Polski biznes na sztucznej inteligencji

Złożoność ludzkiego mózgu budzi respekt. Teoretycy informatyki już od dawna zdefiniowali cel dla siebie: stworzyć taki system, którego działanie i skuteczność będzie nieodróżnialne od działania człowieka. Taki cel zdefiniowano już dość dawno, w połowie XX wieku, ale mimo niebywałego rozwoju informatyki nadal pozostaje on odległy. Ale w samym obszarze sztucznej inteligencji, bo o tym mowa, widać cały czas znaczący postęp. I w dodatku okazuje się, że zarabianie na takich systemach niekoniecznie musi być domeną światowych gigantów, których nazwy są powszechnie znane na świecie.

Warto poczytać o udanej polskiej firmie, z sukcesem sprzedającej za granicą

NeurosoftW prasie znalazłem taki opis firmy Neurosoft z Wrocławia. Zatrudniają ok. 100 osób, mają filie w Niemczech, USA, Hong Kongu Turcji. Robią 30 mln zł rocznego obrotu. A zatem – firma średniej wielkości. Ich „filie” w wymienionych 4 krajach świata to zapewne raczej biura sprzedaży lub zaprzyjaźnieni partnerzy handlowi niż prawdziwe zagraniczne oddziały. Ale tak czy owak, sukces jest.

Warto poczytać tę, jedną z wielu, historii polskich sukcesów. Symptomatyczne, że osiągnięcie dzisiejszej sytuacji trwało ze 25 lat, miało genezę we wcześniejszej pracy lidera w Niemczech, a i dziś podbój światowych rynków jest zdecydowanie dopiero przed nimi. Informacje podane w artykule budzą respekt ale i komentarz, że udało im się umieścić swoje rozwiązania w kilku krajach europejskich oraz Libanie. Te kraje to „stara Europa”, a więc klient szczególnie trudny i cenny.

Uroki marketingu i PR’u

Przy okazji kilka uwag komentarza dla mniej doświadczonego czytelnika. Czytając informacje o firmie, szczególnie te napisane przez szefa marketingu tej firmy albo dziennikarza, warto mieć pewien dystans do informacji jakie padają w artykule.

AplikacjaKiedyś zetknąłem się z niewielką firmą informatyczną, której założyciel z dumą informował, że jego software działa w 27 krajach świata. Co pomyślałbyś o takiej firmie? Solidna, skuteczna, udana, światowa itd. I jest to pewnie prawda, choć ściślej byłoby napisać, że firma wykonała raz (przed 10 laty) zlecenie dla zagranicznego koncernu mającego jedną ze swych fabryk w Wielkopolsce, a skutkiem tego zlecenia była stosunkowo niewielka aplikacja. Została ona uznana za sensowną i udaną, więc zainstalowano ją na firmowym serwerze, a ten obsługuje wszystkie filie koncernu, w tym siedzibę koncernu w Europie Zachodniej, oddział w Polsce, a także oddziały w 25 innych krajach. To w ten sposób niewielka aplikacja naszej firmy działa faktycznie w 27 krajach… Zatem pierwotna informacja była oczywiście prawdziwa choć… jakoś niekompletna.

Podobnie i w tym przypadku, firmy Neurosoft, ich zagraniczna sprzedaż, choć prestiżowa nie musi być ani aktualna ani dominująca. Być może był to jeden kontrakt w roku 2003 w Skandynawii i dwa kontrakty w Holandii i Niemczech w 2005 roku. A następnie… Jak na ponad 25 lat działania firmy, to nie musi być wiele, choć wielu przedsiębiorców chciałoby oczywiście móc się pochwalić choćby i tym.

Nie przecząc, że obroty 30 mln złotych i liczba 100 pracowników – to jest konkret, warto mieć na podany obrazek firmy chłodne spojrzenie z dystansu.

A teraz już zapraszam do poczytania notki prasowej o samej firmie.  W tekście na niebiesko wyróżniono fragmenty artykułu, a na czerwono dodano komentarze autora bloga.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxb

Naśladując mózg, Neurosoft robi biznes

Aneta Augustyn

22.02.2016 01:00

Janusz Wróbel- prezes Neurosoft (TOMASZ PIETRZYK)

Janusz Wróbel, współzałożyciel i prezes spółki Neurosoft, która sprzedaje neuronowe technologie IT na całym świecie, zaczynał karierę w Niemczech. Ale zanim trafił tam do firmy informatycznej, pracował na polu buraków

– Rzędy buraków ciągnęły się po horyzont. Każdą roślinę trzeba było dokładnie przyciąć ręcznie. Wtedy liczyło się dla mnie przetrwanie, a nie ambicje – wspomina Janusz Wróbel. Wyjechał do Niemiec krótko przed stanem wojennym, wiosną 1981 r. Miał 24 lata i niedokończone studia informatyczne. Zdecydował się na wyjazd z dnia na dzień, maluchem z ciężarną żoną, z kilkoma książkami i ubraniami.
Inny system gospodarczy, inne czasy, inne możliwości, inne perspektywy. Na początku lat 80-tych wielu zdolnych i wykształconych Polaków decydowało się na emigrację. Język niemiecki pamiętał z filmów o Hansie Klossie. W przerwach od pracy fizycznej nauczył się go na tyle, że po kilku miesiącach mógł wertować oferty pracy. Zgłosił się do firmy szukającej programisty. – To była „informatyka dla rzeźników”. Dosłownie. Informatyk2Robili oprogramowanie do rozliczania rzeźni – mówi. Kiedy zapytali go, co potrafi, odparł: wszystko. Został przyjęty na trzymiesięczny okres próbny. Po raz pierwszy stanął przed własnym komputerem, wielkości szafy, z twardym dyskiem o pięciu megabajtach. – To był szok technologiczny. W Polsce „przedpecetowej” informatykę poznawałem na kartach dziurkowanych – mówi. Nocami uczył się języka programowania do zastosowań biznesowych Cobol, o którym nigdy wcześniej nie słyszał. Szybko okazało się, że sam tworzy niezłe aplikacje. Na Uniwersytecie Wrocławskim nie mieliśmy takiego sprzętu jak Niemcy, ale nauczono mnie dociekliwości, szukania rozwiązań poza schematami. To zaprocentowało. Pokazałem Niemcom inne podejście do programowania – mówi Janusz Wróbel. Został programistą, potem kierował grupą informatyków, był szefem 60-osobowego działu rozwoju, w końcu wszedł do zarządu niemieckiej spółki.
Technologie w Polsce wówczas odbiegały od poziomu na Zachodzie, ale innowacyjność, pracowitość, sposób myślenia nie są związane z platformą technologiczną. Bystrych i elastycznych ludzi, skłonnych dostosowywać się do sytuacji pracodawcy, potrzeba wszędzie. Te cechy doprowadziły w ciągu ok. 8-10 lat do zarządzania kilkudziesięcioma ludźmi oraz miejsca w zarządzie spółki niemieckiej (miał wtedy nieco ponad 30 lat).

Jak naśladować mózg Jednak w niemieckiej firmie poróżnił się w sprawie wizji jej rozwoju: on chciał wprowadzać nowe technologie, właściciel był zachowawczy. Rozstali się, został niezależnym konsultantem IT. Obronił w Polsce dyplom magistra. Zlecenia płynęły z Niemiec, Szwajcarii, Austrii, ale postanowił rozpocząć też własny biznes w Sieć neuronowaPolsce, gdzie właśnie eksplodował wolny rynek. W 1992 r. założył we Wrocławiu Neurosoft wspólnie z Cezarym Dołęgą, Elżbietą Osakiewicz i Markiem Olejniczakiem. Początkowo zdalnie, z Niemiec, kierował firmą, do której wniósł kapitał i odpowiadał za rozwój biznesu i finanse. Brak miejsca na realizację własnej wizji innowacji i rozwoju firmy popchnął go do odejścia z firmy. Po krótkim okresie pracy na własny rachunek, w początku lat 90-tych założył firmę w Polsce Neurosoft postawił na sztuczne sieci neuronowe: struktury matematyczne inspirowane funkcjonowaniem naturalnych neuronów, w szczególności mózgu człowieka. – Mieliśmy fantazję rozbudzoną przez filmy, na których ludzie rozmawiają z komputerem. Sztuczna inteligencja stałą się naszą pasją. Chcieliśmy odwzorowywać ludzkie zmysły: maszyny, które słyszą, mówią, widzą – opowiada właściciel. Algorytmy wzorowane na pracy mózgu zastosowali do analizy mowy i obrazu, rozpoznawania pisma, przetwarzania języka naturalnego. Efekt: kilkanaście komercyjnych produktów z różnych branż. Pierwszym był syntezer mowy SynTalk w 1994 r., który sprzedaje się do dziś. Komputer przekładał pismo na mowę i czytał niewidomym. – Weszliśmy we współpracę z Optimusem, który dokładał dyskietkę z SynTalkiem do każdego komputera, ale i tak nie był to jeszcze wielki biznes. Pierwszy komercyjny kontrakt zawarli z Urzędem DyskietkiPatentowym: zeskanowali i przetworzyli na elektroniczne wersje wszystkie polskie patenty, od 1921 r. po współczesność. To dało im pieniądze na finansowanie kolejnych pomysłów.
Ważny moment – dogadali się z Optimusem, wówczas wielkim polskim producentem komputerów, że każdy komputer otrzyma dyskietkę z ich oprogramowaniem. To było spore osiągnięcie, już samo w sobie, a software był niezły. ALE mimo to, … komercyjnie nie były to wielkie pieniądze. Ważne aby rozumieć, że sukces techniczny, a sukces biznesowy to dwie różne sprawy. Do zapewnienia ciągłości działania firmy potrzebowali regularnego dopływu pieniędzy. Uzyskali go nie z programu SynTalk, ale z mniej ambitnego (choć większego) zlecenia dla Urzędu Patentowego.

Dziś prawie każdy polski sąd korzysta z ich aplikacji NeuroCourt usuwającej wrażliwe informacje z orzeczeń sądowych i z portalu, który zapewnia pełnomocnikom dostęp do niezbędnych danych. Inna aplikacja, NeuroBiz, gromadzi dane o podmiotach gospodarczych w Polsce. Wymienione są sukcesy produktowe, na większa skalę. Być może są to sukcesy także biznesowe ale… niekoniecznie. Sukces produktowy a biznesowy nie zawsze idą ze sobą w parze. We wszystkich czterystu fotoradarach w Rejestracja autaPolsce są zamontowane urządzenia Neurosoftu. – Cieszy mnie, że mamy udział w tym, że spada liczba ofiar wypadków drogowych – mówi prezes. Ale to produkty dla telematyki drogowej stały się znakiem rozpoznawczym Neurosoftu. Zaczynali od rozpoznawania tablic rejestracyjnych, a pięć lat temu, jako pierwsi na świecie, wprowadzili technologię, która oprócz tablicy rozpoznaje też markę, model i kolor pojazdu. Z rozwiązań identyfikujących pojazdy, kontrolujących prędkość, weryfikujących pobór opłat, wykrywających pojazdy przeciążone i ponadgabarytowe korzystają drogowcy, zarządcy systemów parkingowych i centrów logistycznych w Skandynawii, Beneluksie, Niemczech, Austrii, Turcji i Libanie. Jeden z ich produktów właśnie testuje holenderska policja. Niemcom ostatnio zaproponowali system, który zlicza wolne miejsca parkingowe przy autostradach i informacje przekazuje kierowcom na ich własny telefon.

LibanUdana instalacja software’u w kilku krajach Europy i Azji (wymieniono jeden kraj: Liban) – to sukces znaczący. Skala wdrożeń jest oczywiście nieznana. Mogą to być „niewielkie punkciki” czyli wdrożenia prestiżowe, choć niekoniecznie lukratywne. Tylko zarząd wie, jak przedstawia się struktura przychodów i czy sprzedaż zagraniczna jest ważna czy może tylko prestiżowa. Efekt marketingowy jest bezdyskusyjny, oczywiście Liczy się własny pomysł – Znaleźliśmy sobie niszę i to jest klucz do sukcesu – wyjaśnia Janusz Wróbel. – Nie ma sensu tworzyć nowego mercedesa, iPhone’a czy Google’a. Zamiast naśladować, trzeba wymyślić coś nowego – dodaje. – Błędem polskich przedsiębiorców jest, że boją się wyjrzeć poza granice kraju. Tymczasem może się okazać, że ich technologia jest unikatowa i że można ją sprzedać na świecie. Apelowałbym także, żeby chronili swoje pomysły patentami. Przecież wartością spółek, oprócz ludzi, są technologie, które muszą być zabezpieczone – uważa prezes spółki, która ma filie w Niemczech, USA, Hongkongu, Turcji, obrót 30 mln zł i zatrudnia stu pracowników, którzy mogą pracować w elastycznych godzinach.

Ekspansja2To niestety częste zagrożenie w dużych krajach, o sporym rynku wewnętrznym. Szczególnie, jeśli ten kraj nie ma dużych tradycji innowacyjności. Najpierw myślisz (naturalnie) o rynku krajowym. Dopiero ewentualnie później, w drugim etapie, o zagranicy. Tymczasem producenci z małych krajów, takich jak Izrael, Irlandia czy Finlandia, mają poprzeczkę od razu ustawioną wyżej: albo zaistniejesz na rynku międzynarodowym, trudniejszym, albo znikniesz z rynku. Neurosoft współpracuje z polskimi i niemieckimi uczelniami nad kolejnymi projektami badawczymi. AudioScope to wyszukiwarka do przeszukiwania nagrań audio i wideo, NeuroSpace to dron, który będzie samodzielnie realizował zadania, np. liczył samochody na wybranym terenie. Niebawem chce wejść w nowy obszar – analizowanie zależności między naszymi genami a zachorowalnością na raka ma pomóc w stworzeniu rozwiązania do szybkiej diagnostyki medycznej wspieranej komputerowo.

Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,147584,19658807,nasladujac-mozg-neurosoft-robi-biznes.html#ixzz41Ug1oFGj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.