Bauman o miłości

Dziennikarka robi wywiad z Prof. Baumanem, socjologiem, starym człowiekiem (ur. 1925) i jego żoną, niewiele od niego młodszą. Czy oni, ludzie starej daty, mogą powiedzieć coś znaczącego dla młodych ludzi żyjących w XXI wieku? Czy i co można i warto zaczerpnąć z ich doświadczeń? Ale z drugiej strony można też powiedzieć, że przecież nic z kwestii bardzo ważnych wokół nas nie powstało w ostatnich stu latach: żadne samoloty, internety, komórki, satelity nie zmieniają podstawowych mechanizmów rządzących światem od tysiącleci…

Przeczytałem niedawno wywiad z Prof. Zygmuntem Baumanem i jego żoną, Prof. Aleksandrą Kanią. Oboje żyją i pracują od prawie 50 lat w Anglii.

Oboje są razem małżeństwem po tym już, jak owdowieli w swoich pierwszych małżeństwach. Były to małżeństwa ze stażem… 62 lat (on) albo „tylko” 40 lat (ona). A oto ich kilka przemyśleń na temat miłości:

  • Współczesna kultura konsumpcyjna przyzwyczaja ludzi do roli (biernego) konsumenta, do „nabywania rzeczy gotowych”, które gdy się zepsują lub zużyją, są wyrzucane i zastępowane nowymi. To – zdaniem Profesora – popycha młodych ludzi do myślenia, że ich obiekt miłości powinien być „gotowy”, „odpowiedni”, a gdyby się „zepsuł” to będzie zastąpiony czymś/kimś innym.
  • Profesor podkreśla, że miłość wymaga starań, pracy i nieustającego wysiłku, a nieraz nawet poświęcenia. Dzięki temu ta relacja pięknieje, rośnie, błyszczy.
  • Niedostosowanie się ludzi do siebie, wzajemne trudności, cięższe okresy – to nie jest zadziwiające, to jest normalne! Byłoby dziwne gdyby takie okresy się nie trafiały. Pokonywanie tych barier jest nieuniknione, bywa nieprzyjemne, ale jednoczy i wzmacnia związek.
  • Zdaniem Profesora: nikt jeszcze nie wymyślił wolnego od wysiłku wydania miłości.
  • Wielu ludzi żyje bez miłości. Można i tak. Ludzie tak robią z konieczności albo z wyboru. Zdaniem Profesora: miłość to wielka wartość w życiu i warta cierpień, które jej towarzyszą. Zdaniem Profesora: „to co się przeżywa dzięki miłości, jest wspaniałe”.
  • Wywiad kończy się stwierdzeniem Profesora, że „szczęście niei tkwi w braku kłopotów, lecz w ich przezwyciężaniu”

Może warto poświęcić chwilę refleksji słowom Profesora, który przez ponad 60 lat doświadczał i doświadcza przywileju miłości…?

 

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Zygmunt Bauman: Nadzieja, miłość i papierosy

Dorota Wodecka

16.07.2016 01:03   (Gazeta Wyborcza)

Bezczynność byłaby wyznaniem bezradności – a bezradność uwłacza ludzkiej godności. Jako Zygmunt Bauman życzę powodzenia marszom KOD-u. Z Prof. Aleksandrą Kanią i Prof. Zygmuntem Baumanem rozmawia Dorota Wodecka.

 

Prof. Aleksandra Kania – ur. w 1932 r., socjolożka
Prof. Zygmunt Bauman – ur. w 1925 r., socjolog, filozof, eseista. Do 1968 r. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, usunięty z uczelni wyemigrował z Polski. Wykładał na uniwersytetach w Tel Awiwie i Hajfie, później kierował katedrą socjologii na Uniwersytecie w Leeds
(…..)

Mogę zapytać o państwa miłość?
Z.B.: Z pierwszą moją żoną przeżyłem 62 lata. I po jej śmierci trudno mi było uwierzyć, że spotka mnie jeszcze jedna szansa.

A.K.: Ja z pierwszym mężem 40. Jemu, niestety, palenie szkodziło, w przeciwieństwie do Zygmunta. Też palił od 11. roku życia, ale zmarł, gdy skończył 64 lata.

Dużo pan pali?
Z.B.: Niedawno obchodziłem 75. rocznicę mego pierwszego papierosa. Gdybym w tej chwili żywot zakończył, nikt by chyba nie obciążył tytoniu odpowiedzialnością. Ale dajmy spokój paleniu. Pytała pani o miłość, a o ileż to ważniejsza od palenia sprawa… Wszyscy potrzebujemy miłości – bycia miłowanym i posiadania człowieczego obiektu do miłowania – ale nader często zdarza się nam popełniać kardynalne błędy w wysiłkach zaspokojenia tej potrzeby.

Gdzie tkwi błąd?
Z.B.: Zacznę od tego, że wbrew nader w naszym społeczeństwie konsumentów rozpowszechnionemu mniemaniu miłość nie jest „przedmiotem znalezionym”, i to znajdowanym w stanie gotowym do użytku (coś w rodzaju wygranej na loterii), ale wytworem wymagającym kunsztu, nieustającego wysiłku, a często gęsto także poświęcenia. To się kłóci z mentalnością konsumenta, która skłania do traktowania świata wraz z jego mieszkańcami jako zbiorowiska towarów do zaspokajania chęci i zachcianek. Jeśli nabyty towar nie przyniósł spodziewanego zadowolenia albo się znudził i wyczerpał swe możliwości uprzyjemniania życia, albo jeśli na półkach sklepowych ukazało się jego „nowe i ulepszone” zastępstwo, skłonniśmy się wczorajszego przedmiotu radości i zachwytu bez skrupułów wyzbywać. Albo nawet, nie upatrując żadnej naszej w rozczarowaniu winy, odnieść towar do sklepu i żądać zwrotu kosztów.

Robimy sobie krzywdę, żyjąc w ten sposób?
Z.B.: Być może takie nastawienie odpowiada relacjom klient – towar, ale z pewnością nie miłości międzyludzkiej. Kto szuka miłości, musi przede wszystkim tego nastawienia się wyrzec. Myślmy o miłości nie jak o czymś, co się nabywa, gotowe do natychmiastowego użytku, w sklepie, ale o czymś, co wytwarza się dzień za dniem, udoskonala, poleruje, upiększa i naprawia w warsztacie. Chcesz miłości? Przyjmij postawę oddanego swemu powołaniu artysty/rzemieślnika, a nie zaprawionego w sztuce shoppingu poszukiwacza uciech.

Powszechne związki na próbę są bez sensu?
Z.B.: Zamieszkajmy razem – ty u mnie czy ja u ciebie – a potem się zobaczy, jak nam pójdzie… Szkopuł w tym jednak, że nic samo nie „pójdzie”. Trzeba je poprowadzić. Jeśli traktujesz związek jako (tymczasowy) test wygodnego życia, najdrobniejszy zgrzyt urośnie do rangi (ostatecznego) dowodu wzajemnego niedostosowania. Jeśli spoglądasz na związek miłosny jako na projekt do wspólnego reszty życia przeżywania, nawet głębokie rozdźwięki dadzą asumpt do ich przezwyciężenia.

Ale skąd wiadomo, że do końca życia?
A.K.: Jak się człowiek zakocha, to wiadomo, bowiem w to wierzy.

Z.B.: To kwestia postanowienia, by żyć tak, jakby ta miłość miała przetrwać do końca życia.

Pani Aleksandra mówi, że miłość jest cudem.
Z.B.: Cudem jest to, że może się zdarzyć, że trafisz bezbłędnie, co i tak nie zwalnia z pracy. Proszę mi wierzyć, że nikt jeszcze nie wymyślił wolnego od wysiłku wydania miłości.

Panie Profesorze, czyli miłość jest sprawą postanowienia?
Z.B.: Nie, nie, nie. Miłość jest miłością.

Skoro postanawiam, że się postaram?
Z.B.: Ja tylko mówię, że można miłość postrzegać na dwa sposoby: sposobem konsumpcyjno-handlowym i sposobem, który Emmanuel Levinas określa jako etyczny i moralny, czyli życia dla drugiego człowieka. I ta odpowiedzialność za drugiego, którą się przyjmuje, jest bezwzględna. Czyli niezależna od kalkulacji, co mi z tego przyjdzie, czy ja na tym dobrze wyjdę czy źle, czy ona (on) poświęci się dla mnie na tyle, na ile ja poświęcam się dla niej czy dla niego. Miłość to czek in blanco. Ale – i tu się powtarzam – moralność nie jest receptą na przyjemne życie. Ona wymaga wyrzeczeń, poświęceń, rezygnacji z tego czy innego pragnienia. Niestety, dzisiejsze realia i presja kulturowa nie są gościnne dla miłości.

To jak pan Profesor sobie z tą niegościnnością radzi?
Z.B.: W kwestii miłości jestem fundamentalistą: albo się żyje dla drugiego człowieka, albo wyrzeka się człowiek szczęścia, jakim tylko miłość spełniona może obdarować.

A.K.: Pani Doroto, trzeba w miłość wierzyć. Ona nadaje życiu sens. Jest, jak już powiedziałam, cudem. Można się z kimś znać 50 lat i się przyjaźnić, a ona się nagle pojawi i zmieni całe życie.

Z.B.: Gdyby nie było w niej misterium, o którym wspominała Aleksandra, to miłość nie byłaby wcale tak cudownym stanem do przeżywania. Element niepewności, że nie wszystko może się zdarzyć, a wiele różnych rzeczy zdarzyć się może, sprawia, że można żyć z miłością na co dzień i się z nią nie lubić. O!

Ludzie mogą nie angażować się w miłość nie tylko ze strachu przed wzięciem za kogoś odpowiedzialności, ale także w obawie przed zranieniem.
Z.B.: Jedni i drudzy są tchórzami, bo rządzi nimi strach. Obydwa strachy mają swoje podstawy, bo odpowiedzialność za drugą osobę może się stać bardzo uciążliwa, a i zranionym też się zostanie. Ale jak ktoś się tego boi, to powinien przestać sobie zawracać głowę marzeniem o miłości. Bo to jest cena, którą się płaci. XXXJak się boisz odpowiedzialności czy zranienia, to nie zawracaj sobie głowy. Zamknij się, zamontuj sobie w drzwiach lepsze zamki, żeby żaden intruz nie wszedł, i machnij ręką na to. W końcu jest bardzo wielu ludzi, którzy przeżyli życie bez miłości. To nie jest obowiązek.YYY

Im jestem starsza, tym bardziej się boję śmierci bliskiej mi osoby. I wydaje mi się, że gdybym była np. w wieku mojego ojca, to nie pozwoliłabym sobie na kolejną miłość. Ze strachu przed bólem, że będę musiała przeżyć jej śmierć. Albo zostawić ją w bólu, choć przyznaję, to wydaje mi się już mniej bolesne.
A.K: I co? Pozostawać w samotności ze strachu przed ponownym osamotnieniem? To bez sensu. Lepiej przeżyć wspólnie coś, co nada życiu sens.

Z.B.: Znów się zgadzam z Aleksandrą.

A.K.: Trzeba przyjąć, że miłość jest warta cierpień, które jej towarzyszą. To, co się przeżywa dzięki miłości, jest wspaniałe – Zygmunt mówi, że to jest „second lease of life”, taki drugi dar życia.

Z.B.: Kiedy Bóg wypędzał Adama i Ewę z raju, dał im na drogę dwie tylko wskazówki: Adamowi, by zdobywał chleb w pocie czoła, a Ewie zapowiedział, że będzie rodziła w bólach. Reszty, jak widać, sami winni się byli dopracować. W życiu trzeba się trudzić.  Miłość i moralność nie są receptami na życie łatwe, bezproblemowe i wygodne – ale warunkami bezwzględnymi życia sensownego i zdolności do uporania się z jego wyzwaniami. Szczęście nie tkwi w braku kłopotów, lecz w ich przezwyciężaniu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.