Ja się do biznesu nie nadaję

Podczas rozmaitych dyskusji nt. przedsiębiorczości słyszałem wiele razy różnych uczestników wypowiadających zdecydowanie i jednoznacznie opinie typu: „ja to się do biznesu nie nadaję”. Autorzy takich wypowiedzi nie mają tu – wydaje się – żadnych wątpliwości. Tak po prostu jest. Nie dla niego (nie dla niej) przecież: inwestycje, kredyty, rentowności, płynności, zarządzanie ludźmi, księgowością, giełdy, inwestorzy i takie tam… Czy biznes musi taki być?

Co to znaczy „prowadzić biznes”?
W największym skrócie oznacza to: zarabiać pieniądze „na własny rachunek” funkcjonując jako „podmiot gospodarczy”. Ja bym jeszcze dodał pewien faktyczny wyróżnik: nazwałbym osobę samozatrudnioną, ale dającą wyłączność jednemu „pracodawcy” wyrażeniem „biznes pro forma” w odróżnieniu od biznesu faktycznego.

Zwracam uwagę w powyższej definicji na to, że jest rzeczą drugorzędną, czy ta działalność gospodarcza:

  • ma formę prawną „działalności gospodarczej” czy może spółki z o.o. lub innej,
  • jest rentowna lub nie,
  • obejmuje zatrudnianie pracowników czy też jest jednoosobowa,
  • działa lokalnie, krajowo czy międzynarodowo,
  • ma swoją siedzibę dostępną dla klientów czy też działa wyłącznie poprzez internet,
  • zakłada osobiste rozliczanie się lidera z urzędem skarbowym czy też opiera się na usługach biura rachunkowego,
  • została założona „dobrowolnie” (z własnej inicjatywy), czy też może jako wybór negatywny „bo nic innego już nie wchodziło w grę”.

Wyróżnikiem „biznesu” jest więc „zarabianie na własny rachunek” rozumiane jako zarabianie według własnego wyboru, tj. tam gdzie pojawia się szansa na zarobek, zwykle u większej liczbie klientów/zleceniodawców.

Z dyskusji o biznesie wyłączyłbym jedynie przypadek, gdy – często za sugestią pracodawcy – osoba posiada wprawdzie status samozatrudnionej, ale de facto ma uzgodnione swoje wyłączne działanie na rzecz jednego tylko zleceniodawcy i w jednym miejscu działania. Taka sytuacja, choć formalnie będąca biznesem (samozatrudniony rozlicza się z przychodów własnoręcznie i wystawia zlecającemu faktury), jest w praktyce tak bliska „etatowi” (czyli stosunkowi pracy), że ja ją nazwałbym raczej „biznesem pro forma”, a nie faktycznym biznesem. Kluczowe jest tu w moim odczuciu działanie pracownika w warunkach faktycznej wyłączności na rzecz jednego tylko zleceniodawcy. Nie ma więc mowy o procesie sprzedaży, o zatrudnianiu, o wyborze rynku, o samodzielności – jest za to podporządkowanie szefowi, często nawet stałe i znane miejsce codziennej pracy, przewidywalność dochodu itp.

Biznes tworzony „oddolnie”
 Nie jest to może najtrafniejsze określenie, ale dla mnie oddające kluczową cechę pewnego typu sytuacji: stopniowe i zwykle prawie bezinwestycyjne wchodzenie w działalność gospodarczą, najczęściej poprzez przejściowe funkcjonowanie w szarej strefie gospodarki (czyli w obszarze nieewidencjonowanym, bez zarejestrowanej działalności i bez płacenia stosownego podatku. Uwaga: jest oczywiste, że choć szara strefa gospodarki istnieje w każdym kraju, to jest to działanie naruszające prawo).

Spójrzmy na kilka poniższych przykładów (wszystkie opisy pochodzą od czytelników bloga):

  1. Mechanik samochodowy
  2. Rękodzieło
  3. Catering jedzenia
  4. Napełnianie balonów z helem

PRZYKŁAD 1 – Mechanik samochodowy:
(…) SYTUACJA PRZED:   Mój brat jest z wykształcenia mechanikiem, karierę zaczynał w autoryzowanym warsztacie, w którym jego szef wymagał od niego nadgodzin, za które mu nie płacił. Brat pracował tam, bo wiedział że nie znajdzie nic lepszego. Któregoś dnia jednak nie wytrzymał i postanowił się zwolnić. Długo szukał nowej firmy w której mógłby się zatrudnić, jednak wszędzie mu odmawiano. (…) DZIAŁANIE W SZAREJ STREFIE:  (…) Wtedy zaczął pracować w naszym domowym garażu. Na początku naprawiał auta głównie znajomym, jednak Ci znajomi zaczęli go polecać innym znajomym i tak ilość napraw przerosła jego możliwości, więc (…) LEGALIZACJA I ROZWÓJ:    (…) otworzył firmę, gdzie zatrudnił trzech swoich kolegów. Mają profesjonalny warsztat z biurem i 4 stanowiskami. Uważam że brat choć (…) czuł się zmuszony by otworzyć własną firmę, kiedy dziś z nim rozmawiam stwierdza, że nigdy by nie pomyślał że to on będzie szefem. Nigdy nie chciał nim zostać. Bał się obowiązków. Dziś nie żałuje.

 

PRZYKŁAD 2 – rękodzieło

SYTUACJA PRZED:  Mam znajomą, która od zawsze interesowała się różnego rodzaju rękodziełem i bardzo dobrze jej to wychodziło. Robiła między innymi własnoręcznie biżuterię, np. z modeliny. Wiele jej koleżanek interesowało się, skąd ma taka oryginalną biżuterię i były ogromnie zdziwione na wieść, że sama ją zrobiła. (…)
DZIAŁANIE W SZAREJ STREFIE:   (…) Prosiły, żeby im też zrobiła taką biżuterię, a jej plusem było to, że mogła wykonać właściwie dowolny kształt, wystarczyło powiedzieć czego się oczekuje. Kiedy miała już naprawdę dużo zamówień, założyła profil na Facebooku i prosiła znajomych o udostępnianie i w ten sposób jej biżuteria zrobiła się dość popularna. Teraz może robić to co lubi i mieć jeszcze z tego pieniądze i wcale nie jest to związane z jej wykształceniem, gdyż kończyła filologię polską. (…)
LEGALIZACJA I ROZWÓJ: ??? Kiedy? Może już wcześniej? z chwilą założenia profilu na Facebooku?

PRZYKŁAD 3 – catering jedzenia

SYTUACJA PRZED:   Moja mama jest świetną kucharką. Na codzień pracuje w restauracji, jest prawą ręką szefa kuchni, (…)
DZIAŁANIE W SZAREJ STREFIE:   (…) znajomi wiedzą jaki ma w sobie potencjał i z racji tego, że prowadzą oni dużą firmę, nie mają czasu przygotowywać jedzenia na imprezy okolicznościowe, czy nawet na Wigilię i Wielkanoc. Moja mama zawsze chętnie przygotowuje im catering, pobiera za to odpowiednią kwotę, znajomi robią zdjęcia dań, które pokazują innym znajomym, chwalą jej dania, polecają ją innym znajomym.
LEGALIZACJA I ROZWÓJ:     Kiedy?  Czy w ogóle? (…)
Kiedyś wpadłam na pomysł, aby mama założyła firmę, jednak można się domyślić co powiedziała: nie, bo ma prawie 50 lat (jakby wiek byłby ograniczeniem?), za dużo obowiązków, musiałaby zwolnić się z dotychczasowej pracy, nie ma lokalu, funduszy itd. Osobiście nie wiem jak przekonać do tego moją mamę, jestem pewna, że poradziłaby sobie z tym świetnie, wiem, że to co mówi, to tylko wymówki i ma możliwości aby taką firmę założyć, mogłybyśmy razem założyć taką małą firmę, a ona robiłaby to, co uwielbia robić, jednak nie wiem czy kiedykolwiek się na to zgodzi. (…)

PRZYKŁAD 4 – napełnianie balonów z helem
ZAKUP SPRZĘTU I START:   Rok temu mój wujek wymyślił sobie, że założy małą firmę z art. dekoracyjnymi głównie handel balonami z helem. Zakupił niezbędny sprzęt: czyli butle z helem, zawory, balony itd. Początkowo jeździł w wolnym czasie na wszelkie odpusty, handle, wszędzie tam gdzie można było spotkać małych klientów. Interes rozwijał się głównie w wakacje, kiedy zwracały się koszty paliwa, koszty wykupu miejsca czy też straganu na odpuście. Jednakże kiedy pora roku uległa zmianie i zawitały jesienno-zimowe klimaty wszystko trzeba było schować do garażu.

PRACA NA MAŁA SKALĘ, SEZONOWO:   Kiedyś wujek zapytał, czy nie pojechała bym pomóc mu na większym koncercie. Zgodziłam się, gdyż nie miałam nic innego do roboty. Ten wspólny wypad do pracy bardzo mi się spodobał, gdyż była to ciekawa odskocznia od codziennych spraw. Poza tym podróż co weekend w jakieś inne miejsce i poznanie nowych ludzi było i jest dla mnie zawsze bardzo interesującym doświadczeniem. Jednakże śmieszna sytuacja, która zdarzyła się później została mym natchnieniem. Na jednym z koncertów poznałam przesympatyczną parę, która jak się okazało miesiąc później brała ślub. Dotarli oni poprzez jak się okazuje naszych wspólnych znajomych do kontaktu telefonicznego ze mną, gdyż szukali skromnego wystroju sali na ślub. Zadzwonili, bo strasznie zależało im właśnie na balonach.
POMYSŁ NA DALSZY ROZWÓJ:   W mojej miejscowości jest sporo kwiaciarni zajmujących się wystrojem wnętrz, ale żadna z nich nie miała butli z helem. Oczywiście od razu poinformowałam wujka i pomogłam mu w napompowaniu 100-balonow. Stwierdziłam, że świetnie kolorystycznie pasują do sali i zrobiłam kilka zdjęć. Sama para młoda również była bardzo zadowolona. Wieczorem jeszcze wspominałam tę historię i wpadłam na pomysł rozwinięcia usług wujka, ich dokumentacji i rozpowszechnieniu.
ROZWÓJ FIRMY:   Tak rozpoczęła się ta przygoda. Wśród znajomych równie szybko rozeszły się wieści, że wujek prosperuje takim sprzętem, zaczęły się zlecenia. Od wystrojów sal na śluby, chrzciny, 18-tki po imprezy urodzinowe, karnawałowe, sylwestrowe dla dzieci (…)

‘ * *  *  *

W Przykładach 1-3 powtarza się pewien schemat. Ktoś umie zrobić coś, co ma wartość dla jego/jej znajomych. Może to być naprawianie samochodów albo przygotowywanie jedzenia na imprezy domowe albo wytworzenie biżuterii. W innych przypadkach mogłoby to być także, np.:

  • Założenie ogrodu lub jego pielęgnacja
  • Opieka nad małymi dziećmi
  • Opieka nad ludźmi starszymi lub niedołężnymi
  • Udzielanie korepetycji
  • Uczenie języka
  • Prowadzenie ćwiczeń sportowych
  • Wykonywanie poprawek krawieckich
  • Świadczenie usług komputerowych: konfiguracji, naprawy itp.

Ważne, że do wykonywania takiej czynności nie potrzeba zwykle wielkiego sprzętu ani urządzeń, nie potrzeba więc wielkich inwestycji. Owszem, gdyby mechanik chciał mieć firmę z prawdziwego zdarzenia, warsztat z kilkoma stanowiskami przydałby mu się ale na początek wystarcza mu własny garaż i jeden kanał w podłodze. Podobnie z zapleczem do przygotowywania posiłków czy opieki nad dziećmi.

Co charakterystyczne, początki takiej działalności odbywają się zwykle w szarej strefie, wyłącznie w gronie znajomych, płatności są gotówką, prawie na zasadach „wymiany sąsiedzkiej”. Rynek jest jeszcze początkowo niepewny, marketing wyłącznie szeptany, pocztą pantoflową. Wiele osób nigdy z tego etapu nie wychodzi, ale niektórzy jednak podejmują decyzję o legalizacji biznesu, co pozwala na spokojny sen i pozbycie się obawy co do kontroli skarbowej, a z drugiej strony pozwala myśleć o ewentualnym rozwoju biznesu: inwestycjach, większej reklamie, zatrudnieniu pomocy. A co z księgowością i obowiązkami formalnymi? Tę zwykle za 100-200 zł miesięcznie zrobi ci pobliskie biuro rachunkowe…
UWAGA: wszelkie komentarze dotyczące firm działających w szarej strefie nie mają w jakikolwiek sposób zachęcić do takiego działania, gdyż stanowi to naruszenie prawa. Jest to jedynie opis sytuacji faktycznie istniejącej zarówno w polskiej gospodarce jak i w każdej innej.

Prosta typowa usługa
Drugą opcją jest wariant opisany w Przykładzie 4. Osoba mająca kłopot ze znalezieniem wystarczającego źródła utrzymania kupuje sprzęt do realizacji prostych, świetnie znanych usług. Może to być, na przykład:

  • Samochód umożliwiający prowadzenie taksówki
  • Przyrząd do napełniania balonów z helem
  • Budka do sprzedawania hot-dogów czy kebabów
  • Przyrząd do napełniania nabojów do drukarek komputerowych
  • Przewoźny punkt do robienia naleśników czy waty cukrowej.

Zdarza się niekiedy, że powyższe usługi wykonywane są na zasadzie franczyzy, gdzie początkujący przedsiębiorca uzyskuje pomoc i doradę w rozkręceniu biznesu, za cenę ryczałtowej lub prowizyjnej opłaty franczyzowej.

Zamiast podsumowania – czyli czy się nadajesz do biznesu?
Zanim więc z niezmąconą pewnością siebie stwierdzisz, że zdecydowanie nie nadajesz się do biznesu, niech ci wystarczy wyobraźni aby zobaczyć siebie może w „sytuacji podbramkowej”, kiedy miał(a)byś widmo braku środków do życia i w której nienajgorszym rozwiązaniem wydawałoby ci się spróbowanie jednej z rzeczy przykładowo wymienionej powyżej. Do wykonywania tych zawodów nie potrzeba doktoratu ani certyfikowanego dyplomu! Wystarczą dwie ręce, trochę pracowitości i minimalna samodzielność.

Ważne aby pamiętać, że z jednej strony sporo zależy od ciebie (szczególnie, gdy bez bodźca zewnętrznego skłonny jesteś rozważać własny biznes) ale dużo też zależy od sytuacji wokół ciebie. W takich sytuacjach, z pomocą bodźca zewnętrznego – prawdopodobnie – potrafiłbyś często wykonać rzeczy, o które dziś siebie może nie posądzasz….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.