W globalnej wiosce – czy warto jechać do pracy zagranicę?

Polacy emigrowali od zawsze. Gdziekolwiek ruszysz się w świat, do wielkiego miasta czy zapomnianej małej wioski, masz spore szanse natknąć się na kogoś, dla którego Polska nie jest obojętnym słowem. Może ten ktoś wyjechał z Polski 3 lub 30 lat temu, a może to byli jego rodzice czy dziadkowie, którzy w jego imieniu podjęli tę decyzję. Na dobre i na złe. Wyjechać. Polacy nie są w tej kwestii jedyni. Wiele krajów cierpiało kiedyś biedę, a ich mieszkańcy szukali nowych szans gdzieś dalej: Włosi, Grecy, Jugosłowianie, także Irlandczycy czy Skandynawowie. Mieszkańcy Ameryki Łacińskiej, ale także Chińczycy czy Japończycy (w Brazylii jest ich wiele milionów!). Dziś globalizacja sprawiła, że wszystko stało się łatwiejsze, a dzięki wejściu Polski do Unii Europejskiej wiele barier formalnych zniknęło. Czy warto rozważać szukanie pracy w innych krajach?

Kiedyś, w trudniejszych okresach polskiej historii, można było rozważać ewentualnie „ucieczkę z Polski” albo po prostu „pozostanie na Zachodzie”. O takich sytuacjach krążyły anegdoty typu: „Wiesz co to jest: skrzypek i dyrygent idący razem? Wielka orkiestra symfoniczna po powrocie z tournée w Europie Zachodniej…” – brzmiała odpowiedź.

Te czasy – miejmy nadzieję – minęły już bezpowrotnie. Możemy jeździć tam i z powrotem bez ograniczeń. Mamy prawa – w zasadzie – takie same jak tubylcy. Czy więc warto wyjeżdżać za pracą do innych krajów?

Poniżej trzy artykuły z prasy, pierwsze z brzegu. A w nich 8 przykładowych historii, zarówno Polaków jak i ludzi z innych krajów, szukających szczęścia i pracy w innych krajach. Są wśród nich:

  1. Polak pracujący fizycznie w Norwegii
  2. Polka bez studiów pracująca w Londynie
  3. Studentka anglistyki kontynuująca studia w Niemczech
  4. Grek po studiach na Uniwersytecie Ekonomicznym, pracujący w Niemczech
  5. Dziewczyna z Indonezji, po studiach ekonomicznych, pracująca w Niemczech
  6. Anglik – filolog, z doświadczeniem pracy w Rosji.
  7. Kolumbijka, po studiach biznesowych w Niemczech, która osiadła potem w tym kraju.
  8. Polka, od 8 lat we Francji, z rosnąca tęsknotą do Polski.

Dlaczego wyjeżdżają?
Przykłady powyższe są tym cenniejsze, że dotyczą ludzi różnych narodowości. Gdy poczyta się ich historie, to pewne elementy się powtarzają:

  • Trudności ze znalezieniem pracy u siebie, hermetyczny rynek, kiepskie warunki na miejscu
  • Pozytywne wyobrażenia o rynku „tam za miedzą”, u sąsiada, albo… na drugim końcu świata, gdy ktoś zmienia kontynenty, migruje „na drugi koniec świata”
  • W rodzimym kraju często dokucza nie tylko sam rynek pracy, także pewna sztywność, nietolerancja, negatywnie postrzegana hermetyczność – a z niej rodzi się chęć „wyrwania się do wielkiego świata”, do „centrum spraw” ale i do „dostatku” i „multum możliwości”

Decyzji o wyjechaniu sprzyja niekiedy szansa na studia zagraniczne, znajomi pracujący już na miejscu, pasja do podróży i odkrywania nowych miejsc. A czasem, po prostu, przysłowiowa „strzała Amora”, która nie wybiera i łączy w pary ludzi z odległych końców świata.

Co znajdują TAM?
Nie masz wpływu na to, gdzie się urodziłeś, ale kraj do którego jedziesz możesz wybrać. Jest on więc zwykle bogatszy, z większym wachlarzem możliwości, bardziej otwarty. W tym sensie więc znajdujesz zwykle to, czego szukałeś.

Z drugiej strony musisz się liczyć także i z takimi odczuciami:

  • Rynek pracy zwykle nie jest tak łatwy jak ci się wydawało. Najbardziej atrakcyjne miejsca są zwykle w ogóle niedostępne. A i na inne, średnie, niełatwo się dostać.
  • Często pracujesz poniżej swojej wartości (poziomu) w kraju, z którego pochodzisz. Przynajmniej na początku. Niektórzy potem nadrabiają straty, ale większość pewnie nie. Z drugiej strony, w bogatszym kraju nawet niższe stanowiska są przyzwoicie płatne.
  • Jeśli nie jesteś wymagający co do miejsca zamieszkania, mogą cię kusić dodatkowe czynniki: osiedlając się w Szkocji czy na dalekiej północy Norwegii, być może państwo dopłaci ci do raty na domek.
  • Jeśli masz aspiracje inne niż podstawowe, to będziesz musiał nauczyć się świetni elokalnego języka. A i tak, nigdy nie dorównasz lokalnym i będziesz „odczytywany” jako „obcy”. Nic na to nie poradzisz. Szanse na wtopienie się w tłum będą miały twoje dzieci – ale nie ty.
  • Jeśli miałbyś aspiracje do wyższych stanowisk, to (być może poza USA) twojego pochodzenia nigdy ci nie zapomną. Całe życie będziesz odczuwał „szklany sufit” – gdy będzie dwóch kandydatów podobnych, wybiorą „swojego”.
  • Od chwili wyjazdu masz duże szanse, aby nigdy już nie czuć się „w pełni w domu”. Tam, na wyjeździe, będzie zawsze czuł, że jesteś „przyjezdnym”, a w Polsce już nie będzie ci dobrze, nawet w odwiedzinach, za dużo rzeczy będzie cię razić – od nich już odwykłeś.
  • Zależnie od swojej psychiki, będziesz tęsknić mniej albo więcej. Dla niektórych, magnes pracy zawodowej i finansowego dostatku jest atutem wystarczającym, inni nie przestaną tęsknic do końca życia, a na emeryturę wrócą do Polski, choć nie będą już tu mieli przyjaciół.
  • Ci, co wyjeżdżają z planem powrotu, mają punkt przełomowy po 3-5 latach albo w momencie, gdy… dzieci idą do szkoły. Ten moment bywa, że jest decydujący. To twoje dzieci wrastają w kulturę lokalną, lokalny język, lokalne zwyczaje. Od tej chwili decyzja o zmianie kraju może być dla nich dramatyczna, a z czasem wręcz niewykonalna. Niezależnie od tego, co myślą rodzice.
  • Ewentualny plan zaoszczędzenia pieniędzy na kilkuletnim wyjeżdzie jest trudny do realizacji. Aby zaoszczędzić znaczące kwoty musisz barzo dużo pracować i bardzo oszczędzać, a to się kłóci z „normalnym życiem”. Stojąc przed takim wyborem mało kto ma determinację aby co miesiąc odkładać tyle, by po 2-3 latach starczyło na urządzenie się w Polsce i/lub założenie własnego biznesu.

Oczywiście, nie sposób w krótkim tekście syntetycznie ująć wszystkie przypadki, jakie w praktyce występują. Ktoś ma świetny zawód i jest poszukiwanym pracownikiem, ktoś ma potencjalnie niezły zawód, ktoś ma zawód nic nie warty zagranicą. Ktoś znajduje „swoją miłość” zagranicą, ktoś wyjeżdża z partnerem/partnerką szukać lepszego losu, jeszcze kto inny wyjeżdża aby zerwać z tym i tymi co w Polsce. Bywa więc różnie.

Na zakończenie:

  • Choć Polska jest w górnej 20-ce najbogatszych krajów świata, jest oczywiste że jest wokół nas sporo krajów zamożniejszych od nas i oferujących więcej możliwości.
  • Jest spora szansa, że jeśli jesteś rzutki i pracowity to możesz żyć dostatniej i może z większą ilością wyboru w innym kraju. Choć znaczna część oczekiwań zawodowych i finansowych może ci się jednak nie sprawdzić albo „nie do końca sprawdzić”. Z daleka nie widać wielu lokalnych minusów.
  • Musisz się liczyć z tym, że w Europie praktycznie wszędzie będziesz „obcym do końca życia”. A to oznacza w pewnym sensie „obcy więc gorszy”. I twoje pozytywne nastawienie nic nie zmieni. Pewne kręgi i pewne sprawy będą w praktyce niedostępne dla ciebie. Podobnie jak pewne niuanse kulturowe i językowe. Jednym to będzie przeszkadzać, a inni zbyją to wzruszeniem ramion – kwestia twojego wyboru.
  • Nie mając dzieciństwa i młodości spędzonej w tym kraju, nie masz korzeni: rodziny, znajomych ze szkoły, lokalnych wspomnień. Czy i ile jest to ważne dla ciebie – to bardzo indywidualne, zależy ile ci potrzeba do komfortu psychicznego.
  • Jeśli wyjeżdżasz z planem powrotu, to pamiętaj, że udaje się to tylko nielicznym. Z czasem przywykasz do atutów nowego kraju, chcąc nie chcąc godząc się z jego minusami. A dodatkową „kotwicą” jest praca małżonka lub dzieci w lokalnej szkole.

 

xxxxxxxxxxxxx

Czy warto wyjechać do Norwegii?

Bartosz Sendrowicz

26.01.2015 , aktualizacja: 23.01.2015 18:27

 

PRZYKŁAD 1 – Praca fizyczna w Norwegii

Praca w Norwegii jest bardzo dobrze płatna, ale wcale nie jest łatwa. Polacy, którzy tam wyjeżdżają, muszą przyzwyczaić się do surowego klimatu i przełamać barierę językową

Mimo obiegowych opinii – praca dla Polaków w Norwegii wcale nie leży na ulicy. Wie o tym pan Paweł. Ma 38 lat, a od trzech lat pracuje w Norwegii. Jest – jak o sobie mówi – wykwalifikowanym pracownikiem fizycznym. Pracuje w gospodarstwie rolnym, do którego przyjeżdżał zarabiać jeszcze jako młody chłopak.  Po raz pierwszy przyjechałem do pracy na wakacje, gdy miałem 24 lata. Za pierwszą pensję pojechaliśmy zobaczyć fiordy i od razu zakochałem się w tym kraju. Z kolegą zbieraliśmy warzywa, malowaliśmy domy, pomagaliśmy na budowach. Po trzech miesiącach wracaliśmy do kraju bogatsi o ponad 20 tys. zł – wspomina.

Gdy miał 30 lat, założył w Polsce rodzinę i małą firmę budowlaną po kilku latach uznał jednak, że biznes nie idzie tak, jak powinien i wraz z żoną podjął decyzję o powtórnym wyjeździe do Norwegii. Zwłaszcza że ciągle był w kontakcie z tym samym pracodawcą, u którego pracował wcześniej kilka razy jako dwudziestoparolatek.

Duże zarobki, drogie życie Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło – gospodarstwo jego pracodawcy znacznie się rozwinęło i potrzebował on kogoś, kto będzie go doglądał. Do pana Pawła miał już zaufanie i z chęcią zatrudnił go znowu. – Tym razem legalnie – żartuje nasz rozmówca. I przyznaje, że gdyby nie znajomości, nie mógłby liczyć na tę pracę. Do jego obowiązków należy m.in. doglądanie mlecznych krów i obsługa sprzętu niezbędnego do dojenia i utrzymywania zwierząt i ich zagród w czystości. Zarobki? W przeliczeniu około 27 tys. koron (czyli niemal tyle, ile wynosi średnia krajowa), czyli mniej więcej 13,5 tys. zł miesięcznie. – Wystarczy nam to na życie na odpowiednim poziomie, ale nie odkładam wiele, może kilka tysięcy koron miesięcznie – przyznaje nasz rozmówca. Jeśli idzie o koszty utrzymania, Norwegia jest tylko nieco tańsza od Szwajcarii (po ostatniej zwyżce kursu franka o około 20 proc. Szwajcaria stała się ekstremalnie droga). Nasz rozmówca wymienia: – Kilogram piersi z kurczaka kosztuje około 100 koron, 12 jajek – około 30 koron, kilogram jabłek – ponad 20 koron, ziemniaków – około 15, tyle samo litr mleka. Pół litra piwa to w sklepie wydatek około 30 koron. A wynajem kawalerki poza centrum kosztuje około 7 tys. koron. Pan Paweł zamierza założyć firmę budowlano-remontową w Norwegii. To może być strzał w dziesiątkę, bo budowlańców Norwegia potrzebuje. A do tego Norwegowie są przywiązani do swoich domostw i regularnie je odnawiają, a to – cieszy się pan Paweł – oznacza sporo zleceń.

OPINIA – RYNEK PRACY W NORWEGII
Jest fach, są pieniądze – W Norwegii jest duże zapotrzebowanie na cieśli konstrukcyjnych i szalunkowych, murarzy, malarzy, stolarzy, zbrojarzy czy monterów rusztowań, spawacz i hydraulików – wymienia Iwo Paliszewski z agencji Grafton Recruitment. A Artur Ragan z agencji pośrednictwa pracy Work Express dodaje: – Sporo miejsc pracy jest też w tamtejszym przemyśle stoczniowym, zwłaszcza dla spawaczy wszelkich specjalności, monterów rurociągów, monterów rusztowań oraz kadłubów. Zajęcie znajdą też inżynierowie stoczniowi. Na brak pracy nie powinni też narzekać specjaliści IT, ale ich – zauważają nasi rozmówcy – brakuje w całej Europie.

Zarobki? Wykwalifikowany budowlaniec „wyciągnie” w przeliczeniu przynajmniej około 90 zł brutto za godzinę. Niewykwalifikowany 15 zł mniej. Warto dodać, że za pracę w ramach nadgodzin przysługuje dodatek w wysokości 40 proc. podstawowej stawki. Jeśli pracownik musi nocować poza domem, przysługuje mu dodatek do godzinnej stawki, w zależności od stopnia zawodowego – od około 14 zł za godzinę (pomocnik) do 16 zł (pracownik wykwalifikowany). Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie podkreślają w większości zawodów niezbędna jest znajomość norweskiego, a w tych bardziej wyspecjalizowanych, czyli np. w przypadku informatyków czy personelu medycznego, także angielskiego.YY Norwegia kojarzona jest też z pracą na platformach wiertniczych. Zarobki tam sięgają nawet 300 tys. koron za pół roku (około 150 tys. zł). Artur Ragan zaznacza jednak, że są to oferty dla wykwalifikowanych pracowników i na wolnym rynku jest ich niewiele. Jeśli są, to najczęściej dotyczą np. specjalistów od odwiertów, operatorów dźwigów czy wyspecjalizowanych elektryków lub spawaczy. – Wszyscy pracownicy muszą przejść bardzo rygorystyczne szkolenia dotyczące bezpieczeństwa, w trakcie których uczą się np. alpinistycznych technik, bo mogą się one przydać w razie ewakuacji – opowiada Ragan. Pan Paweł mówi, że wielu jego znajomych próbowało się złapać na mityczne platformy. Nikomu się nie udało, choć niektórzy właśnie z takim zamiarem przyjeżdżali do Norwegii. W ogóle przyjazd na własną rękę nie jest – zdaniem pana Pawła – najlepszym pomysłem. – Wcale nie jest tak, że dobra praca leży na ulicy. Najłatwiej jest znaleźć proste zajęcie, na budowie, ale to ciężka fizyczna robota i często oferowana na czarno. Znalezienie czegoś lepszego wymaga trochę czasu i emigrantom najłatwiej dostać pracę po znajomości – mówi.

Formalnie nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by szukać pracy w tym kraju na własną rękę, korzystając np. z tamtejszych pośredniaków czy serwisów internetowych. Co więcej, obywatele państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) przyjeżdżający do Norwegii za chlebem mają na znalezienie zajęcia sześć miesięcy. Pobyt ten wymaga tylko rejestracji w Norweskim Dyrektoriacie Imigracji, a pozwolenie na pracę nie jest wymagane. Choć kraj ten nie należy do UE, jest członkiem EFTA (Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu). Norwegia oraz Islandia i Liechtenstein wraz Unią Europejską tworzą Europejski Obszar Gospodarczy (EOG). Współpraca państw członkowskich tych organizacji (w tym Polski) z Norwegią ma cztery fundamenty – swobodę przepływu ludzi, kapitału, towarów i usług. Z tych przywilejów skorzystało już przynajmniej 75 tys. Polaków – mniej więcej tylu rodaków było w Norwegii legalnie w 2013 r. Ale to nie cała liczba. Według różnych szacunków łącznie z osobami zarabiającymi w szarej strefie, w kraju łososia i fiordów przebywa nawet około 150 tys. Polaków.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Zawsze z dumą mówię: I’m Polish

Asia 

13.01.2015 , aktualizacja: 14.01.2015 11:16

Przy pożegnaniu tata ze łzami w oczach powiedział: „Oby ci się córeczko udało”. Na to ja: „Co ma się udać? To co zaplanowałam po prostu stanie się rzeczywistością”. Do dziś w moim słowniku nie ma stwierdzenia „uda się”. Do wszystkiego doszłam sama ciężką pracą

„Jest zasadnicza różnica między „Kocham mój kraj” a „Polska dla Polaków, Araby i inne mieszańce won.” Tak jak jest różnica między „Dobrze mi się żyje za granicą”, a „Polska to dno i metry mułu!”Jest różnica między „Wierzę w Boga” a „Wszelkie parszywe lewactwo będzie się smażyć w piekle, bo to przez nich ten świat idzie ku zagładzie. „Jest zasadnicza różnica między posiadaniem przemyślanego światopoglądu, a budowaniem swoich opinii w oparciu o pogardę wobec „innych”.” Dziś znalazłam ten wpis na fejsbukowej ścianie byłej koleżanki z uniwersyteckiej ławki. W świetle ostatnich wydarzeń w Australii i Pakistanie pomyślałam sobie – jakie to trafne, jakie to prawdziwe i niestety rzadko spotykane podejście moich rodaków. Za każdym razem kiedy przyjeżdżam do Polski spotykam się raczej z przeciwnym myśleniem. Czytam komentarze na forach: „Lewactwo i gejostwo się szerzy”, słyszę od taksówkarza: „To masoneria Pani! Żydów to bym wszystkich tępił”. Często słyszę podobne stwierdzenia od Polaków w Anglii: „Murzyn to murzyn”, „Ciapaci to brudasy”.

PRZYKŁAD 2 – Polka, bez studiów, praca w Londynie

Mieszkam w Londynie od 7 lat. Wyjechałam jako naiwna marzycielka zaraz po maturze. Początki były ciężkie, nieraz płakałam w poduszkę zadając sobie pytanie – dlaczego to takie ciężkie? Postanowiłam się nie poddawać i podążać za wyznaczonym sobie celem: skończyć studia i znaleźć pracę w przemyśle filmowym. Dziś po latach zmagań i ciężkiej pracy mogę powiedzieć z dumą, że się udało. Hmmm no właśnie…’udało”?  Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy rodzice odwozili mnie na przystanek autokarowy Przy pożegnaniu tata ze łzami w oczach powiedział: „Oby ci się córeczko udało”. Na to ja: „Co ma się udać? To co zaplanowałam po prostu stanie się rzeczywistością. Kropka.” Mój tata zaśmiał się i odpowiedział: „Nie wiem skąd masz to podejście, ale może masz racje”. Do dziś w moim słowniku nie ma stwierdzenia „uda się”. Londyn nauczył mnie ciężkiej pracy, poświęcenia, cierpliwości i wytrwałości.

Nauczył mnie również otwartości i pozytywnego myślenia, a także szacunku dla każdej kultury, rasy czy religii. XXCzego mnie pozbawił? Naiwności, ufności i przejmowania się opinią innych. Cech, które traktowałam jako „polskie”. Dlaczego? Styczność z wielokulturowością, a później spotkanie mojego partnera (z Brazilii)YY pokazały mi jak beztroskie i bezproblemowe było moje życie przez 18 lat. Jakim przywilejem były zabawy na podwórku, wakacje nad jeziorem, Święta Bożego Narodzenia spędzane na wsi w gronie rodziny, lekcje wychowania fizycznego z których notorycznie uciekałam, ogniska w lesie z przyjaciółmi i co najważniejsze poczucie, ze nikt i nic tego błogostanu nie może zakłócić.

Emigracja otworzyła mi oczy na problemy świata
Jestem wrażliwsza na codzienne cierpienie ludzi. Wiem, że osoby z innych środowisk/rodzin/krajów mogą inaczej postrzegać rzeczywistość i jej aspekty. Ale przede wszystkim czuję, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Wszyscy mamy marzenia, potrzeby, wartości i obawy. I nikt nie ma prawa bawić się w stróża moralności i obrońcy prawdy.  XXZwiązek z „obcokrajowcem” był i nadal jest jednym z największych wyzwań, z jakimi musiałam się zmierzyć.YY Czasem zwykle codzienne decyzje stają się powodami do kłótni ze względu na różnice kulturowe. Jednak nie zamieniłabym tego doświadczenia na nic na świecie.  Czy wrócę do Polski? Nie wiem. Marzy mi się dom na Mazurach, do którego mogłabym wracać kilka razy do roku i zapraszać rodzinę i znajomych.  W tym momencie nie widzę dla siebie perspektyw na polskim rynku pracy.  Koszty życia przewyższają znacznie zarobki nawet tych „dobrze prosperujących”. Obserwuje rodziców, którym po 30 latach prowadzenia działalności i płacenia kolosalnych sum do ZUSu należy się jedynie podstawowa emerytura. Słucham brata architekta i jego żony prawniczki: „W Polsce nie zostaje się dla kariery”. Mam 26lat i cały świat stoi przede mną otworem. Mam przyjaciół rozsianych po całym świecie od Hiszpanii, przez USA po Indie. Gdziekolwiek nie jestem Polska zawsze jest w moim sercu i myślach, a na pytanie: „Where are you from?” zawsze z dumą odpowiadam: „I’m Polish”.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Oni zdecydowali się na wyjazd. Dlaczego?

Zebrała Agata Kinasiewicz

04.08.2014 , aktualizacja: 04.08.2014 13:10

Młodzi ludzie na całym świecie mają podobny problem: jak wejść na rynek pracy bez wymaganego przez pracodawców doświadczenia. Czasami ratunkiem może być zagraniczny wyjazd.

Oto pięć osób, które zdecydowały się na wyjazd. Ich zawodowe drogi skrzyżowały się w Niemczech, gdzie pracują lub odbywają staże w siedzibie firmy Trivago (wyszukiwarka hoteli) zatrudniającej osoby z 50 różnych krajów.

PRZYKŁAD 3 – Anglistyka w Polsce, staże na świecie, obecnie studia w Niemczech

Justyna ze Świdnicy (Polska), 24 lata: Dwa lata temu uzyskałam licencjat z filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Teraz chciałabym kontynuować studia magisterskie w Niemczech. W czasie przerwy między studiami wyjechałam na praktykę międzynarodową do Peru, podróżowałam po Ameryce Południowej, nauczyłam się hiszpańskiego i podszkoliłam niemiecki. Teraz pracuję w Niemczech. Myślę, że pracodawcy zaczynają cenić międzynarodowe doświadczenie. Osoba, która postanowiła wyjechać choćby na kilka miesięcy do Azji czy Ameryki Południowej, wraca z bagażem doświadczeń, które może wykorzystać w pracy. Podróże i praca za granicą oprócz konkretnych umiejętności zawodowych uczą tolerancji i cierpliwości, niestandardowego podejścia do problemów. Rozwijają zdolności językowe.

PRZYKŁAD 4 – Grek, studia w Grecji „komunikacja i marketing”, od 5 lat w innych krajach Europy, myśli o powrocie do Grecji – kiedyś

Konstantinos z Aten (Grecja), 25 lat: Mam dyplom licencjata marketingu i komunikacji zdobyty na greckim uniwersytecie oraz podwójny dyplom magistra w zakresie zarządzania turystyką zdobyty w Hiszpanii i na Słowenii. Mówię płynnie w 7 językach. Aktualnie jestem na praktyce w Niemczech w dziale Website Communciation and Translation firmy Trivago. Poszukiwania pracy w Grecji, szczególnie zaraz po ukończeniu studiów, mogą hbyć bardzo frustrujące. Większość firm wykorzystuje obecną sytuację w kraju (wysokie bezrobocie, długotrwała recesja), żeby zapłacić mniej albo zwyczajnie naciągnąć pracownika. Młodzi decydują się na nieodpłatne staże, byle tylko zdobyć doświadczenie i móc coś wpisać w CV. Wciąż istnieją jednak zawody, w których pomimo kryzysu można znaleźć dobrą pracę. Taką szansę mają ekonomiści, pielęgniarki czy kucharze. Czasem ważniejsze od doświadczenia okazuje się posiadanie odpowiednich znajomości i bycie w kontakcie z konkretnymi osobami. Jednak wierzę, że doświadczenie zdobyte za granicą pomoże mi w przyszłości w założeniu własnego biznesu. Przez ostatnie 5 lat poznałem wiele inspirujących osób i wspaniałych idei. Po powrocie do Grecji chciałbym rozpocząć własną działalność. 

PRZYKŁAD 5 – Dziewczyna z Indonezji, studia ekonomiczne, od 3 lat w Niemczech w międzynarodowej firmie

Dininur z Dżakarty (Indonezja), 23 lata: Skończyłam studia w 2012 roku i mam podwójny dyplom licencjata – ekonomii w marketingu oraz handlu i biznesu międzynarodowego. Mówię w 4 językach. W Indonezji rynek pracy jest niezwykle trudny – szczególnie w dużych miastach, takich jak Dżakarta czy Bandung. Pomimo ogromnej konkurencji ludzie masowo przyjeżdżają tam w poszukiwaniu pracy, bo na prowincji szanse na znalezienie czegokolwiek są minimalne. Dla młodych znalezienie pracy w Indonezji nie jest trudne, pod warunkiem że mogą się pochwalić dobrą znajomością angielskiego, mają dobre oceny w indeksie z prestiżowej uczelni i odbyte staże z pozytywnymi referencjami. Trudno mi porównać płace, ponieważ bardzo wiele zależy od umiejętności i doświadczenia, a życie w Indonezji mocno różni się od zachodnioeuropejskiego – ludzie mają mniej wymagań, a standard życia jest niższy. W Indonezji trudno znaleźć firmę mającą płaską strukturę, dlatego trudno uczyć się na błędach. Nasza praca na każdym kroku sprawdzana jest przez przełożonych. W Niemczech mam więcej swobody, a to oznacza więcej szans na szybką naukę. W Indonezji nigdy nie słyszałam o firmie zatrudniającej ludzi z ponad 50 różnych krajów, a w Düsseldorfie pracuję z osobami z całego świata.
PRZYKŁAD 6 – Anglik, po filologii niemieckiej i słowiańskiej

John z Worksop (Wielka Brytania), 24 lata: Studiowałem język niemiecki i rosyjski połączone ze studiami wschodnioeuropejskimi na Uniwersytecie w Manchesterze. W Rosji spędziłem rok – w Jarosławiu i Sankt Petersburgu, a następnie pracowałem dla międzynarodowej agencji PR. Mówię w 4 językach, w tym po polsku. Rynek pracy w Wielkiej Brytanii nie rozpieszcza absolwentów. Wartościowe i dobrze płatne staże oferowane są często przez największe firmy, więc konkurencja jest ogromna i trudno się wyróżnić. Wśród mniejszych firm staże oferują nieliczne, a jeszcze mniej za nie płaci. Na Wyspach doświadczenie w pracy za granicą czy znajomość wielu języków obcych są rzadkością. Biegła znajomość języka obcego czyni z potencjalnego kandydata bardzo dobry materiał na pracownika. Szczególnie wartościowe są takie języki, jak niemiecki, mandaryński, arabski czy rosyjski. Osobiście uważam, że praca w kraju innym niż ojczysty wzbogaca nas nie tylko o nowy wpis w CV, ale przede wszystkim o pewność siebie, umiejętność radzenia sobie z nietypowymi sytuacjami. Dodatkowo poprawia nasze zdolności komunikacyjne. Wszystko to staje się dodatkowym atutem i wyróżnia nas, gdy na to samo stanowisko aplikuje kilkadziesiąt innych osób, które nigdy nie miały do czynienia z innymi kulturami.

PRZYKŁAD 7 – Kolumbijka, po studiach w Niemczech

Natalia z Pereiry (Kolumbia), 28 lat: Ukończyłam studia magisterskie w Niemczech na Uniwersytecie Wuppertal na dwóch kierunkach: inżynieria oraz ekonomia i biznes międzynarodowy. Mówię w 3 językach. Wydaje mi się, że Kolumbia nie różni się bardzo od pozostałych krajów Ameryki Południowej. Znalezienie pracy marzeń zaraz po studiach graniczy tam z cudem. Młodzi ludzie wysyłają aplikacje i nie dostają odpowiedzi, więc w końcu zaczynają się frustrować. Największym problemem jest to, że większość pracodawców wymaga już kilkuletniego doświadczenia, którego przecież student nie ma szans mieć. Oczywiście są takie sektory, w których o pracę jest łatwiej – są to głównie zawody specjalistyczne w branży budowlanej, inżynieryjnej czy energetycznej. XXIstnieje ogromna różnica pomiędzy kolumbijskim a niemieckim podejściem do pracownikaYY. Mam wrażenie, że tutaj zauważa się specjalistów i daje im się odpowiednie warunki do pracy, podczas gdy w Kolumbii nie ma takiej tendencji. W Niemczech płace są wyższe, czas pracy jest elastyczny, a samo zatrudnienie bardziej stabilne. Krótszy jest czas pracy – na przykład tam, skąd pochodzę, ludzie pracują również w soboty. Generalnie niemieckie firmy wydają się być przyjaźniejsze dla młodego pracownika.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Słodkie życie na gorzkiej emigracji

Katarzyna

08.01.2015 , aktualizacja: 05.01.2015 16:05

 PRZYKŁAD 8 – Polka we Francji, od 6 lat, z mocną tęsknotą do kraju

Tęsknota za ojczyzną istnieje, jest szalona jak pierwsza miłość, ale ta najgorsza: pietnasto- lub szesnastoletnia. Nic nie może jej powstrzymać i jest na całe życie, jak fatum. Posuwa się do przodu z rykiem i po omacku, zmiatając wszystko na swojej drodze. Tak właśnie tęsknię za Polską. Totalnie

Zainspirowało mnie pytanie postawione w jednym z listów od „Polek bez granic”: „Czy emigracja musi być gorzka?” Chciałabym odpowiedzieć autorce: Tak, moim zdaniem musi. „Tobie tam jest dobrze, bo masz morze” słyszałam od lata 2008 roku. To morze za każdym razem jest inne: ciepłe i słone na śródziemnomorskiej wyspie, majestatyczne i wzburzone nad kanałem La Manche, w końcu turkusowe w Nicei. Jakoś tak zawsze mnie rzucało nad morze…

Francuzi często mówią o słodyczy życia – „la douceur de vivre” na Lazurowym Wybrzeżu i mają rację. Kolacje pod gołym niebem w upalne noce, duch Belle Epoque czuwający nad Niceą, legenda Grace Kelly w Monako, górskie wycieczki w wiosenne niedziele… Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nie trzeba wyjeżdżać na wakacje. I wielu nie wyjeżdża.

Coraz częściej pada pytanie, czy zostanę tu na stałe
Wiele wskazuje na to, że tak, że ja już jestem tu na stałe. Mam dużo czułości dla tego miasta, to już trochę moje cztery kąty. Przyzwyczaiłam się, ale Polski ciągle mi brak. Korzeni mi brak.

Od momentu, kiedy postanowiłam sobie, że chcę ruszyć w świat i być niezależna finansowo, minęło 6 lat. Teraz, kiedy o tym myślę, widzę, że udało mi się jedno i drugie, ale nie ma nic za darmo. Pod koniec 2014 roku patrzę w lustro i widzę dorosłą kobietę, która wszystko sobie w życiu poukładała, ale zamiast usiąść na tarasie i cieszyć się z tego co ma, czasem wzdycha i patrzy w dal. Na wschód. Kiedyś w Polsce wydawało mi się, że tęskniłam za Francją, ale dopiero na emigracji zrozumiałam, co to znaczy tęsknota, która gnieździ się w trzewiach, wykręca brzuch i sprawia, że do oczu napływają łzy. Tęsknota za ojczyzną istnieje, jest szalona jak pierwsza miłość, ale ta najgorsza: pietnasto- lub szesnastoletnia. Nic nie może jej powstrzymać i jest na całe życie, jak fatum. Posuwa się do przodu z rykiem i po omacku, zmiatając wszystko na swojej drodze. Tak właśnie tęsknię za Polską. Totalnie. Nie wierzcie, że miłość do ojczyzny to tylko utrzymywanie czystych ulic i działanie w samorządach Kiedy tęsknota wywróci wam wnętrzności na drugą stronę, przekonacie się, że tęskni się za bocianami w gnieździe i ponurymi rocznicami, o których za granicą nikt nie słyszał. To pamięć o poległych i piosenki powstańcze – te same, których uczyliście się w szkole dwadzieścia lat wcześniej i których grozy nie rozumieliście nawet w ułamku. Lubię Polskę i Polaków uczuciowych, spontanicznych, lubię jak się śmieją i jak bardzo się przejmują, lubię to jak chcą żyć i dać żyć innym, lubię jak są ciekawi. Tak bardzo mi ich brakuje. Ale z drugiej strony XXboję się Polaków – cwaniaków, Polaków – dewotów i opętańców, Polaków – brutali.YY Na każdą myśl o powrocie odzywa się we mnie tęsknota i strach. Dlatego na razie nie wracam, na razie mieszkam tu na stałe, do odwołania. Jedną nogą zawsze będę we Francji, drugą nogą na zawsze pozostanę w Polsce. Tego nie da się przeżyć radośnie, tego „prawie u siebie” i „już nie do końca u siebie” odczuwanego naprzemiennie. Myślenia w dwóch językach naraz. Gubienia polskich słów i nieznajdowania tych po francusku. Emigracja zaczyna się z braku i brakiem pozostaje. I musi być gorzka.

Dla osoby mającej większe wymagania do komfortu psychicznego niż tylko wyższy standard życia, elementy emocjonalne tracone w związku z emigracją pozostają znaczącym źródłem dyskomfortu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.