Poprosiłem ich, aby się uśmiechnęli

Każdy z nas miewa różne nastroje. Czasem jest więcej powodów do radości, nieraz bywamy przygnębieni, a najczęściej po prostu „zwyczajni”. Jednym iskierki śmiechu błąkają się często po twarzy, nawet samoistnie, bez specjalnego powodu, inni do uśmiechu potrzebują konkretnego powodu. Intuicyjnie lepiej czujemy się wśród ludzi pogodnych, uśmiechniętych, ale większość z nas nie poświęca temu zwykle specjalnej uwagi.

So I asked them to smile

Amerykański fotograf, Jay Weinstein, zrobił z tytułowego hasła motto dla serii swoich fotografii. Ludzi, których napotykał, którym normalnie zrobiłby „zwyczajne zdjęcie”, prosił za chwilę o uśmiech. A gdy oni uśmiechali się w odpowiedzi – robił im zdjęcie ponownie. Uzyskane fotografie zestawiał parami, a najładniejsze, najbardziej sugestywne, znalazły się potem na wystawie, a także na portalu www.soiaskedthemtosmile.com .

Uśmiech wymuszony – czy coś daje?
Kiedyś czytałem o eksperymencie psychologicznym, który miał pokazać, że twój nastrój poprawia się nie tylko wtedy, gdy się dużo śmiejesz. Poprawę nastroju zmierzyć można nawet wtedy, gdy „mięśnie uśmiechu” uruchomisz w sposób sztuczny (poprzez włożenie do buzi odpowiednio dobranych patyczków). Pobudzenie w twarzy „mięśni uśmiechu” automatycznie uruchamia sekwencję reakcji prowadzących do zwiększonego optymizmu i odczucia zadowolenia (#)

Kapuściński – gdy uśmiech ratuje sytuację
Czytając prozę Ryszarda Kapuścińskiego, wybitnego polskiego reportażysty, pamiętam jego opinię co do magicznej roli uśmiechu. To – jego zdaniem – międzynarodowy znak przyjaźni. W przypadku nieporozumienia, kontrowersji, może w obcym kraju, na obcym kontynencie, w obcej kulturze, Kapuściński miał swój sposób: uśmiechnąć się. Szeroko, życzliwie, otwarcie. Podobno, z jego bogatych doświadczeń, taki uśmiech „potrafi zdziałać cuda”. Niemożliwe może stać się możliwe. I znów, także w tym miejscu, nie potrafię na zawołanie przytoczyć odpowiedniego cytatu. Zdaje mi się nawet, że kiedyś podczas spotkania z uzbrojonymi rebeliantami uśmiech ratował mu życie… Być może (*).

Jaki stąd wniosek dla nas?
Życie nie skąpi nam wyzwań. Wiele spraw jest od nas niezależnych, wiele dokuczliwości nie do usunięcia. Ale – co jak co – na to jedno wpływ mamy przede wszystkim my sami. Uśmiechnąć się można zawsze i wszędzie. Oczywiście, uśmiechy bywają różne. Mogą być ironiczne, lekceważące, prowokujące, ale nie o tych mówimy. Mamy na myśli uśmiech pozytywny, życzliwy, przyjazny, szczery.

Nam samym będzie milej i innym będzie z nami miło.

Więc nie bój się! Uśmiechnij się! Jak najczęściej!

‚======

(#)  zainteresowanych opisem tego eksperymentu odsyłam np. do Wikipedii: http://www.psychwiki.com/wiki/Facial_Feedback_Hypothesis#Strack.2C_Martin_.26_Stepper.27s_test_of_the_hypothesis

(*) w książce „Kapuściński non-fiction” jej autor, Artur Domosławski wskazuje w jak licznych miejscach – jego zdaniem – w swoich reportażach Kapuściński luźno tylko trzymał się faktów, opisując historie i sytuacje, które wprawdzie mogłyby się zdarzyć, ale… się nie zdarzyły. Gdyby tak było, Kapuściński nie byłby pierwszy. Światowej sławy pisarz amerykański John Steinbeck, laureat literackiej nagrody Nobla, napisał w 1960 roku reportaż ze swojej samotnej podróży samochodem kampingowym po USA. 50 lat później, w 2010 roku, jego śladami ruszył holenderski dziennikarz (Geert Mak, „Śladami Steinbecka”) i pokazuje, że w swojej książce Steinbeck swobodnie mieszał fakty z kreacją literacką.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

„So I asked them to smile” – projekt, który zbliża ludzi

http://podroze.gazeta.pl/galerie/56,142744,20595081,so-i-asked-them-to-smile-projekt-ktory-zbliza-ludzi,,11.html

Jay Weinstein podróżuje po świecie i fotografuje napotkanych ludzi. Jednak nie są to zwykłe zdjęcia. Fotograf namawia obce osoby, aby… się do niego uśmiechnęły. W ten sposób realizuje projekt „So I asked them to smile”, w którym pokazuje, jak wielką moc ma zwykły uśmiech.

Jak to się zaczęło? – Kilka lat temu odwiedziłem Bikaner (miasto w północno-zachodnich Indiach), gdzie z aparatem w dłoni zwiedzałem pałace i forty. Zaczęło się robić ciemno, więc ruszyłem w kierunku dworca kolejowego. Zobaczyłem rząd zaparkowanych rowerów i skuterów, a obok nich stał człowiek, któremu chciałem zrobić zdjęcie. Jednak surowy wyraz jego twarzy dał mi do zrozumienia, że powinienem odłożyć aparat.

Weinstein zwrócił się więc w kierunku grupki mężczyzn, którzy wydali mu się bardziej pogodni. – Wtedy ten człowiek podszedł do mnie i powiedział: chciałbym, żebyś mnie też sfotografował. Odwróciłem się w jego kierunku i poprosiłem o uśmiech. W jednej chwili spostrzegłem, jak bardzo jego twarz się zmieniła. Z tym uśmiechem był inną osobą! – wspomina fotograf. W tej wersji Hindus stał się automatycznie przyjaźniejszy, bliższy, bardziej przystępny.

Jay zapragnął tym doświadczeniem podzielić się z innymi i w ten sposób powstał projekt „So I asked them to smile”, w którym nie ma imion ani historii fotografowanych osób. Ukazują się za to obrazy przedstawiające dwie wersje ludzkiej twarzy: z uśmiechem i bez niego. Przekaz projektu widać już na pierwszy rzut oka.

Jay Weinstein „So I asked them to smile”

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.