Uniwersytet – sex shop – kobieta ???

Tytułowe trzy hasła wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Ktoś by nawet powiedział, że są skrajnie od siebie odległe. A jednak! Znalazł się młody przedsiębiorca, który miał pomysł, odwagę i skuteczność, aby je ze sobą połączyć. I tak powstał…

… sex-shop dla kobiet, nowa firma, wsparta finansowo i organizacyjnie przez Akademicki Inkubator Przedsiębiorstw, a konkretnie jego gdańską filię.

O inkubatorach przedsiębiorczości pisaliśmy już na tym blogu (wpis z 25.11.2015). Mówiliśmy wtedy, że to jedna z form wspierania przedsiębiorczości, wymagająca zewnętrznego sponsora. Wspominaliśmy także, że specyfiką Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości (AIP) jest to, że oferują nie tylko wsparcie organizacyjne i doradcze, ale także opcję użyczenia tzw. osobowości prawnej. W praktyce wygląda to tak, że możesz funkcjonować jako poczatkujący przedsiębiorca bez zakładania formalnie własnej firmy. Co więcej, możesz nawet sprzedawać w takiej sytuacji (czyli generować przychody), na które fakturę wystawiasz pod szyldem AIP.

Taką właśnie opcję wybrał Antoni Ruszkowski, absolwent filmoznawstwa na uniwersytecie, założyciel sklepu z artykułami erotycznymi „Kinky Winky”. Choć właściciel zastrzega się, że nie lubi nazywania jego sklepu hasłem „sex shop dla kobiet”, to jednak potocznie większość… tak właśnie by go nazwała.

Tyle oryginalności, reszta to raczej typowe atrybuty poczatkującego biznesmana:

  • Pomysł na formułę przedsięwzięcia, zainspirowany pracą magisterską nt. pornografii w kontekście filmoznawczym
  • Uszczegółowienie pomysłu oraz wymyślenie nazwy pasującej to profilu sklepu – dorobienie opisu fabularnego wykorzystywanego zapewne później do promowania sklepu
  • Sprawdzenie potencjalnej konkurencji. W tej branży, podobnie jak praktycznie w każdej innej, nie ma obszarów niczyich, ale konkurencja wydawała się mniejsza niż gdzie indziej.
  • Użycie oryginalnego pomysłu na kampanię reklamową „Zrób dobrze kotkowi” – 10 zł od każdego zakupionego wibratora wpłacane jest na wsparcie schroniska dla zwierząt
  • Biznes działa od 4 lat, ważny był udział założyciela w festiwalu porno w Berlinie. Założyciel mówi o sobie, że „jeździ na ten festiwal od lat” – zapewne znacznie więc więcej niż od 4 lat. Czyli zainteresowanie branżą porno musiało tkwić w pomysłodawcy przedsięwzięcia już od znacznie dłuższego czasu
  • No i wsparcie AIP. Założyciel miał tylko 5 tys zł na start, mimo wsparcia rodziny, potrzebne było więcej środków finansowych. Kierownictwo AIP nie widziało przeszkód, przecież propozycja „nie budzi wątpliwości pod względem etycznym”, a tylko takie wątpliwości mogłyby być powodem do odmowy wsparcia (jak mówi regulamin AIP).
  • W 2014 roku sklep zdobył tytuł najlepszego sklepu erotycznego w Polsce, sukces przydatny w marketingu przedsięwzięcia
  • Dużym wyzwaniem jest marketing. Lider sklepu jest kreatywny, pomysłowy i uparty. Widocznie jest także skuteczny.
  • Lider sklepu ma aspiracje, aby nie tylko sprzedawać ale także edukować. Wspólpracuje z testerami produktów, także autorami blogów. To realizacja aspiracji i… reklama.

Wywiad z właścicielem sklepu erotycznego Kinky Winky zamieszczono niedawno w Gazecie Wyborczej (dodatek „Wysokie Obcasy”) – przytaczamy go poniżej.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

„Zostałem facetem od wibratorów”

Anna Kozicka                  09.04.2016 01:00

W naszym sklepie nikt nie mówi „wibratorek”. Nie mam mainstreamowej pornografii. Nie posiadam gadżetów ginekologicznych- rozmowa z Antonim Ruszkowskim, założycielem Kinky Winky

Podobno miewasz trudności ze znalezieniem miejsca, by zaprezentować autorski wykład o historii porno.
Hasło „porno” zamyka w Polsce drzwi. Nie ma znaczenia, że jest to wykład popularnonaukowy, że jest efektem pracy magisterskiej o historii filmów pornograficznych, że jest dla osób powyżej 18. roku życia. Zdecydowałeś się napisać pracę magisterską o porno, a potem założyć sklep erotyczny z alternatywną pornografią. Czemu? Pociągają mnie rzeczy niszowe. Gdy miałem 11 lat, zacząłem słuchać death metalu, a nie jest to muzyka dla 11-latków. Studiując historię, trafiłem też na filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Gdy miały wejść licencjaty, postanowiłem napisać pracę o radykalnym twórcy filmowym Jörgu Buttgereicie. To artysta, który w swoich filmach, zakazywanych w wielu krajach, poruszał ekstremalne tematy związane z seksualnością. Nakręcił film „Necromantic” – o miłości kobiety do ciała zmarłego mężczyzny. Zamierzałem się pochylić nad jego twórczością. W międzyczasie natrafiłem na recenzję „Hard Core” Lindy Williams z 1989 r. autorstwa mego przyszłego promotora prof. Krzysztofa Loski. Ta książka stanowi podwaliny współczesnych porn studies. I wtedy mnie olśniło: „To ktoś pisze o pornografii w kontekście filmoznawczym?”. Zacząłem grzebać. W Polsce nikt tego nie ruszał – poza kiepskimi popularnonaukowymi pracami. Zacząłem szukać, ściągać książki. Ostatecznie obroniłem pracę magisterską. Miała wielkość doktoratu, ponad 220 stron. Po studiach siedziałem w tym temacie. Pomyślałem, że warto przybliżyć ludziom pornografię alternatywną. Skoro filmy, to może i książki, i gadżety. W głowie zakiełkowała myśl: a może sklep?

Co się kryje za słowami „Kinky Winky”?
Na nazwę sklepu wpadłem pod prysznicem.
Zainspirował mnie Tinky Winky, jeden z bohaterów bajki „Teletubisie”. Teoretycznie jest chłopcem, ale biega z damską torebką, co przysporzyło mu problemów w Polsce i za granicą. Do końca nie wiadomo, kim jest. Wpisuje się w koncepcję queeru: płynności, braku podziałów.
„Kinky” – z ang. sprośny, niegrzeczny, nietypowy, „winky” – w angielskim slangu to określenie penisa, „wink” – mrugnięcie okiem. Z połączenia wszystkich elementów otrzymujemy coś, co jest niegrzeczne i zabawne. Zanim założyłem sklep, sprawdziłem krajową konkurencję. Asortyment i sposób reklamowania skierowany był do mężczyzn: przysłowiowa goła baba, czasem heteroseksualna para, która się całuje. W reakcji na wulgarność tej oferty zaczęły powstawać sklepy „tylko dla kobiet”: język na stronie uwzględniał wyłącznie je, w zasadzie nie oferowały akcesoriów dla mężczyzn.
A ja chciałem wyjść naprzeciw wszystkim osobom, tożsamościom, potrzebom seksualnym. Dlatego prowadzę sex shop inkluzywny.

Czym jeszcze Kinky Winky różni się od innych sklepów erotycznych w Polsce? Jest na luzie i jednocześnie przekazuje merytoryczną wiedzę. Gdy oddaję gadżet erotyczny do zrecenzowania, to robi to kobieta mająca w tym wieloletnie doświadczenie.
Sklepy erotyczne bardzo często z jednej strony są wulgarne, a z drugiej – infantylne: używają języka zdrobnień, np. wibratorek, by zaspokoić cipeczkę.
Opowiadają o ciele, seksualności w sposób, z którym jest mi nie po drodze. Można przecież sprzedawać wibratory tak, by nie obrażać cudzej inteligencji i smaku. Popularne w sklepach online jest również tworzenie kategorii wibratory „dla niej” czy „dla niego”. Ale czy sprzedawca naprawdę wie lepiej, czego potrzebują kupujący?

Jest coś, czego u ciebie nie znajdę?
Nie mam mainstreamowej pornografii. Nie posiadam gadżetów ginekologicznych (wzierników, wlewów analnych). Dobieram produkty w kontekście już istniejących, ich funkcjonalności, estetyki.

Przeglądając stronę sklepu, zauważyłam, że wprowadzasz też zaskakujące formy reklamowania erotycznego asortymentu. Mam na myśli akcję „Zrób dobrze kotkowi”. Chciałem połączyć przyjemne z pożytecznym. Wymyśliłem akcję dobroczynną polegającą na tym, że od każdego zakupionego wibratora 10 zł wędrowało do schroniska dla zwierząt z przeznaczeniem na zakup karmy weterynaryjnej dla chorych kotów. Dzięki temu, robiąc dobrze sobie, można było zrobić dobrze innym.

Jak zaczynałeś?
Startowałem cztery lata temu. Miałem wtedy 5 tys. zł na towar. Finansowo wsparła mnie mama, która powoli oswaja się z faktem, że prowadzę sklep erotyczny. Kolejnymi wywiadami, nagrodami próbuję jej pokazać, że to w porządku: po prostu zajmuję się seksem i sprzedażą gadżetów.
Mój brat jest profesorem astrofizyki na uniwersytecie w USA, bada czarne dziury. Miałem zadatki, by iść na uczelnię, a zostałem facetem od wibratorów. Gdy powstało logo sklepu, pojechałem na festiwal porno w Berlinie, który odwiedzam od lat. Pokazałem firmową maskotkę reżyserom i reżyserkom. Dla osób z Polski nazwa sklepu może być niezrozumiała. Gdy mieszkasz na Zachodzie, w mig łapiesz, o co chodzi. Byli zachwyceni. Poczułem, że idę w dobrym kierunku.

Pomaga ci Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości. Wiedzą, co jest grane?
Mają zapis w regulaminie, który mówi, że działalność nie może być wątpliwa pod względem etycznym. Aplikując, myślałem, że mnie odrzucą, ale tak się nie stało. Inkubatory to sieć ogólnopolska, mój działa przy Uniwersytecie Gdańskim.  Gdy kupujesz wibrator w Kinky Winky, na paragonie sprzedawcą są Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości. Dla niektórych klientów to zaskakujące.

Jak wygląda wasza współpraca?
Ówczesny dyrektor Inkubatora pozytywnie mnie zaskoczył. Powiedział, że wszystko jest dla ludzi. Bardzo mi pomagają: dają osobowość prawną, rozliczają, wspierają organizacyjnie. Ja w zamian daję im dobry PR: mają start-up, który jest w czymś najlepszy. Zaczynałem z niczym, po dwóch latach uzyskałem tytuł najlepszego sklepu erotycznego w Polsce – w 2014 r., w ramach konkursu EROtrendy. Mają to w portfolio.

W konkursie decydowały głosy klientów i klientek.
To z myślą o nich konstruuję ofertę sklepu, piszę poradniki i organizuję nieszablonowe akcje promocyjne. Jestem uparty w tym, co robię. Nawiązuję relacje z blogerkami, mediami, udzielam wywiadów, idę w koszulce z logo sklepu na koncert i rozdaję ulotki w autobusie. Po kilku latach czuję się osadzony w sekspozytywnym środowisku, np. moja koleżanka jest seksblogerką, wzajemnie się wspieramy. Biznes online jest oparty na ludziach.

Jesteś dumny z Kinky Winky?
Jestem. Nie kryję się z tym, co robię. Na stronie można zobaczyć, jak wyglądam. Chodzę w firmowej koszulce. Zakupy wkładam do firmowej torby.
Ostatnio byłem na koncercie Morbid Angel, deathmetalowej gwiazdy. Było kilkuset facetów w czarnych ubraniach, a ja stałem w różowym T-shircie. Nikt mi w mordę nie dał.

Masz doświadczenie prowadzenia sklepu erotycznego, zajmujesz się edukacją pornograficzną – coś się teraz zmieniło w odbiorze porno?
Odczuwam zmianę pokoleniową, coraz więcej ludzi sięga po gadżety. Osoby w średnim wieku również. Jest jednak granica na Odrze. W Berlinie, w Moviemento – najstarszym kinie w Niemczech – odbywa się Porn Film Festival Berlin, największy festiwal erotyki i pornografii alternatywnej na świecie. Ma swoje filie w innych europejskich miastach.
Twórcy potrafią przyjechać na własny koszt z Australii, Stanów, by spotkać się z widzami. Przez kilka dni lecą filmy porno, dokumentalne, odbywają się spotkania z twórcami, twórczyniami, panele dyskusyjne. Impreza jest stymulująca intelektualnie i artystycznie. W Polsce jest natomiast tak: na Uniwersytecie Warszawskim zorganizowano konferencję poświęconą pornografii, której przewodziła prof. Płatek, prawniczka, i dr Depko, seksuolog.
Przed wykładami rada naukowa zaznaczyła, że będzie mowa o porno, ale w naukowy sposób. Na ulicy przed instytutem miała się natomiast odbyć krucjata różańcowa. W Polsce i nie tylko przyjemność nie jest dostatecznym uzasadnieniem, by o seksie rozmawiać. A przecież można pragnąć obejrzeć porno, by doświadczyć tego, jak ludzie uprawiają seks na ekranie. Można chcieć kupić gadżet, by pomógł odnaleźć, rozwinąć, zaspokoić potrzebę.
Ludziom czasem się wydaje, że gdy para ma problemy, to trzeba kupić wibrator. Lepiej wydać pieniądze na terapię.

Chcesz, by ludzie cieszyli się seksem?
Chcę edukować. Dlatego staram się tworzyć poradniki pomagające w doborze gadżetów erotycznych. Wiele produktów jest wcześniej sprawdzanych przez testerkę – mam tym samym pewność, że posiadam bezpieczny i sprawdzony asortyment.
Czasem dzwonią do mnie kobiety, które kupiły kulki gejszy za 20 zł, i dziwią się, że je boli. Często są to produkty zrobione z tanich, rakotwórczych materiałów.
Potrafimy wydać 400 zł na czajnik do gotowania wody, a oszczędzamy na rzeczach związanych z seksem.

Skąd takie myślenie?
Z powszechnego braku dbałości o jakość własnego życia erotycznego. W Berlinie oglądałem film o seksie seniorów.
Zapytano starszą panią, czy się masturbuje. Odpowiedziała: „Tak, trzy razy w tygodniu. I mam tak samo intensywne orgazmy. Idę właśnie kupić wibrator”. Albo historia 70-letniego faceta, który wrócił do swej pierwszej miłości. Myślał, że w tym wieku będzie gryzł ziemię, a seks okazał się taki sam, nawet lepszy. To jest optymistyczny przekaz.

W Polsce o edukacji seksualnej mówi się, że seksualizuje dzieci, rozbudza nadmiernie potrzeby erotyczne.
To moja ulubiona fraza – „seksualizacja dzieci”. Gdy brakuje edukacji seksualnej, młodzież jest odcięta od rzetelnej wiedzy. Sięga po porno, by się czegoś dowiedzieć.
Ono nie jest jednak dokumentalnym zapisem ludzkiej seksualności. Jest filmem fantasy. Odbioru „zwykłych” dzieł kultury jesteśmy uczeni całe życie. Oglądając „Szklaną pułapkę”, widzimy, że policjant zabija kilkunastu przestępców serią z karabinu. Wiemy jednak, że tak policjanci nie pracują. Wiemy to, siadamy w fotelu kinowym i odrywamy się od rzeczywistości. W powszechnym dyskursie o pornografii gatunek ten często funkcjonuje jako coś hiperrealistycznego.

Jest jednak porno, które w moim odczuciu stara się być bliższe rzeczywistemu obrazowaniu ludzkiej seksualności. Mam na myśli pornografię dla kobiet, określaną też jako feministyczna, a przez ciebie nazywaną alternatywną.
Najbardziej popularny jest termin „porno dla kobiet”, potem „feministyczne”, „alternatywne” stosowane jest najrzadziej.
Używając określeń „porno dla kobiet” czy „porno feministyczne”, ryzykuje się wpadnięcie w pułapki interpretacyjne. Porno dla kobiet, w samej swej esencji, wskazuje, że docelową grupą odbiorczą są kobiety. Jednak często oglądają je również mężczyźni. Dlatego termin wydaje mi się nieadekwatny. To określenie bardziej marketingowe, bo ludzie za jego pomocą wyszukują filmy erotyczne np. autorstwa Eriki Lust, która jest gwiazdą kobiecej pornografii.
Cechą najbardziej charakteryzującą feministyczną odmianę pornografii jest krytyka norm i klisz mainstreamowego porno. „Alternatywna” i „feministyczna” mogą funkcjonować naprzemiennie, aczkolwiek „alternatywna” odwołuje się do zawartości filmu, a nie do płci twórcy bądź tego, kto jest odbiorcą czy odbiorczynią.

Na czym polega różnica między pornografią mainstreamową dostępną w kioskach i na internetowych kanałach a alternatywną, feministyczną?
Istotą pornografii alternatywnej jest sprzeciw wobec kanonu porno. W mainstreamowej za kamerą stoją mężczyźni, w alternatywnej królują kobiety, mamy do czynienia z różnorodną reprezentacją kobiet i mężczyzn, zarówno pod względem wieku, koloru skóry, jak i rozmiarów części ciała. Widzimy też bardziej złożone oblicza ludzkiej seksualności, nie ucieka się tu od osób homoseksualnych, biseksualnych. Ważną cechą jest wiarygodny kontekst aktu seksualnego, prawdopodobny do zaistnienia w realnym życiu. Raczej nie spotkamy historii w stylu: hydraulik przychodzi do samotnej pani domu, by naprawić odpływ w zlewie. Mainstreamowa pornografia nauczyła widzów powtarzających się schematów: gra wstępna, stosunek i finalnie wytrysk. Alternatywną cechuje nieprzewidywalność aktu seksualnego, jest bliższa życiu, np. para robi sobie przerwę, używa lubrykantu.

Kto wymyślił – a może raczej: wymyśliła – pornografię kobiecą?
Kamieniem milowym jest twórczość Candidy Royalle, niegdyś aktorki w klasycznym porno. Zmęczona obowiązującymi schematami odeszła z branży i założyła własną firmę Femme Productions. Zaczęła robić inne kino. Z dzisiejszej perspektywy jest ono harlekinowe, kiczowate. Trzeba wziąć jednak poprawkę na to, że były to lata 90. Chciała po prostu zrobić inne porno. Zainspirowała pozostałe kobiety, by zrobiły coś swojego, odrębnego. Candidę poznałem w Berlinie. Była uroczą osobą. Niestety, w ubiegłym roku zmarła na raka.

Jedną z obecnych reprezentantek pornografii kobiecej jest Erika Lust. W ubiegłym roku przez portal crowdfundingowy PolakPotrafi pozyskałeś finanse na publikację polskojęzycznego e-booka na podstawie jej książki „Let’s Make a Porno”. Autorka uczy w niej, jak filmować seks. Skąd ten pomysł?
Ludzie chcą oglądać i tworzyć pornografię. I dlatego daję im narzędzie do ręki, by robili to lepiej.

Jakie są zasady kręcenia filmu porno wskazane przez autorkę?
Należy zadbać m.in. o kwestie artystyczne, prawne, finansowe i techniczne. Z performerami/performerkami podpisuje się kontrakty. Niezwykle istotne jest przygotowanie się do zdjęć: wybór miejsc, napisanie pomysłowego i pozbawionego ogranych klisz scenariusza, zadbanie o muzykę i postprodukcję (etap przygotowania filmu do emisji). Wszystkie te aspekty są szczegółowo opisane w podręczniku Eriki Lust. Oczywiście ważne, by czuć się dobrze z tym, że reżyseruje się film porno.

Czy są zasady merytoryczne dotyczące treści filmów pornograficznych?
W pornografii nie ma dzieci, krwi menstruacyjnej, ciąży. Poza fetyszystycznymi filmami, w których występują wyłącznie ciężarne kobiety. Seks w porno nie wiąże się z prokreacją. Nie ma przemocy, choć oczywiście wiele zależy od tego, jak ktoś ją definiuje. Nie mówię tu o klapsach czy ciągnięciu za włosy. Porno jest postrzegane jako brutalne, ale takiego trzeba poszukać.

Spełniasz się jako szef sklepu erotycznego i edukator pornograficzny?
W wyniku konkursu na najlepszy sklep erotyczny przyszło do mnie dużo e-maili. Była wśród nich historia o tym, jak można pomóc ludziom, sprzedając gadżety erotyczne. Dziewczyna napisała, że jest w relacji ze swoim chłopakiem od pięciu lat. Uwielbiają się, a seks jest wspaniały. On jest chory na wirusowe zapalenie wątroby typu C. Zabezpieczają się, by zminimalizować ryzyko zakażenia, ale nigdy nie odważyła się na seks oralny. Dowiedziała się ze strony sklepu, że jest coś takiego jak maska oralna. Dzięki niej po raz pierwszy zasmakowała tego rodzaju seksu. Nie każda sprzedaż to przenoszenie czyjegoś życia na inny poziom, ale to miłe, gdy dostaje się taką wiadomość. kinkywinky.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.