Introwertyk czyli nieśmiały?

Czasy sprzyjają osobom wygadanym. Bezustanne konkurowanie z innymi, potrzeba autopromocji, elementy skutecznej sprzedaży siebie, wszystko to nie ułatwia życia cichym. Osoba cicha automatycznie kojarzy się wielu z nas z nieśmiałością, a stąd już tylko mały krok do etykiety „osoby nietowarzyskiej”, „osoby cichej”, „osoby nieskutecznej”. Natknąłem się ostatnio na ciekawy artykuł na ten temat. Bo faktycznie w życiu bywa zupełnie inaczej…

Poniżej wywiad z Susan Cain, autorką książki na temat introwertyków. Tytuł książki brzmi: „Ciszej, proszę… Siła introwersji w świecie, który nie może przestać gadać”. Wystąpienie autorki na TED poświęcone introwertykom obejrzało podobno prawie 14 mln ludzi.

Wg artykułu, w przeciwieństwie do obiegowych opinii, kojarzących introwertyków z nieśmiałością, autorka – która jest sama introwertykiem, twierdzi że bycie introwertykiem jest świetne z następujących powodów:

Jesteś introwertykiem?  Świetnie, bo:
1. Jesteś lepszym słuchaczem.
2. Nie ryzykujesz niepotrzebnie.
3. Umiesz wspierać podwładnych i korzystać z ich doświadczenia.
4. Jesteś skrupulatny.
5. Nie łapiesz dziesięciu srok za ogon.
6. Wzbudzasz zaufanie
7. Jesteś urodzonym liderem

Wywiad w ciekawy sposób rzuca światło na rolę introwertyków w dzisiejszym, krzykliwym świecie. Zainteresowanych odsyłam do pełnego tekstu (albo nawet całej książki), a pozostałym podaję kilka wybranych ważniejszych opinii jakie padają w rozmowie:

  • Introwertycy czują, że cechy jakie sa im bliskie np. zaduma, refleksja, potrzeba samotności i ciszy, nie są doceniane w typowym, współczesnym świecie. Wielu z nich czuje się przez to gorszymi.
  • Introwertycy nie zmienią swojej osobowości ani psychiki, ale mogą nauczyć się pewnych technik przydatnych w życiu, np. publicznego przemawiania.
  • Introwertyzm to wynik zarówno genów jak i wychowania. Dzieci introwertyczne już od dzieciństwa otrzymują od innych sygnały, że należy być z grupą, integrować się, nawiązywać kontakty, dużo mówić.
  • Introwertyk to nie jest osoba aspołeczna, tylko taka, której wystarcza do zadowolenia mniejsza grupa osób, a okresy przebywania z nimi przeplatają się z okresem bycia osobno. Relacje introwertyków z innymi są często głębsze niż ekstrawertyków.
  • Panuje powszechne przekonanie, że introwertycy to kiepscy liderzy. Badania naukowe pokazują, że introwertyczni liderzy osiągają często lepsze wyniki niż ekstrawertycy.
  • Introwertyzm nie musi iść w parze z nieśmiałością. Osoby nieśmiałe zdarzają się zarówno wśród ekstrawertyków jak i introwertyków (choć pewnie częściej wśród tych ostatnich).
  • Wielu osobom się wydaje, że introwertycy to „osoby smutne”. Tak nie jest, choć prawda jest, że introwertycy znajdują zadowolenie w innych działaniach niż osoby ekstrawertyczne.
  • Podobnie, nieprawda jest, że introwertycy są mniej pomysłowi czy kreatywni niż pozostali. Z drugiej strony, prawda jest, że na zebraniach poświęca się im mniej uwagi, bo inni, głośniejsi, często nie dają i dojść do słowa.
  • Połowa związków to związki: introwertyk-ekstrawertyk.
  • Popularność ekstrawertycznego podejścia do życia wzrosła gwałtownie w okresie, gdy ludzie przenosili się ze wsi do miast, a tam było dużo więcej powierzchownych kontaktów z ludźmi, których mało znasz – w większym stopniu więc zaczęło się liczyć pierwsze wrażenie.

 

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Cicha rewolucja introwertyków

Agnieszka Jucewicz

http://wyborcza.pl/magazyn/1,152665,20145407,cicha-rewolucja-introwertykow.html

28.05.2016 01:03

Jak się kończy era samopromujących się ekstrawertyków. Z Susan Cain rozmawia Agnieszka Jucewicz.

 

Agnieszka Jucewicz: Jak introwertyk może się odnaleźć w świecie, który – jak pani mówi – „nie może przestać gadać”? A ja bym dodała: „nie może przestać się promować”. Susan Cain*: Problem polega na tym, że wielu z nich się nie odnajduje. Czują się nieadekwatni, winni, a niektórzy starają się stłumić w sobie te cechy, które z introwertyzmem się wiążą i nie znajdują dziś uznania: zadumę, refleksję, potrzebę samotności, ciszy. Jeszcze inni, jeśli potrafią się zdobyć na ten wysiłek, przebierają się za ekstrawertyków, żeby jakoś przetrwać: zmuszają się do bycia wygadanymi, towarzyskimi, przebojowymi. Mają poczucie, że jeśliby odsłonili swoje prawdziwe ja, dla wielu staliby się niewidzialni. Albo gorzej: nieciekawi i nudni. Wielu czytelników mojej książki pisało do mnie po jej lekturze: „Dziękuję Pani, że wreszcie ktoś dał mi przyzwolenie na bycie sobą”.

Jaką cenę płacą za to ci, którzy ukrywają swoją prawdziwą naturę?
– Bardzo wysoką. To pochłania mnóstwo energii. Czasem kończy się fizycznym i psychicznym wyczerpaniem, wypaleniem, a nawet choroby. Rozróżniłabym jednak dwie sprawy: udawanie ekstrawertyka oraz nabywanie pewnych umiejętności, które są dla ekstrawertyków naturalne, a które pomagają introwertykom poruszać się w dzisiejszym świecie. W tym drugim przypadku nie dokonuje się „gwałtu” na swojej osobowości, lecz jedynie szlifuje pewne techniki, np. umiejętność publicznego przemawiania.  Ja akurat sporo zainwestowałam w tę naukę, ponieważ okazało się, że taka umiejętność jest mi potrzebna w pracy. Szerząc wiedzę na temat introwersji, udzielam wywiadów w mediach, biorę udział w debatach. Kiedyś każde takie wystąpienie odchorowywałam. Dziś wciąż mam tremę, ale nie mam już poczucia, że dokonuję na sobie przemocy. Ale bardzo dbam o to, żeby codziennie mieć minimum cztery godziny na pracę w samotności. Potrzebuję tego jak powietrza. Inaczej nie mogłabym się zregenerować i byłabym chodzącym kłębkiem nerwów.

Pisze pani, że introwertycy bardzo wcześnie orientują się, że „coś jest z nimi nie tak”.
– Już introwertyczne trzy-, czterolatki, kiedy idą do przedszkola, zdają sobie sprawę, że świat oczekuje od nich czego innego. Kiedy siadają sobie cichutko w kąciku, żeby porysować, są z tego kącika błyskawicznie wyciągane i słyszą, że „mają się integrować”.   Kiedy milczą i obserwują otoczenie, ponieważ w ten sposób „zbierają dane”, żeby móc się z nim oswoić, okazuje się, że są zbyt ciche i że się „alienują”. A kiedy chcą się pobawić z jednym kolegą, z którym czują się najlepiej, muszą przerwać zabawę, bo trzeba koniecznie przyłączyć się do kółeczka i zaśpiewać ze wszystkimi. Introwertyczne dzieci wcześnie dowiadują się, że jest tylko jeden jedyny słuszny sposób interakcji z innymi: bycie wesołym, otwartym, kontaktowym. I że to, co oni mają do zaoferowania, jest „kiepskie”.

Pani kiedy się o tym dowiedziała?
– Ja wychowałam się w rodzinie samych introwertyków, więc długo byłam „pod ochroną”. Mój dziadek, bardzo skromny, powściągliwy człowiek, był rabinem. Ale ja go zapamiętałam głównie z książką w ręce. W jego małym mieszkaniu książki były dosłownie wszędzie. Dziadek był oszczędny w słowach, bo nie chciał ludziom niepotrzebnie zaprzątać głowy swoją osobą. Odzywał się, kiedy miał naprawdę coś ważnego do zakomunikowania. Rodzice także byli introwertykami. Wspólny czas wolny spędzaliśmy najchętniej, siedząc obok siebie na kanapie i czytając. Wydawało mi się, że tak jest w każdym domu i że we wspólnym milczeniu nie ma niczego zdrożnego. Dopóki nie pojechałam na swój pierwszy wakacyjny obóz. Tam się okazało, że jestem dziwna. Za bardzo zamknięta w sobie. Mnie z kolei ten przymus wspólnego biegania, pokrzykiwania i ekscytowania się na komendę wydał się dziwny. Ale dostosowałam się. I potem, kiedy wybrałam prawo na Harvardzie, również. Myślałam, że tak trzeba, że może sobie w ten sposób coś udowodnię. Nie uważam tego czasu za stracony, ale patrząc z perspektywy na tych kilka lat, które spędziłam, pracując jako prawniczka na Wall Street, mam poczucie, jakbym przebywała wówczas w obcym kraju.

Introwersja to coś, z czym się rodzimy, czy coś, czego nabywamy z wychowaniem?-
 – Jak to bywa ze wszystkimi cechami, to mieszanina predyspozycji genetycznych, wychowania, kultury. Ale w przypadku introwersji komponent genetyczny jest bardzo silny.  Jeden z wybitnych amerykańskich psychologów Jerome Kagan uważał, że jedną z biologicznych podstaw introwersji jest wysoka reaktywność na bodźce. Dzieci wysoko reaktywne (wiele z nich wyrasta potem właśnie na introwertycznych dorosłych) wykazuje „wyostrzoną uwagę” na ludzi i rzeczy. Bardziej dogłębnie i skrupulatnie przetwarzają informacje. Zwracają większą uwagę na szczegóły. Silniej emocjonalnie, ale też fizycznie reagują na bodźce, które do nich docierają, również na dźwięki, zapachy, smaki. W jednym z takich eksperymentów, kiedy podano wysoko reaktywnym niemowlakom słodką wodę do picia, śliniły się znacznie bardziej. A kiedy w wieku dwóch lat te same dzieci znalazły się w pokoju pełnym obcych ludzi, ich system nerwowy znów zareagował mocniej i sprawiał, że zachowywały się w sposób introwertyczny, chroniąc się w ten sposób przed nadmiarem bodźców.

Ja mam poczucie, że introwertycy są często niezrozumiani. Ludzie nie wiedzą, skąd na przykład ta ich duża potrzeba samotności.
– Właśnie! Istnieje tyle krzywdzących mitów. Przede wszystkim pokutuje przeświadczenie, że introwertycy to typy aspołeczne. Nie lubią ludzi i już. Do tego są chłodni, ponurzy i nie potrafią okazywać uczuć w przeciwieństwie do ekstrawertyków, którzy mają serce na dłoni.

Jaka jest prawda?
– Ponieważ introwertycy są bardziej wrażliwi na bodźce, bycie w grupie szybko ich wyczerpuje. Ekstrawertycy mogą się wydawać znacznie bardziej towarzyscy, ale oni z kolei potrzebują stymulacji z zewnątrz, żeby żyć, i ta ich towarzyskość może oznaczać jedynie to, że inni ludzie pozwalają im podtrzymać energię. Ponieważ introwertycy, będąc wśród ludzi, czują mocnej i mają tendencję do wchodzenia od razu głęboko w relacje, chętniej skupiają się na kilku najbliższych osobach: przyjaciołach, rodzinie. To im wystarcza.   Znacznie lepiej się czują, prowadząc poważne rozmowy np. o sensie życia niż przypadkowe rozmowy o pogodzie z ludźmi, których ledwo znają. Stąd może częste wrażenie, że introwertycy to mruki.
Drugi mit dotyczy tego, że introwertycy to kiepscy liderzy. Prawda jest taka, i wiele badań to już dziś potwierdza, m.in. te przeprowadzone przez Adama Granta, profesora psychologii i zarządzania z Uniwersytetu Pensylwanii, że jest inaczej. Często introwertyczni liderzy osiągają lepsze wyniki niż ekstrawertycy.

Dlaczego?
– Z kilku powodów.Po pierwsze, są lepszymi słuchaczami. Po drugie, są ostrożniejsi, nie ryzykują niepotrzebnie. Po trzecie, mają mniejszą skłonność do tego, żeby dominować i stawiać na swoim. Potrafią wspierać podwładnych, dodawać im sił w rozwijaniu ich pomysłów, ale też umieją korzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Po czwarte, swoją energią intelektualną zarządzają podobnie jak energią do interakcji społecznych, tzn. angażują się w mniejszą liczbę zadań, za to robią to naprawdę dogłębnie. Są skrupulatni. Dzięki temu częściej stają się wybitnymi ekspertami w jakiejś dziedzinie, zamiast – jak to robią ekstrawertycy – łapać dziesięć srok za ogon. Dzięki temu można na nich polegać, wzbudzają zaufanie – i wśród pracowników, i wśród współpracowników. Zresztą często stają się liderami nie dlatego, że do tego dążą, czy dlatego, że napędza ich żądza władzy, ale jakby przez przypadek. Samo bycie na świeczniku zupełnie ich nie kręci.

Nie chcą, ale muszą?
– Stają się liderami po prostu dlatego, że są najlepsi. Ekstrawertyczni liderzy nierzadko obdarzeni są ogromną charyzmą. To jest ich siła. Ale jednocześnie często też przekleństwo, bo problem w tym, że człowiek obdarzony charyzmą idzie przez życie, polegając głównie na tym, jakie robi wrażenie na innych. Łatwo wtedy ulec złudzeniu, że nie trzeba się już za bardzo uczyć, nie trzeba się rozwijać, bo w sytuacji podbramkowej zawsze spadnie się na cztery łapy. „Mój urok mi pomoże” – myślą.   Introwertycy w taką pułapkę myślenia raczej nie wpadną. Oni nie chcą robić wrażenia dla samego wrażenia, chcą naprawdę wiedzieć. Myślę teraz choćby o ojcu, który był lekarzem. Pamiętam, że kiedy wracał do domu po całym dniu w gabinecie, niemal od razu siadał do książek i periodyków medycznych. Ciągle miał poczucie niedosytu i uważał, że ze względu na swoich pacjentów powinien się stale dokształcać. Kiedy z kolei wyjeżdżał na doroczny zjazd lekarski, nie szedł z kolegami na golfa, tylko słuchał wykładów, przeprowadzał rozmowy z innymi lekarzami, nagrywał je, a potem odsłuchiwał w domu, żeby wyłapać wszystkie szczegóły. Nie wiem, jak pani, ale ja bym wolała się leczyć u kogoś takiego niż u kogoś, kto na każdej konferencji poświęconej nowym zdobyczom medycyny interesuje się głównie tym, ile razy piłka wpadła do dołka.

Introwertyczni liderzy to kto na przykład?
– Gandhi. Cichy, refleksyjny przywódca, który pociągnął tłumy dzięki głębokiemu zaangażowaniu w sprawę. Ludzie, którzy się do niego przyłączyli, czuli, że jest autentyczny, że robi to nie z jakichś narcystycznych pobudek, tylko dlatego, że naprawdę w to wierzy. To cechy wielu introwertycznych liderów. Zaangażowanie, autentyzm, poczucie misji, a nie pogoń za władzą, splendorem czy inną gratyfikacją. W świecie biznesu też są tacy ludzie, np. Larry Page z Google’a, Bill Gates, Steve Wozniak, który z Jobsem stworzył Apple’a. Czy choćby prezydent Obama. On też jest introwertykiem, choć raczej nie jest nieśmiały.

Bo nieśmiałość i introwersja to dwie różne rzeczy.
– Tak, choć wiele ludzi je utożsamia. Nieśmiałość to lęk przed społeczną oceną, jest nieprzyjemna dla osoby, która jej doświadcza. Introwersja nie jest nieprzyjemna dla introwertyków, oni po prostu wolą cichsze, spokojniejsze okoliczności, bo w nich lepiej funkcjonują. I wśród introwertyków, i wśród ekstrawertyków znajdą się osoby nieśmiałe. Np. Barbra Streisand jest ekstrawertyczką, ale doświadcza takiej tremy przed występami, że już lata temu zarzuciła dawanie koncertów.  Istnieje jeszcze jedno nieporozumienie. Ludziom często się wydaje, że introwertycy to wiecznie zdołowane smutasy. Bo zwykle emanują spokojną aurą, która z kulturowych powodów kojarzy się niektórym z przygnębieniem. Często też uszczęśliwia ich robienie rzeczy, które innym wydają się kompletną nudą albo stratą czasu.

Na przykład?
– Jakiś czas temu zostałam zaproszona z rodziną do domku letniego mojego znajomego, osoby szalenie aktywnej i towarzyskiej. Priorytetem dla gospodarza było to, żeby jego rodzina i znajomi zawsze świetnie się bawili, tyle że jego definicja dobrej zabawy jest zupełnie inna od mojej. On musi być w ciągłym ruchu: pływać, żeglować, najpierw jedną łódką, potem drugą, trzecią, a na końcu wspólnie biesiadować. W głowie mu się nie mieściło, że dla mnie synonimem dobrej zabawy jest spędzenie kilku godzin z książką w ręku i że jedno wspólne pływanie łódką w zupełności mi wystarczy. Myślał, że moja ucieczka od tłumu to oznaka kiepskiego stanu psychicznego albo tego, że źle się bawię.  Kolejne nieporozumienie polega na tym, że niektórzy błędnie postrzegają introwertyków jako osoby, które są mało twórcze i niewiele mają do zaproponowania, a oni często nie ujawniają tego, co myślą, bo nikt im nie daje dojść do głosu, np. na zebraniu w firmie.  Albo kompletnie się nie odnajdują w entuzjastycznej atmosferze wspólnego działania i hurraoptymizmu. Introwertyk w takiej sytuacji automatycznie gaśnie i usuwa się na drugi albo nawet trzeci plan. Ten zarzut braku kreatywności jest zresztą śmieszny, bo badania pokazują, że najbardziej kreatywni ludzie to zwykle introwertycy, którzy na najlepsze pomysły wpadają w samotności. Co z tego, skoro w wielu firmach dominuje pogląd, że tylko z burzy mózgów rodzą się genialne idee i rozwiązania.

Pani postuluje, żeby skończyć z terrorem pracy zespołowej.
– Ona jest ważna i potrzebna, ale to niejedyny sposób na czerpanie z ludzkiego potencjału. Ludzie są różni. Zbyt często o tym zapominamy. Introwertyk zmuszony do pracy zespołowej po prostu zamknie się w sobie i wyłączy. W ten sposób tracimy mnóstwo talentów. Jakiś czas temu udzielałam konsultacji jednej z dużych amerykańskich firm. Szefowa tamtejszego HR obwieściła mi z dumą, że ich firma jest bardzo kreatywna, dlatego zatrudniają ludzi, którzy są „otwarci, radośni i prą do przodu”. Była bardzo zdziwiona, kiedy powołując się na różne badania, udowodniłam jej, ile jej firma traci, stawiając na jeden typ osobowości. A przecież introwertycy i ekstrawertycy tyle mogą się od siebie nawzajem nauczyć, zresztą te dwa typy osobowości bardzo do siebie ciągną.  Połowa związków to pary ekstrawertyk – introwertyk.  Mój mąż też jest ekstrawertykiem, i to jedna z rzeczy, którą w nim kocham. Chociaż na szczęście nie należy do tych ekstrawertyków, którzy co tydzień muszą wyjść na imprezę.

Czego ekstrawertycy mogą się nauczyć od introwertyków?
– Jak być cichszym, jaka jest wartość z pracy w pojedynkę, jak skupić się na jednym zadaniu, jakie są korzyści ze słuchania, jak dać sobie czas na podjęcie decyzji… Tylko żeby mogło do tego dojść, musimy najpierw zmienić kulturę pracy i edukację w taki sposób, który pozwoli również introwertykom w pełni w nich uczestniczyć bez potrzeby rezygnowania ze swojej osobowości. Wielu nauczycieli jest dziś przeświadczonych, że idealny uczeń to ekstrawertyk, a dzieci introwertyczne często traktowane są jak dzieci z problemami. Czy naprawdę tak musi być? Wszystkim nam przydałaby się większa równowaga. W zeszłym roku razem z zespołem pracowników założyliśmy organizację, która stara się zmienić społeczne postrzeganie introwertyków. Nazwaliśmy ją Quiet Revolution. Cicha Rewolucja.

Czym dokładnie się zajmujecie?
– Wokół strony www.quietrev.com zbudowaliśmy społeczność, która zwraca się do nas po artykuły, badania i informacje o introwersji. Poza tym działamy w ramach Instytutu Cichych Liderów (Quiet Leaders Institute), który współpracuje z dużymi firmami, m.in. Procter and Gamble, General Electric, NASA, ucząc ich menedżerów, jak mogą wykorzystać potencjał introwertycznych pracowników. Pomagamy też ekstrawertycznym i introwertycznym pracownikom zrozumieć się lepiej, tak żeby ich praca była płynniejsza i przynosiła lepsze rezultaty. Jednym z głównych problemów, który powoduje napięcia, jest podejście do konfliktu. Ekstrawertycy chcą szybko załatwić problem, często sprawiają przy tym wrażenie agresywnych i dominujących. Introwertycy, którym z kolei zależy na tym, żeby zmniejszyć siłę konfliktu, często się wycofują, zamykają w sobie, sprawiając wrażenie, jakby byli obojętni na to, co się dzieje.  W rzeczywistości i jednym, i drugim zależy, żeby się dogadać, tylko stosują inne strategie. Kiedy zaczynają to widzieć, łatwiej im o porozumienie. Dziś introwertycy są jak kobiety w przededniu powstania ruchu feministycznego, często postrzega się ich jako obywateli drugiej kategorii.

Ale nie zawsze tak było.
 – Ta zmiana nastąpiła, kiedy ludzie masowo zaczęli migrować do miast. Przedtem większość żyła w małych społecznościach, gdzie wszyscy się znali. W tamtym kontekście liczył się charakter, to, czy ktoś był dobrą osobą, czy nie. W dużych miastach ludzie byli anonimowi, trzeba się więc było jakoś wybić. Przestał się liczyć charakter, a zaczęła – osobowość, czyli tak naprawdę pierwsze wrażenie.  A kto robi najlepsze pierwsze wrażenie? Oczywiście osoba wygadana, charyzmatyczna, energiczna.

I tak karierę zaczęła robić osobowość sprzedawcy.
– Jeden z amerykańskich historyków porównał kiedyś poradniki z XIX wieku i te z pierwszej połowy XX wieku. Te pierwsze radziły, jak wzmocnić swój charakter, stać się bardziej moralnym, szlachetnym, stanowczym. Te drugie głównie skupiały się na tym, jak być czarującym, magnetycznym, jak zjednywać sobie ludzi. Zresztą poradnik napisany przez Dale’a Carnegiego „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” od ośmiu dekad króluje na listach bestsellerów. Myślę, że wciąż żyjemy pod presją tego dziedzictwa, chociaż wydaje mi się, że powoli zaczyna ono blednąć.

Naprawdę? Wystarczy choćby spojrzeć na media społecznościowe. Chyba nigdy jeszcze autopromocja nie miała takiego pola do popisu.
– A ja mam poczucie, że coraz częściej pojawia się tęsknota za epoką charakteru, głód zasad, które nie są powierzchowne ani ulotne. Coraz więcej jest ludzi, którzy pragną mniej rozgadanego życia, bardziej na uboczu niż na widoku. A przede wszystkim więcej miejsca na refleksję. Naprawdę wszyscy byśmy na tym skorzystali, gdybyśmy bardziej ich cenili. *Susan Cain – prawniczka, autorka książki „Ciszej, proszę… Siła introwersji w świecie, który nie może przestać gadać”. Jej wystąpienie na TED poświęcone introwertykom obejrzało już prawie 14 mln ludzi

Jesteś introwertykiem?
Świetnie, bo:
1. Jesteś lepszym słuchaczem.
2. Nie ryzykujesz niepotrzebnie.
3. Umiesz wspierać podwładnych i korzystać z ich doświadczenia.
4. Jesteś skrupulatny.
5. Nie łapiesz dziesięciu srok za ogon.
6. Wzbudzasz zaufanie.
7. Jesteś urodzonym liderem

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.