Czy da się rozpoznać, że cię zwolnią?

Jeśli choroba ma symptomy, których nie da się jednoznacznie zakwalifikować – czyli mogą one świadczyć o tej chorobie lub o całkiem innej, to w medycynie mówi się o tym „symptomy nieswoiste”. Żadne z nich same w sobie nie prowadzą do jednoznacznej diagnozy, ale ich suma sprawia, że ta konkretnie choroba jest dość prawdopodobna. Czy podobnie jest z utratą pracy? Nigdy nie ma w tej kwestii pewności, ale nawet znajomość tych „objawów nieswoistych” mogłaby ułatwić prawidłową ocenę sytuacji.

Przeczytałem niedawno opinię doświadczonej osoby, specjalizującej się w doradztwie personalnym i biznesowym (patrz poniżej) i … zadumałem się. Spróbowałem zestawić to z własnym doświadczeniem szefa kilkudziesięcioosobowej firmy. Czy zgodziłbym się z opinią autora artykułu?

Co sądzę o opiniach autora artykułu?
Autor artykułu jako oznaki (oczywiście „nieswoiste”) zbliżającego się zwolnienia wskazuje (choć w innej kolejności):

  • Kurczącą się lista obowiązków
  • Publiczne okazywanie niezadowolenia (przez pracownika)
  • Bezowocne prośby o podwyżkę

Z pierwszym elementem zgodziłbym się bez wątpienia. Jeśli masz coraz mniej pracy, to twoi szefowie zwykle stają się niespokojni i pytają się siebie, z jakiego to powodu firma miałaby nadal wydawać pieniądze na twoje wynagrodzenie. Nawet jeśli pieniądze zaoszczędzone na twoim wynagrodzenie byłyby niedostępne bezpośrednio dla twojego szefa, to mogłyby umożliwić twojemu szefowi realizację innych swoich planów. Tak więc, z tym elementem opinii zgadzam się bezdyskusyjnie.

Co do drugiego elementu – tu mam mieszane uczucia. Autor artykułu raczej wskazuje, że jeśli często nie zgadzasz się z szefostwem, to takim działaniem ryzykujesz zwolnienie przy nadarzającej się okazji. Nie jest to więc oznaka ze strony szefostwa, że ciebie zamierzają zwolnić, tylko raczej ostrzeżenie: „kto często krytykuje szefostwo, ryzykuje tym, że go nie będą szefowie lubić, a stąd już krótka droga do…”. I nic tu nie ma na rzeczy to, że ktoś powie: „ja nie krytykuję mojego szefa, tylko nie zgadzam się z nim w konkretnej kwestii” – niestety często podobnie jak „nie lubi się posłańca przynoszącego złą wiadomość”, tak do osoby mającej często odmienne zdanie niż szef, bywa przyklejona etykietka „troublemaker’a”, a to kiepsko wróży.

Trzeci element opinii rozbudowałbym o stwierdzenie: jeśli szefostwo wycenia twoja pracę nisko, to pewnie w ogóle mało jesteś dla nich wart jako pracownik. Może być to brak podwyżki, gdy inni ją dostają. Może to być także brak premii okresowej lub premia w wysokości poniżej średniej na twoim stanowisku. Ale także, gdy np. nastają ciężkie czasy dla twojej firmy lub twojego działu, może to być fakt, że tnąc budżet zespołu czy działu, tobie zredukują wynagrodzenie najbardziej. Wszystkie te cechy pokazują ni mniej ni więcej tylko to, że „nisko ciebie (finansowo) cenią”. A to zdecydowanie nie jest dobry znak.

Czego mi w artykule brakuje?
Moja lista byłaby nieco inna. Ja wskazałbym następujące (oczywiście nieswoiste) oznaki, że mogą ciebie nie chcieć w dłuższej perspektywie, w twojej firmie:

  • Nie dają ci dość pracy i/lub dość pracy takiej, jakiej byś chciał
  • Nie cenią ciebie (finansowo)
  • Nie lubią twoich opinii i pomysłów
  • Nie lubią ciebie i/lub nie mają dla ciebie czasu
  • Dają ci mętne, niejasne komunikaty

Pierwszy element jest dość oczywisty i w znacznej mierze zgodny z artykułem. Wskazuję jedynie, że jeśli wyraźny jest dysonans między tym co ci dają do zrobienia, a tym co ty byś chciał robić i ta rozbieżność utrzymuje się dłużej, to jest to kiepski znak. Większość typowych szefów nie lubi sfrustrowanych pracowników, a przecież opisana sytuacja w średnim czy dłuższym okresie prowadzi do frustracji pracownika.

Drugi element omówiono już wcześniej. Nic dodać, nic ująć.

Trzeci element na mojej liście jest inaczej sformułowany niż teza z artykułu. W moim odczuciu, jeśli masz wiele pomysłów i propozycji, ale szef nie chce ich słuchać, nie jest dobrego zdania o nich, może nawet bywa zniecierpliwiony twoim „wychodzeniem przed szereg”, to może to być oznaka pewnego niedopasowania, które kiepsko wróży. Nie mówimy przy tym o sytuacji, gdy uczestniczysz w burzy mózgów, gdzie organizatorzy nawołują do kreatywności i podawanie pomysłów „głupich i mądrych”. Taka burza mózgów to co innego. Ale jeśli twoje spontaniczne pomysły zgłaszane indywidualnie do szefostwa są najczęściej odbierane z niechęcią i zniecierpliwieniem, to lepiej zastanów się jak sprawy faktycznie stoją i dokąd cię to zaprowadzi.

Czwarty element to sytuacja, gdy szef ma dla ciebie mniej czasu niż dotąd albo mniej czasu niż dla innych, będących na podobnym stanowisku jak ty. To nieprawda, że szefowie nie mają czasu. Oni tylko nie mają czasu na wszystkie sprawy albo nie na te, na których im nie zależy. Jeśli więc czujesz się ignorowany lub lekceważony, to może i cała twoja działalność jest nisko oceniana. Nie zawsze tak musi być, bywa że twój szef stał się „zawalony robotą” albo po prostu wziął sobie za dużo na głowę. Ale jeśli dotyka to ciebie w większym stopniu niż innych, to różnie może w przyszłości być…

I ostatnia kwestia. Kolejny objaw „nieswoisty”. Często występuje wtedy, gdy decyzja o rozstaniu się z tobą już „powoli dojrzewa”. Wtedy ty pytasz o to, co będzie za dwa tygodnie lub za dwa miesiące, a słyszysz odpowiedź: „trudno mi w tej chwili powiedzieć, wrócimy do tej sprawy za tydzień”, a za 3 dni… dostajesz wypowiedzenie.

Podsumowanie
Co z tego wynika? Nie każdy ból głowy to choroba, nie każdy ból nogi prowadzi do chirurga. Nie każdy też kiepski dzień w pracy albo kąśliwa uwaga od szefa zapowiada katastrofę. Ale, jeśli objawy zaczynają się kumulować, małe znaki łączyć w całość, wówczas może to oznaczać, że ciemne chmury się gromadzą i dzwoni ostatni dzwonek ostrzegający przed „gromem z jasnego nieba”. Byłoby głupotą tych ostrzeżeń nie widzieć.

xxxxxxxxxxxxxxxx

Trzy oznaki, że twoja posada jest zagrożona

Paweł Gniazdowski*       19.09.2016 00:00

Nawet jeśli ludzie mówią „spodziewałem się tego”, to komunikat o utracie pracy jest na ogół naprawdę niemiłym zaskoczeniem. Czy da się je mimo wszystko zminimalizować?

To zaskoczenie bierze się najczęściej z głęboko zakorzenionej tendencji do wypierania niewygodnych faktów i wydarzeń. Dodatkowo wielu z nas stara się na co dzień uprawiać tzw. pozytywne myślenie, co może wpłynąć na realną ocenę sytuacji. Doświadczony pracownik potrafi jednak dostrzec, kiedy jego stanowisko zaczyna kandydować do listy redukowanych przy najbliższej zmianie lub kiedy on sam staje się kandydatem do zwolnienia.Oto trzy sygnały, które powinny nam do myślenia.

Bezowocne prośby o podwyżkę

Oczywiście, jeśli taka sytuacja koreluje ze słabszą kondycją firmy czy perturbacjami na rynku, to w pierwszej kolejności lepiej martwić się o pracodawcę niż o siebie. Trzymajmy kciuki za jej powodzenie i doceńmy, że stara się racjonalnie nie podnosić kosztów w trudniejszych czasach.

Gdy jednak takim odmowom towarzyszy boom rynkowy lub wszyscy wokół już dostali podwyżki – mamy o co się martwić. Rozsądny pracodawca nie ignoruje rozsądnych próśb swoich najcenniejszych pracowników w momentach, w których stać go na dobry zastrzyk motywacyjny. Jeśli jesteśmy pomijani przy dzieleniu tortu, to na pewno nie należymy do topowej kategorii pracowników.

W konsekwencji, gdy nadejdą gorsze czasy, może się okazać, że nasze stanowisko jest zagrożone. Z drugiej strony, jeśli uważamy, że nasza pozycja w firmie jest silna, nie testujmy swoich szefów zbyt często – każdy może stracić cierpliwość.

Publicznie okazywanie niezadowolenia

Literatura dla menedżerów jest pełna teorii na temat tego, jak wartościowa dla firmy jest tzw. zdrowa konfrontacja. Z doświadczeń ludzi, którzy niespodziewanie otrzymali wypowiedzenie, wynika, że na krótko przed zwolnieniem wdawali się w gorącą wymianę zdań.

Firmy instynktownie bronią się przed jednostkami kwestionującym ich wartości i kulturę organizacyjną, a kumulacja polemik i wyrażania odrębnego zdania jest często właśnie tak interpretowana. Kto w tych sporach ma rację, jest właściwie bez znaczenia dla naszej przyszłości zawodowej. Nawet jeśli to szefowie lub współpracownicy trwają w błędzie, to jednak właśnie oni mogą podjąć decyzję o rozstaniu się z nami.

Jeśli nie jesteśmy w stanie zgodzić się z ich koncepcjami czy działaniami i przekonać do własnego punktu widzenia – być może odejście będzie najlepszym rozwiązaniem.

Kurcząca się lista obowiązków

Jeśli nie dzieje się to z jakiegoś naturalnego i dobrze wyjaśnionego powodu (planowany przestój, sezonowość, zmiana funkcji na bardziej doradczą), to jest to powód do niepokoju. Współczesne korporacje dbają o tzw. efektywność, czyli osiągnięcie możliwie jak największego stopnia zawalenia zadaniami na jednostkę osobową. Jeśli mamy poczucie, że ta tendencja przestaje nas dotyczyć, a nie przestaje dotyczyć naszego najbliższego otoczenia, to znaczy, że może nie jesteśmy najlepszą inwestycją na przyszłość.

Zatem w takiej sytuacji zamiast cieszyć się, że w naszym przypadku dokonuje się jakieś cudowne przywrócenie osławionego „work-life balance”, idźmy do szefa i powiedzmy, że jesteśmy gotowi na podjęcie nowych inicjatyw. To może być działanie, które albo doprowadzi do szybszego wyjaśnienia sytuacji, albo, przeciwnie może spowodować, że dostaniemy kolejną szansę.

*Paweł Gniazdowski, country manager w Lee Hecht Harrison DBM Polska, firmie specjalizującej się w outplacemencie. Ma 24 lata doświadczenia zawodowego. Od ponad 16 lat w doradztwie personalnym i biznesowym. Trener w szkoleniach biznesowych związanych z umiejętnościami osobistymi dla menedżerów i zespołów; zajmował się doradztwem organizacyjnym w zarządzaniu zmianami.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.