Zarządzanie pieniędzmi – elementarz

Pieniądze to delikatna kwestia. Ze świecą szukać osoby, która by ich nie chciała. Magiczny zasób, niech kamieniem rzuci ten z nas, kto nie wzdycha za tym, aby ich mieć więcej. Zarządzanie własnymi pieniędzmi opiera się na kilku prostych zasadach, których przestrzeganie ułatwi ci ominięcie typowych pułapek, z których późniejsze wyplątanie się jest bolesne i długie.

Poniżej dwa bardzo różne artykuły. Z jednej strony fragment amerykańskiej broszurki wydanej przez samorząd studencki w jednej z uczelni amerykańskich, a przeznaczonej dla studentów 1-go roku. Przytoczyłem fragment dotyczący własnymi finansami. Z drugiej strony świeży artykuł z prasy, dotyczący porady dla kobiet związane z tą tematyką. To, że rady skierowane do kobiet, nie ma tu nic do rzeczy – rekomendacje podane w artykule dotyczą absolutnie wszystkich.

Dorady z amerykańskiej broszurki dla studentów brzmią w skrócie tak:
• W życiu nie ma darmowych obiadów i nie ma darmowych usług – nie daj się nabrać, dobrze zastanów ile łącznie za tę „darmowa ofertę” zapłacisz.
• Poświęć trochę czasu na śledzenie swoich wydatków. To jest dobre z wielu względów, a dodatkowo zmniejszysz ryzyko tego, że ktoś chce ciebie oszukać.
• Pieniądze na wydatki podstawowe i opłaty cykliczne trzymaj w osobnym miejscu i traktuj jako „nienaruszalne”.
• Szczególnie uważaj z wydatkami impulsywnymi – z drobnych kwot urastają duże sumy.
• Jeśli nie musisz zabierać ze sobą dokumentów osobistych, może zostaw je w bezpiecznym miejscu. Skradzione dokumenty mogą ułatwić komuś dokonania oszustwa.

A dorady z artykułu w polskim tygodniku dla kobiet można by podsumować tak:
• W niektórych środowiskach, może i w twoim domu nie było w dobrym stylu rozmawiać o pieniądzach albo porządni nimi zarządzać. W życiu płaci się zwykle wysoką cenę za takie podejście. Jeśli masz takie skłonności, rozważ zastosowanie u siebie porad podanych w artykule.
• Jeśli masz obawy związane z pieniędzmi, to chowanie głowy w piasek jest ostatnią rzeczą, jaką warto robić. Nie licz na to, że problemy finansowe rozwiążą się same. Tylko problemy i kłopoty powstają „bez powodu”. Resztę trzeba osiągnąć wysiłkiem i przemyślanym działaniem.
• Typowo, powinieneś dzielić przychody swoje na trzy części:
– obsługę wydatków comiesięcznych, stałych, przewidywalnych
– pokrywanie wydatków niekoniecznych i przyjemności
– rezerwa na oszczędności i wydatki niespodziewane
• Kluczem do kontrolowania wydatków jest znajomość faktycznie kwot wydawanych i planowanie ich, wg kategorii podawanych powyżej.
• Dylemat między zarabianiem więcej a korzystaniem więcej z życia jest stałym wyzwaniem, które towarzyszy większości z nas przez całe życie. W tej kwestii nie ma jednej recepty.
• Pieniądze to element wynagradzania za pracę, ale nie jedyny. Inne elementy to satysfakcja z pracy, świadomość własnego rozwoju, wykonywanie pracy jaką się lubi, możliwość łączenia pracy z innymi działaniami rodzinnymi i osobistymi. Zależnie od konkretnej osoby i etapu życiowego, te inne poza-pieniężne wartości mogą być bardzo ważne.

Podsumowując:
• Nie każdy lubi i nie każdy umie zarządzać własnymi pieniędzmi. Tymczasem jest to umiejętność jak każda inna, na poziomie podstawowym dostępna dla każdego z nas.
• Pieniądze nie są w życiu najważniejsze, ale nie warto ich ignorować, bo są w naszym życiu obecne na każdym kroku.
• Są proste zasady pozwalające każdemu z nas zwiększyć kontrolę nad własnymi finansami. Polegają one z grubsza na: a) śledzeniu swoich wydatków b) planowaniu głównych kategorii swoich wydatków c) wprowadzaniu mechanizmów ułatwiających realizację planu w praktyce

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Jak tu związać koniec z końcem?
(fragment broszurki wydanej w Bostonie przez samorząd studencki, dla studentów 1-go roku)

PROSTE ZASADY BY ZAOSZCZEDZIĆ SWOJE PIENIĄDZE.

By Sean Capaloff-Jones

Podobnie jak większość absolwentów uczelni wyższych często opieram się cichym pragnieniu by przekazywać studentom przemyślenia do jakich doszedłem już po zakończeniu studiów. Pamiętam jednak jak niewiele sensownych porad przekazano mnie samemu, gdy byłem studentem. Nie będę marnować Twojego czasu dając oczywiste i złośliwe rady by „czerpać przyjemność ze studiowania póki możesz; później jest inaczej”. Usłyszysz to od wielu osób. Ale dziś trochę mi żal, że kiedy zaczynałem studiować nikt mi nie podpowiedział jak sobie radzić ze studenckim budżetem. Zrobiłem po drodze prawie wszystkie możliwe błędy opisane poniżej i zapłaciłem za to. Uzyskując wszystkie rodzaje kart kredytowych i studenckich kredytów nie myślałem wówczas jak to spłacę. Jeśli Ty o tym myślisz o tym, to gratuluję! Jesteś mądrzejszy niż ja w tym wieku. Jeśli nadal to czytasz, postaram się pomóc Ci zaoszczędzić kilkaset dolarów, a może i więcej.

1. „Darmowy prezent” zwykle kosztuje.
Jeżeli nie jesteś taki jak ja, nie uchronisz się przed momentem podczas kariery uczelnianej gdzie zobaczysz znak oferujący ci 25 dolarów za otwarcie konta bankowego i pomyślisz sobie : „Super! Wiedziałbym jak wydać 25 dolarów!”. Ktoś tam w banku długo się zastanawiał jak wyjść z takiej oferty na swoje. Oczywiście nie jestem w stanie ci udowodnić, że zawsze na takiej ofercie łącznie stracisz, ale powiem ci tylko, że bank zrobił dużo, abyś nie zorientował się gdzie tkwi sedno oferty. Minimalny stan konta wymagany od ciebie, drobne opłaty administracyjne, zapisane drobnym druczkiem warunki używania konta, wszystko to służy jednemu: bank nie może dopłacać do twojego konta.

2. Sprawdź swoje wyciągi z kont.
Na drugim roku studiów, jeden z moich kolegów miał nowego współlokatora w pokoju. Pewnego dnia ten chłopak zorientował się, że jego współlokator ukradł jego kartę kredytową i nabił mu 1000 dolarów na rachunku grając w internetowego pokera. Jego współlokator został wprawdzie aresztowany ale tak czy owak ofiara oszustwa musiała przejść przez bardzo długą i uciążliwą procedurę zanim w końcu odzyskała swoje pieniądze. A w dodatku, gdyby nie sprawdzał regularnie swoich wyciągów z kart, byłoby dużo gorzej.

 3. Nie noś ze sobą dowodu.
Zdarzyło mi się nieraz, że byłem już pewien, że straciłem swój portfel. Jakimś cudem, pomimo wszystkich przeciwności losu, nigdy tak naprawdę go nie zgubiłem. Nosiłem w nim swoją kartę Social Security i gdybym ją zgubił, miałbym poważne kłopoty. Zgubienie ważnych dokumentów może sprawić, że będziesz narażony na kłopoty do końca życia. Dobra rada: jeśli jesteś pewien, że nie będziesz potrzebował osobistych dokumentów w danym dniu, ani nazajutrz, może lepiej ich w ogóle nie zabieraj? Schowaj je w bezpieczne miejsce, które będzie pamiętać, i noś je tylko ze sobą tylko wtedy gdy są potrzebne.

4. Załóż konto oszczędnościowe.
Okej, ciągle jest mi wstyd jak przyznaje się do tego, ale było kilka semestrów kiedy powinienem mieć pieniądze by zapłacić czesne za studia, ale jakoś je przedtem wydałem. Co oznacza że musiałem wydać dodatkowe pieniądze aby uzyskać szybka pożyczkę i nie zostać skreślony z listy studentów. Wydaje mi się, że w znacznym stopniu byłoby inaczej, gdybym stworzył sobie odrębne konto oszzędnościowe (nie powiązane z kartą płatniczą). Regularne sprawdzanie wyciągów z karty wymaga skrupulatności i systematyczności, a bez tego już tylko krok do niespodziewanej sytuacji bez pieniędzy i niemożności pokrycia podstawowych opłat. Posiadanie odrębnego konta oszczędnościowego pozwoli Ci oddzielić pieniądze, które możesz wydać od tych których nie możesz.

5. Ogranicz zakupy impulsywne
Zawsze byłem szybki do zamawiania kurczaka, pizzy czy innych smakołyków, bo przecież wiedziałem, że mogę zapłacić kartą kredytową. Jeżeli chcesz otrzymać dyplom bez długów, to radzę ci posłuchać moich rad. Określ sobie wyraźnie ile pieniędzy możesz wydać tygodniowo na rozrywkę, jedzenie poza domem, przyjemności oraz inne zakupy innych rzeczy niekoniecznych. Nigdy nie kupuj na kredyt czegoś, czego tak naprawdę nie potrzebujesz. Może być ciężko powiedzieć „nie”, kiedy wszyscy znajomi zamawiają pizzę, ale jeśli nie masz pieniędzy, docenisz już niedługo potem to, że powstrzymałeś się od wydawania. W końcu będą jeszcze inne wieczory z pizzą. Pamiętaj, umiar jest kluczem do ukończenia studiów w dobrej formie finansowej. Pamiętaj też że największe banki tak naprawdę nie dbają o to, co kupujesz czy czego potrzebujesz. Oni tylko czyhają na Twoje pieniądze.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Jestem bogata, to znaczy, że jestem suką
Monika Stelmach 08.10.2016 01:00

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,20797983,jestem-bogata-to-znaczy-ze-jestem-suka.html

75 proc. Polaków uważa, że pieniądze można zarobić, kombinując lub dzięki znajomościom, a nie uczciwą pracą – rozmowa z Ewą Tyralik i Izabelą Kaźmierczak

Program rozwojowy dla kobiet nazwałyście „Jestem bogata”. Któż nie chciałby być bogaty?
IZABELA KAŹMIERCZAK: Na warsztatach kobiety najczęściej mówią: „Oczywiście, że chciałabym móc powiedzieć o sobie, że jestem bogata”. Ale kiedy pytamy, co by było, gdyby usłyszały taką deklaracje z ust koleżanki, to nie są już takie pewne swojej reakcji, bo przecież nie wypada się chwalić bogactwem, jakby to było czymś wstydliwym, co należy ukrywać.

EWA TYRALIK: Nie rozdajemy prostych przepisów na to, jak stać się bogatą, pomagamy mniej szarpać się o pieniądze i z pieniędzmi.

Jakie są przyczyny tej szarpaniny?
EWA: W Polsce ukształtował się etos pogardy dla pieniędzy, widoczny szczególnie w inteligenckich rodzinach. Sama wyszłam z domu, w którym należało być i wiedzieć, ale już niekoniecznie mieć. Innym się wydaje, że pieniądze psują relacje, że o pieniądzach się nie rozmawia, że przywiązywanie do nich wagi jest materializmem czy chałturzeniem i sprzedawaniem talentu.

IZA: Na przekazy rodzinne dodatkowo nakładają się negatywne wyobrażenia społeczne. W PRL-u już samo słowo „prywaciarz” miało pejoratywne znacznie. Nadal 75 proc. Polaków uważa, że pieniądze można zarobić, kombinując lub dzięki znajomościom, a nie uczciwą pracą. Osoby z takimi przekonaniami w nieświadomy sposób uciekają od pieniędzy.

Okazuje się, że ludzie boją się nie tylko ubóstwa, obawiają się też bogactwa.
EWA: Kiedy ruszałyśmy z projektem, było wiele komentarzy na temat tytułu „Jestem bogata”, jak np.: „Nikt się pod czymś takim nie podpisze, bo » jestem bogata «to znaczy, że jestem suką”; „Za chwilę będziecie miały urząd skarbowy na głowie”; „Pilnujcie dzieci, bo wam je porwą dla okupu”. Sama nazwa projektu wywoływała panikę. Pieniądze i bogactwo to temat tabu, wokół którego narosło wiele mitów.

Naprawdę ludziom z takim trudem przychodzi powiedzenie, że są lub chcą być bogaci?
IZA: Badania TNS dla magazynu „Forbes” pokazują, że połowa badanych wstydzi się rozmawiać o pieniądzach, 30 proc. deklaruje, że czują się w tej sytuacji obnażeni, a 20 proc. wręcz boi się tego tematu. Z jednej strony wszyscy niby wiedzą, że fajnie jest mieć pieniądze – bo są jednym z elementów budowania poczucia bezpieczeństwa, dają możliwości rozwoju, zaspokojenia potrzeb własnych i swojej rodziny – a z drugiej strony robią wszystko, żeby się nimi nie zajmować, na zasadzie, że może samo się jakoś ułoży. Przy czym ten problem dotyczy wszystkich grup zawodowych i społecznych.

Czy to znaczy, że zamożni również mają problemy z negatywnym stosunkiem do pieniędzy?
IZA: Pod pojęciem zamożności kryją się bardzo różne wyobrażenia. O naszej skłonności do uznania siebie za bogatych decyduje np. sposób przyjmowania świata – czy bardziej skupiamy się na tym, czego nam brak, czy na tym, co mamy. Oczywiście jeśli koncentrujemy się na braku, czujemy się biedniejsi. Ogromne znaczenie ma też punkt odniesienia – z kim się porównujemy. Są osoby, dla których luksusem są zagraniczne wakacje. A są też takie, które mieszkają w domu wartym 10 mln i uważają się za biedne, bo widzą, że inni mają jeszcze większe domy i jeszcze droższe samochody.

EWA: Rozmawiałam z kobietami, które na gruncie zawodowym potrafiły świetnie zarządzać firmami, doradzać klientom w sprawach finansowych, a w ich osobistych budżetach panował kompletny chaos. Częstym schematem jest to, że pracując dla kogoś, potrafią zaciekle walczyć i doskonale wykorzystywać swoje kompetencje, a otwierając swój biznes i pracując na siebie, nie są w stanie wykorzystać posiadanej wiedzy. Nie dają sobie do tego prawa, odpuszczają. Dość często dzieje się tak dlatego, że nie przepracowały własnego stosunku do pieniędzy. Tymczasem negatywne przekonania na temat pieniędzy i bogactwa są spychane poza świadomość, więc często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to właśnie one nas prowadzą. Większość z nas zna zapewne powiedzenia, że pierwszy milion trzeba ukraść, pieniądze szczęścia nie dają czy biblijne „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego”.

Wydaje się mało prawdopodobne, że powiedzonko może kogokolwiek blokować przed zarabianiem.
EWA: A jednak nasz umysł jest tak skonstruowany, że będzie nas odwodził od działań niezgodnych z głęboko w nim zakorzenionymi wartościami. Niestety, wiele przekazów społecznych stawia pieniądze w opozycji do wartości wspólnoty, bliskości, szczerości, dobroci, ciepła czy wzajemnych relacji. W dodatku pieniądze jako takie są dla naszego mózgu silnym bodźcem pobudzającym – badania pokazują, że w sprawie pieniędzy zachowujemy się dużo mniej racjonalnie, niż byśmy sobie tego życzyli.

Jak zachować się racjonalnie?
IZA: Podstawowa rzecz to usiąść z kartką i długopisem i przeanalizować: jakie mam miesięczne przychody, jakie potrzeby, ile i na co wydaję, ile brakuje oraz co mogę zrobić, żeby ten deficyt był mniejszy. Może należy zwiększyć wpływy albo zredukować wydatki? A może warto pomyśleć o zmianie pracy? Kiedy na warsztatach prosimy uczestniczki, żeby powiedziały, ile i na co wydają, widać, jak niewiele osób kiedykolwiek to policzyło. Ważne, by mieć to zapisane, co pozwala spojrzeć na sprawę spokojnie i zmniejszyć poziom lęku związanego z przyszłością. Lęk nazwany staje się lękiem oswojonym i zarządzalnym.

EWA: Jedna z moich klientek, chociaż zarabiała kwoty, które mogłyby dawać jej poczucie bezpieczeństwa finansowego, czuła napięcie związane z pieniędzmi.
Nie pokazywała partnerowi rzeczy, które sobie kupiła, nie wyjeżdżała na wakacje, chociaż bardzo potrzebowała wypoczynku. W trakcie warsztatów odkryła, że ma bardzo silne przekonanie, że jeśli kobieta zarabia więcej niż mężczyzna, zostanie porzucona.
Nazwanie tego lęku pozwoliło jej zacząć rozmawiać o finansach i okazało się, że jej partnerowi wcale nie przeszkadzało to, że ona zarabia więcej.

Wiele kobiet nie ma czym zarządzać, zarabiając poniżej średniej krajowej.
EWA: Paradoksalnie, najlepiej swoje wydatki często znają osoby, które zarabiają stosunkowo niewiele i są zmuszone do dokładnego planowania miesięcznego budżetu. Świadome podejście do pieniędzy procentuje niezależnie od wysokości dochodów.

Ekonomia to trudna dziedzina.
IZA: Błędem jest myślenie, że skoro nie odróżniam, czym jest bessa i hossa, to w ogóle nie dotykam spraw finansowych. Żeby policzyć przychody i wydatki, nie trzeba znać kursów giełdowych – wystarczy umieć dodawać i odejmować. Poza tym jeśli zajmujemy się finansami w sposób przemyślany, to z czasem nabieramy wiedzy i doświadczenia.

W większości rodzin to kobiety zarządzają domowymi finansami.
EWA: Sporo kobiet wie, jak ekonomicznie żyć. I jednocześnie bardzo rzadko przekłada się to na świadome zarządzanie finansami, nie mówiąc już o finansowej wolności osobistej. Kobiety zdobywają te umiejętności, jeśli podchodzą do tego metodycznie. Ale też całymi latami można tkwić w chaosie na zasadzie „jakoś to będzie” i łatać budżet z dnia na dzień.

Zdarza się jednak, że kobiety są w trudnej sytuacji finansowej. Czy naprawdę wszystko zależy tylko od nas?
IZA: Po pierwsze, nie powinnyśmy dać sobie wmówić, że ten stan to nasza wina, że za mało się staramy. Czasem mimo wysiłków naprawdę niewiele można zrobić. Jeśli uda się ominąć pułapkę poczucia winy i wstydu, łatwiej jest poprosić o pomoc i ją otrzymać. A czasami po prostu jedyne, co możemy zrobić, to przyjąć, że w tym momencie jest, jak jest. Ale to nie znaczy, że sytuacja nie może się zmienić. Nie wszystko zależy od nas, ale wbrew pozorom nie jesteśmy całkowicie bezradne w kwestiach pieniędzy. Ważne, by nie „zastygać” w sytuacji bez wyjścia, ale mimo wszystko szukać dróg wybrnięcia z impasu.

EWA: Znam starszą panią, która ma bardzo mało pieniędzy – starą rentę. Ma na miesięczne życie tyle, ile niektórzy wydają na jednych zakupach w supermarkecie. Jest mistrzynią skromnego życia, ale nie skupia się na tym, że ono jest takie skromne. Zaprasza koleżanki na herbatę, pomaga jeszcze starszym od siebie sąsiadkom robić zakupy, odwiedza chorych w szpitalu. Kiedy na nią patrzę, to myślę, że jej życie jest bardzo bogate.

Nie da się uciec od myślenia o pieniądzach?
EWA: Nie da się, bo bez nich nie jesteśmy w stanie funkcjonować. Możemy jednak zajmować się nimi świadomie i celowo albo pozwolić na chaos i niepewność.

IZA: Osoby, które nie chcą się zajmować pieniędzmi, często myślą o nich nieustannie, ponieważ problemy finansowe dopadają je z każdej strony. To jak ze zdrowiem: niektórzy wolą nie robić badań lekarskich, żeby nic złego nie wyszło. Ale i tak wychodzi, tylko że wtedy choroba jest już zaawansowana i trudniej ją wyleczyć. Kiedy nie traktują pieniędzy w sposób świadomy, oddają im władzę nad swoim życiem. Jednak gdy już staną twarzą w twarz z rzeczywistością, czują dużo większy spokój, ale też na więcej ich stać, mogą realizować swoje marzenia.

Ale od samej świadomości co do wydatków pieniędzy raczej nie przybywa.
IZA: W pewnym sensie przybywa. Mało kto zdaje sobie sprawę, ile miesięcznie płaci za kawę na mieście, za jedzenie, które ląduje w koszu na śmieci, niekorzystną umowę na telefon czy polisę ubezpieczeniową. Kiedy się to policzy, to zwykle jest wielkie zaskoczenie, że w skali roku można by zyskać kilka tysięcy. Może warto rozważniej robić zakupy, a wtedy będzie można pracować nieco mniej, łatwiej znaleźć czas na relaks albo za zaoszczędzone pieniądze pojechać na urlop. Jeśli oszczędzamy świadomie, to wtedy nie mówimy o odmawianiu sobie, ale o dokonywaniu wyborów. Czasami warto się zastanowić nad zmianą pracy, żeby zarabiać więcej, móc zaspokoić swoje potrzeby i spełniać marzenia.

A co, jeśli ktoś kocha swój zawód, a z drugiej strony frustrują go niskie zarobki?
EWA: Jedna z moich klientek mówiła: „Syn ma do mnie pretensje, że pracuję jako nauczycielka, mało zarabiam i on nie ma na modne tenisówki”. Na pytanie, co jej ta praca daje, wyliczyła wiele pozytywów: „Robię to, co lubię, mam sporo wolnego czasu, który spędzam z rodziną”. Rozmawiajmy o tym jak o wyborach. Mniej zarabiam, ale mam czas dla dziecka i taki jest mój wybór. Coś tracę, ale więcej zyskuję. W ten sposób, zarabiając mniej, wcale nie czuję się biedna. Powiedzenie: „Taka jest moja decyzja”, uwalnia od frustracji finansowej i daje spokój lub pozwala zweryfikować decyzje i podjąć działania, które spokój przyniosą.

Świadome podejście do pieniędzy nie zawsze więc oznacza powiększanie stanu konta?
EWA: Oczywiście, że nie zawsze. Można być nauczycielką i przejmować się tym, że dziecko nie ma na trampki, a można świadomie z tego zrezygnować. I poszukać z nim rozwiązania, które pozwoli zaspokoić jego potrzeby, np. namówić je na wakacyjną pracę, by samo zarobiło pieniądze na modne buty, albo zaproponować, żeby bliscy na urodziny zrzucili się na nie, zamiast kupować drobne prezenty.

IZA: Warto usiąść z dzieckiem i wspólnie się zastanowić, dlaczego ono tak bardzo chce mieć te drogie buty. Kiedy się zastanowimy, jakie potrzeby się za tym kryją, to możemy poszukać sposobów, by je zaspokoić. Może kieruje nim potrzeba uznania, a może chodzi o przynależność do grupy rówieśniczej. Niektóre potrzeby są dla nas ważniejsze niż pieniądze, a świat przekazów społecznych jest tak urządzony, że sugeruje nam, iż za pieniądze możemy je zrealizować. Ważnym pytaniem, które często sobie zadaję, jest: co tak naprawdę kupuję za te pieniądze? Co jest tą walutą?

Co jeszcze może być tą walutą?
EWA: Poczucie sensu, uznanie czy przynależność bywają ważniejsze niż pieniądze. Dla mnie była to akceptacja. W pracy dla aprobaty innych byłam w stanie robić dużo więcej, niż przewidywała umowa. Kiedyś jeden z moich współpracowników zwrócił mi uwagę, mówiąc: „Widzę, ile z siebie dajesz, jak się spalasz, ale już nie rób tego za darmo. Osoby, które pracują za darmo, nazywamy w firmie » tanimi dziwkami «”. To był dla mnie olbrzymi policzek, bo sądziłam, że dzięki temu, iż jestem uczynna, staję się bezcenna. Od tego czasu bardzo pilnuję, by nie pracować za darmo. Co jest o tyle trudne, że obecnie wykonuję zawód, w którym pomagam ludziom zmienić życie na lepsze, a jednocześnie nie robię tego za darmo.

Wydaje się jednak, że pieniądze zwiększają poczucie bezpieczeństwa, uznania czy własnej wartości.
EWA: Pewnym elementem poczucia bezpieczeństwa może być określona kwota. Pytanie tylko – jaka. Może ją określać np. własne mieszkanie albo odkładanie jakiejś sumy na emeryturę. Ale możemy też dziurę zwaną poczuciem bezpieczeństwa czy własnej wartości zapełniać kolejnymi dobrami, zaharowywać się i cały czas mieć ją niezasypaną. Piękny dom, samochód nie zawsze podniosą poczucie własnej wartości czy bezpieczeństwa. Pamiętam klientkę, która pracowała jak szalona, żeby zyskać akceptację rodziców, myślała, że gdy będzie bogata, to docenią jej sukces, pracowitość i zaradność. Nie udało jej się kupić uwagi i uznania rodziców. I żadna kwota nie naprawiła ich relacji.

IZA: Pieniądze często uruchamiają myślenie: „Jeśli będę miała pieniądze, to wszystko się zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Będę dobrym człowiekiem, będę podróżowała, moja rodzina będzie szczęśliwa, a matka w końcu pokaże, jak bardzo mnie kocha i akceptuje”.

Pieniądze są ważne, ale nie załatwią wszystkich problemów.

Jak sobie uświadomić, co można załatwić, zarabiając więcej, a czego nie?
IZA: Przychodzi taki moment, kiedy widać, że już tak długo trwa pogoń za pieniędzmi, stan konta rośnie, a nie idzie za tym poczucie spełnienia i spokoju. Wtedy warto się zatrzymać i spróbować odpowiedzieć na pytania: skoro pieniądze nie dają mi zadowolenia, to co może mi je dać? Jakie potrzeby staram się w ten sposób zaspokoić?

John Armstrong, autor książki „Jak myśleć mniej o pieniądzach”, twierdzi, że pieniądze w ogóle nie są potrzebą. Jak to rozumieć?
IZA: One same w sobie nią nie są, ale są jednym ze sposobów zaspokajania potrzeb. A każdą potrzebę można zrealizować na wiele różnych sposobów. Uczestniczka warsztatów opowiadała mi, jakim priorytetem jest dla niej edukacja dzieci. Chciała, żeby perfekcyjnie mówiły po angielsku, co utożsamiała z dobrym startem zawodowym. Ubolewała, że jej nie stać na kursy językowe w Londynie, a w przyszłości nie będzie jej zapewne stać na opłacenie studiów na zagranicznej uczelni. Mogła się tym zamartwiać, zaharowywać albo szukać innych rozwiązań, np. wysłać dzieci na wakacje do pracy w Wielkiej Brytanii, zaproponować angielskojęzycznym znajomym wspólne wakacje, a w przyszłości znaleźć w Polsce studia z wykładowym angielskim. Ważne jest, by nie „zastygać” w sytuacji pozornie bez wyjścia. Tymczasem wiele osób zamiast szukać rozwiązania problemów, zamartwia się o pieniądze, myśląc: gdybym miała ich więcej, to moje dziecko mogłoby dobrze nauczyć się angielskiego i mieć dobrą pracę.

Należy odrzeć pieniądze z ukrytych znaczeń – jak mówi Armstrong.
EWA: Na warsztatach „Jestem bogata” często się zastanawiamy z naszymi klientkami, co tak naprawdę kupują, kiedy płacą za kolejną parę podobnych butów i prawie taką samą sukienkę jak ta, która już wisi w szafie. Pamiętam przejmującą historię mamy dwójki małych dzieci, która sięgając po dziesiąty żel pod prysznic, dziesiąty peeling i kolejny balsam do ciała, czuła się wolna. Była w nieustannym niedoczasie. Na wyobraźnię działały jej reklamy balsamu, które obiecywały chwilę relaksu. Dopiero gdy sobie uświadomiła, co tak naprawdę kryje się za kupowaniem kolejnych kosmetyków, zrozumiała, że nie zaspokoją potrzeby odpoczynku. Zaczęła się zastanawiać, jak wygospodarować czas tylko dla siebie.

Nie zawsze łatwo jest dotrzeć do rzeczywistych potrzeb.
IZA: Oczywiście, że nie jest łatwo. Warto jednak wtedy zadać sobie pytania: po co gonię za pieniędzmi? Co chcę za nie kupić? Inaczej mówiąc: środkiem do zaspokojenia jakich potrzeb są dla mnie pieniądze? Jakie są moje intencje, motywacje, przyczyny działania? Kolejne ważne pytanie: ile pieniędzy potrzebuję, żeby to osiągnąć? Jaka jest dziś dla mnie najlepsza droga do osiągnięcia celu? Próba odpowiedzi na te pytania jest podstawą pracy nad właściwym stosunkiem do pieniędzy.

EWA: Warto wykonać tę pracę. Zamartwianie się jest potworną stratą czasu i energii. Badania dla „Forbesa” pokazują, że gdy świadomie podchodzimy do pieniędzy, to rośnie zaufanie do przyszłości. 80 proc. kobiet, które wierzą w swój sukces finansowy i deklarują, że mają wpływ na kształtowanie rzeczywistości, zaczynało od osobistego planowania finansów, bez względu na wysokość zarobków. Odkryły w sobie pokłady przedsiębiorczości. Umiejętności związane z pieniędzmi należy nabywać jak każde inne kompetencje.

 OKREŚL SWOJE CELE FINANSOWE
Pomocne jest znalezienie odpowiedzi na pytania (postaraj się określić kwoty):
1. Jakie mam ekonomiczne zobowiązania?
2. Po co potrzebuję pieniędzy? Co jest dla mnie ważne? Środkiem do zaspokojenia jakich wartości mają być dla mnie pieniądze?
3. Jak dużo pieniędzy potrzebuję, aby to osiągnąć?
4. Jaka jest w tym momencie najlepsza możliwa do realizacji droga do zdobycia tych pieniędzy?
5. Stwórz „poduszkę bezpieczeństwa” na nieoczekiwane zdarzenia i szukaj sposobów na to, aby twoje pieniądze pracowały na ciebie.
6. Nie bój się pytać, sprawdzać, zdobywać wiedzę – to naprawdę daje poczucie mocy i wpływu.

PODZIEL SWÓJ DOCHÓD NA KATEGORIE

1. Wydatki niezbędne, codzienne (70 proc.) – to jest budżet na codzienne wydatki, włączając ubrania, jedzenie, opłaty itp. To budżet na życie.

2. Oszczędności/inwestycje (15 proc.) – to poduszka finansowa, bufor bezpieczeństwa; oszczędności/inwestycje: po 5 proc. na długookresowe, na spokojne rozwiązywanie problemów i przychód pasywny (tego się nie rusza).

3. Zabawa, edukacja, dzielenie się z innymi i przyjemności (15 proc.) – to budżet na rzeczy, które sprawiają ci przyjemność, doładowują.

Zaproponowana struktura budżetu bierze pod uwagę cztery typy osobowości dominujące w relacji z pieniędzmi.
CHOMIK – lubi gromadzić na przyszłość, czasem obsesyjnie wręcz oszczędza i trudno mu przeznaczyć pieniądze na zabawę i zrobienie czegoś niepraktycznego, tylko dla siebie. To osobowość, która pozwala zadbać o przyszłość.

MIKOŁAJ – żyje dzięki temu, że wydaje. Jest w stanie roztrwonić każdą sumę pieniędzy, nie myśli o przyszłości, żyje dniem bieżącym. Wydając pieniądze, dba o siebie i innych.

MOTYL – wzlatuje ponad przyziemne sprawy (takie jak pieniądze). Żyje misją, stara się pozostawić po sobie świat odrobinę lepszy. Wydaje i zarabia głównie po to, by pomagać innym.

STRUŚ – lubi komfort i wygodę, korzysta z nich chętnie, ale nie lubi się zajmować pieniędzmi i chętnie unika tego tematu, zrzucając go na innych, gdy tylko może.

Stanem optymalnym jest ten, w którym wszystkie osobowości są zrównoważone – potrafimy oszczędzać, wydawać, troszczyć się o siebie i innych oraz pamiętać o tym, co jest ważne. Brak równowagi między tymi aspektami powoduje problemy: zanadto koncentrujemy się na teraźniejszości (gdy do głosu dojdzie mikołaj) lub przyszłości (dzięki chomikowi), uznajemy pieniądze za nieważne (gdy dominuje struś) lub myślimy o innych i na nich wydajemy nasze pieniądze (jak motyl). Aby utrzymać równowagę, potrzebujemy struktury, która umożliwi zaistnienie każdej z tych osobowości, ale równocześnie nie pozwoli żadnej przejąć kontroli.

Ewa Tyralik – specjalistka ds. komunikacji, trenerka umiejętności psychospołecznych, współwłaścicielka Dojrzewalni Róż, szefowa rozwojowego festiwalu PROGRESSteron. Współautorka programu rozwojowego dla kobiet „Jestem bogata”

Izabela Kaźmierczak – ekonomistka, strateżka reklamowa (wiele lat pracy w międzynarodowych agencjach reklamowych), trenerka rozwoju osobistego. Współautorka strony internetowej i programu rozwojowego dla kobiet Jestembogata.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.