Konkurs elegancji – czyli między socjalizmem a kapitalizmem

Odbywa się Rajd Pojazdów Zabytkowych. Kawalkada samochodów, od przedwojennych po lata 70-te, przejeżdża przez wioski i miasteczka regionu. Niektórzy uczestnicy rajdu przebrani są w stroje nawiązujące do epoki, z jakiej pochodzi zabytkowy pojazd. Samochody co 15-20 km stają na rynku kolejnych miasteczek, a miejscowi notable dokonują wyboru laureatów „konkursu elegancji”. A organizatorzy rajdu mają problem. Ingerować w wyniki konkursu w kolejnych miejscowościach? Czy może pogodzić się z tym, że wyróżnienia trafiają w ręce tej samej grupy kierowców, jadących w najbardziej urokliwych samochodach?

Pytania tego typu przyszły mi do głowy ostatnio, gdy przysłuchiwałem się dyskusji między organizatorami dwóch imprez. Jeden z nich stał na stanowisku, że konkursy elegancji rozgrywane w poszczególnych miejscowościach są niezależne od siebie, a jeśli zdarzy się, że wszystkie trofea zgarnie ta sama niewielka grupka osób (pojazdów), to będzie to tylko oznaka tego, że ten konkretnie samochód podbił serca wszystkich. Drugi z kolei opowiadał jak przed konkursem dyskretnie informuje szacowne jury, które samochody otrzymały już wyróżnienia w poprzednich miejscowościach dbając w miarę możliwości o to, aby w różnych miejscowościach nagradzane były różne osoby. Argumenty obu stron są odmiennej natury. W pierwszej wersji uzasadnienie jest proste: skoro ten konkretnie pojazd wszystkim wydawał się najładniejszy, to inne czynniki są zupełnie nieistotne. Przecież mniej ładny nie może otrzymać wyróżnienia, bo to byłoby niesprawiedliwe! Druga osoba mówi inaczej. Atrakcyjność pojazdu zależy od wielu czynników. Zwykle starsze pojazdy wydają się bardziej „egzotyczne” i podobają się bardziej. Jedni oceniający mogą preferować auta bardziej oszczędne w ozdobach, wręcz sportowe, innych może urzekać wykwintność i elegancja pojazdów bogato zdobionych. Mówiąc krótko, o guście nie ma co dyskutować. W tej sytuacji – argumentują zwolennicy drugiej opcji – skoro nie ma obiektywnych kryteriów oceny, to cóż w tym złego, że „podszepnie” się oceniającym kandydatury tych załóg i ich pojazdów, którzy jeszcze wyróżnienia na tym rajdzie nie dostały? Czy to komuś szkodzi?

Tyle można by napisać o konkursie elegancji na rajdach samochodów zabytkowych. Ale problem jest – w moim odczuciu – znacznie szerszy i dający się zastosować do znacznie większej liczby sytuacji. Spójrzmy na następujące przykłady:

  1. DOPŁATA DO WYDATKÓW MIESZKANIOWYCH
    Rodzice mają dwoje dzieci. Jedno z nich jest bardzo zdolne, a dodatkowo także bardzo pracowite, po studiach znajduje świetnie płatną pracę, a w dodatku jego/jej teściowie sa zamożni i przekazują młodym w pełni urządzone luksusowe mieszkanie. Drugie dziecko jest wyraźnie „co najwyżej średnio” zdolne. Stara się, jest pracowite, ale jego poziom finansowy po studiach jest bardzo umiarkowany. Dodatkowo, w tym drugim przypadku szybko pojawia się dwójka dzieci, co zwiększa wydatki. Czy w tej sytuacji rodzice, którzy planują pomóc dzieciom przy wpłaceniu wkładu mieszkaniowego, powinni obu dzieciom przekazać takie same kwoty, czy dopuszczalny jest nierówny podział tych – ograniczonych przecież – środków?
  2. ODZNAKI „WZOROWEGO UCZNIA” W SZKOLE PODSTAWOWEJ
    W 6-letniej szkole podstawowej wprowadzono, począwszy od 4-tej klasy, odznaki „wyróżniający uczeń”. Już w 4-tej klasie, na uroczystości zakończenia roku szkolnego otrzymało je pięcioro najlepszych uczniów. W 5-tej klasie odznaki przyznano ponownie, uznano jednak, że uczniowie którzy otrzymali je już w 4-tej klasie, nie powinni otrzymać odznaki ponownie. Stosując taką procedurę, w 6-tej, ostatniej klasie, w której uroczystość zakończenia roku szkolnego była równocześnie uroczystością zakończenia szkoły, odznaki otrzymali uczniowie zupełnie średni, zajmujący miejsca 11-15 w klasie, podczas gdy osoby faktycznie najlepsze nie były wyróżnione w ogóle. Czy tak powinno być?
  3. PODZIAŁ FUNDUSZU PREMIOWEGO W NIEWIELKIEJ FIRMIE
    Kończy się kolejny rok w pewnej firmie zatrudniającej ok. 50 osób. Rok był udany, firma wypłaci premię pracownikom, starając się uhonorować tych, którzy w ponadprzeciętny sposób przyczynili się do sukcesu w mijającym roku. Czy dzieląc fundusz każdy powinien otrzymać coś? Po równo? Czy może proporcjonalnie do wynagrodzenia miesięcznego? A może część lub całość funduszu przeznaczyć dla tych najlepszych, bo przecież za „zwykłą” pracę jest „zwykłe” i gwarantowane wynagrodzenie wypłacane co miesiąc. Więc jaki podział byłby sprawiedliwy?
  4. KANDYDACI NA STUDIA W KALIFORNII – POCHODZĄCY Z AMERYKI I Z AZJI
    Rekrutacja kandydatów na studia na uczelni technicznej w Kalifornii. Okazuje się, że wśród najlepszych wyników rośnie procent kandydatów pochodzących z Azji. Pogodzić się z tym, czy interweniować?
  5. REKRUTACJA NA UCZELNI MEDYCZNEJ W POLSCE – RÓWNOŚĆ KOBIET I MĘŻCZYZN?
    Rekrutacja kandydatów na uczelni medycznej w Polsce. Tu okazuje się, że wśród najlepszych kandydatów jest zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn. Pogodzić się z tym, czy może interweniować?

Charakter powyższych przykładów jest różny, ale problem jest podobny. W każdym z tych przykładów istnieje jedno kryterium podstawowe, umożliwiające „uszeregowanie” poszczególnych osób, od najlepszej do najsłabszej. Może to być wrażenie estetyczne komisji (w przykładzie tytułowym) albo ponadprzeciętne zaangażowanie i skuteczność w nauce lub pracy (przykłady 2 i 3), albo liczba punktów na egzaminie (przykłady 4 i 5). W przykładzie (1) chodzi bardziej o równość pomocy dla obu dzieci, niezależnie od ich sytuacji materialnej.

Alternatywą wobec prostego uwzględnienia tylko kryterium głównego jest dodanie jakiejś dodatkowej polityki, jakiejś strategii mającej bardziej zbliżyć uzyskiwane wyniki do sytuacji pożądanej. Chodzi tu o to może, aby w różnych latach wyróżnieniami objąć większą grupę osób (tak jest w przykładach (2) oraz w przykładzie tytułowym). Może to być „pozamerytoryczne dążenie” do posiadania w gronie studentów co najmniej połowy studentów „rodzimych” (przykład 4) lub mężczyzn (przykład 5). Może też to być pogląd, że w przykładzie (1) całość pomocy rodziców powinna skierować się na drugie dziecko, któremu i tak przyjdzie zaciągnąć wieloletni kredyt.

Powyższe dylematy, ja nazywam problemem „ile socjalizmu a ile kapitalizmu byłoby najlepiej?”. W bezwzględny sposób premiować najlepszych, czy modyfikować te proste reguły przez zastosowanie kryteriów dodatkowych? Nie jest to dylemat prosty do rozstrzygnięcia. Nie ma tu rozwiązania „jedynie słusznego”. Cokolwiek postanowi się, znajdzie się ktoś kto zarzuci niesprawiedliwość (może nawet „rażącą i wołającą o pomstę do nieba”) lub szykanowanie go. Mogą pojawić się łzy (np. w przykładzie 1, 4, 5 lub przykładzie tytułowym) oraz poczucie krzywdy. Tymczasem jest – jak w tragedii greckiej – banalny dylemat lidera: „jak działać?”, „które kryteria wybrać?”, „co odpowiedzieć na krytykę i zarzuty?”. I może główny wniosek jest taki, że lepiej liczyć się z tym, że kluczowe są dobre intencje osoby decydującej, przekonanie o wewnętrznej uczciwości oraz świadomość, że jeśli chciałeś zostać liderem, to na 100% będą ciebie inni krytykować, że działasz głupio.

Na zakończenie dodam tylko, że komunikacja towarzysząca powyższym wyborom nie jest prosta. W przykładzie tytułowym lepiej nic nie mówić o kulisach wyróżnień. W przykładach (1), (2) i (3) wyjaśnienie reguł jest praktycznie konieczne po to aby osoby zainteresowane przynajmniej rozumiały (nawet jeśli nie akceptują tego) sposób podejmowania decyzji. W przykładach (4) i (5) interwencja może wręcz prawnie zabroniona (w przykładzie (4) sprawa po ujawnieniu w prasie stała się głośna i krytykowana) albo wymagająca odpowiedniego zapisu w regulaminie rekrutacji.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.