoleni do domu. On, bo po sprawdzeniu wszystkich parametrów i wykresów, po wpisaniu kilku kluczowych wyników do tabelki i wyliczeniu odpowiednich współczynników średnich dotyczących ostatniego tygodnia i miesiąca usiądzie na kanapie w poczuciu dobrze przepracowanego treningu. I ona także, bo zrelaksowana wróci do domu, z kasztanami w kieszeniach, bułkami na śniadanie i wyprowadzonym psem.

Gdy ostatnio przemierzałem na basenie monotonne powtórzenia kraula i żabki pomyślałem sobie, że i w tym przypadku pływać można z różnym nastawieniem, a mimo to z przyjemnością, poprawą zdrowia i głębokim relaksem. Sednem chyba obu trybów pływania jest reakcja na zadyszkę. Czy widząc, że oddech ci przyspiesza a serce bije szybko, dajesz sobie sygnał do jeszcze większego wysiłku czy może… zwalniasz leciutko, żeby uspokoić oddech, nadal nie przerywając pływania? Jeśli zwalniasz, to pewnie nie poprawisz swoich osiągów na basenie, ale z korzyścią dla zdrowia i samopoczucia możesz nadal opuścić basen po godzinie pływania mając za sobą pokonane 1500 czy może nawet 1800 m.

Podsumowanie
Czy pływanie „zadaniowe” jest lepsze niż „relacyjne” (tj. „z kasztanami w kieszeniach”)? Czy może odwrotnie? Nie ma na to – oczywiście – jednej odpowiedzi. Jeśli twoim celem jest poprawa życiowych rekordów albo jest to część przygotowania się do triathlonu – nie da się pewnie inaczej do tego podejść niż jak do treningu.

Ale jeśli pływasz dla zdrowia i relaksu, jeśli na co dzień masz stresującą pracę i liczne wyzwania, jeśli może masz cechy „samca alfa” (a takie cechy miewają zarówno mężczyźni jak i kobiety), wówczas miałoby sens poważne rozważenie „wzięcia kasztanów do kieszeni” i popływania – może nadal bez przerwy – ale relaksowego. O zgrozo, wielu z nas powie, że się po prostu tak nie da!!! Że co to za pływanie??? Że to nie ma sensu. Więc choć bywa to niełatwe, ale – zapewniam – jest możliwe. Wystarczy chwila refleksji, konsekwentnie wdrożona decyzja no i oczywiście… garść kasztanów.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.