Polacy w Londynie – szybki sukces

Polacy na emigracji rzadko kojarzą się z wielkim sukcesem. A jeśli już, to po wielu latach ciężkiej pracy. Podbijanie rynku w Londynie, Paryżu czy Oslo jest niewątpliwie trudnym zadaniem. A gdyby tak myśleć o całym świecie? Czy to jest w ogóle możliwe? Jaki musisz mieć zawód, żeby to było realne? No i jeszcze jedno pytanie: czy prawnik może coś opatentować? I na tym zarobić „prawdziwe” pieniądze?

IdeaHistoria jest pouczająca i pokazuje, że nie ma jednej, jedynej drogi do sukcesu. Splot pewnych okoliczności, umiejętność zauważenia sprzyjającej okazji, a potem profesjonalizm i konsekwencja we wdrażaniu pomysłu i… jest szansa na sukces. I to na całym świecie! Co więcej, nie trzeba do tego uprawiać tak modnej dziś informatyki, nie trzeba biegle poruszać się w wirtualnej rzeczywistości. Wystarczy mieć odpowiedni pomysł podczas niedzielnego pastowania butów.

Poniżej opublikowana w prasie świeża historia wymyślenia nowego produktu, nieistniejącego dotąd na rynku, opatentowania go i wprowadzeniu produktu na rynek, potencjalnie światowy. Poniżej w artykule zawarto sporo szczegółów, poniżej podsumujmy tylko główne elementy całej sytuacji:

  • Małżeństwo Polaków, oboje prawnicy, pracują w korporacji w Londynie.
  • On, czyszcząc damskie buty (damskie, więc na obcasie?) zauważa, że wszystkie one, także całkiem nowe, mają z tyłu dziwne „otarcia”, zarysowania, małe uszkodzenia, zawsze w tym samym miejscu.
  • Czyszczenie butówZastanawia go ta sytuacja, dochodzi do wniosku, że to firmowe fotele na kółkach powodują taki efekt. Dochodzi do wniosku, że można sobie łatwo wyobrazić prosty „ochraniacz”, który by temu zapobiegał
  • Wynajmują specjalistę od patentów aby sprawdził, że nikt wcześniej takiej innowacji nie wymyślił. Wynik poszukiwań potwierdza oryginalność pomysłu.
  • Sprawdzają rynek: robią ankietę i zbierają opinię. Jak należy wnioskować, wyniki rozpoznania są zachęcające.
  • Wynajmują firmę projektową, aby przełożyła pomysł na produkt, a także określiła materiał. Projektują też nazwę, opakowania i logo produktu. Jak napisano w artykule, „w stworzenie końcowego produktu zaangażowanych było łącznie kilkadziesiąt osób”.
  • Określają kolorystykę i cenę produktu (pięć kolorów i 51 funtów za komplet).
  • Powstaje firma o nazwie Heel’n’bumpers – właściciele twierdzą że produkcja idzie w wielkich ilościach, a produkt dobrze się sprzedaje w wielu krajach świata

Na zakończenie westchnąć więc tylko należy, że nie do sukcesu nie ma jednej jedynej drogi, ani nie ma żadnych gwarancji sukcesu po drodze. Ale – może – warto mieć oczy i uszy otwarte?

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,147584,19719220,polska-firma-z-londynu-chce-chronic-buty-na-calym-swiecie.html#ixzz429DTFhNL

Polska firma z Londynu chce chronić buty na całym świecie

Jacek Różalski     05.03.2016 01:00    Heel’n’bumpers. (Materiały prasowe)

Niby takie proste, a nikt wcześniej na to nie wpadł. Ochraniacze sprawiające, że setki milionów butów na całym świecie nie będą już niszczone przez fotele na kółkach sprzedawane są już w takich krajach, jak USA, Rosja czy Japonia. Wymyślił je Polak na co dzień mieszkający w Wielkiej Brytanii. Jak? Czyszcząc buty swojej żony.

sZPILKI– Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że mój wynalazek odniósł wielki sukces. Powiem szczerze, że samego mnie to trochę zaskoczyło – mówi Radosław Illing, polski prawnik, na co dzień pracujący dla jednej z potężnych instytucji finansowych w londyńskim City. Jego produkt nie ma jednak nic wspólnego z obrotem gotówką. Nazywa się heel’n’bumpers, co po polsku w wolnym tłumaczeniu znaczy tyle co „obcas i ochraniacz”. Radosław Illing wymyślił rzecz do bólu prostą – ochraniacze nakładane na kółka biurowych foteli. Zapobiegają one obcieraniu się o nie butów, co w wielu przypadkach doprowadzało do ich niszczenia.

Jedyny taki produkt na świecie

– Kiedy pewnej niedzieli czyściłem buty mojej żony, zauważyłem, że nawet te nowe, kupione zaledwie tydzień wcześniej były bardzo zniszczone. Na niektórych były bardzo głębokie zarysowania. Serce bolało, bo żona nie ma butów kupowanych po przecenie, Hell N Bumpertylko porządne za odpowiednią do jakości cenę. Zastanawiałem się, skąd mogą brać się te bruzdy. Żona ma w swej sporej kolekcji buty, w których nigdzie poza pracą w swojej korporacji nie chodzi. Pokonuje w nich krótką drogę z samochodu do biura i z powrotem. No i siedzi w nich przez osiem godzin na fotelu. Na obrotowym fotelu na kółkach rzecz jasna – opowiada Illing. – W końcu najpoważniejszymi podejrzanymi okazały się właśnie te fotele, a dokładniej kółka – dodaje. Radosław Illing zaczął szukać rady w internecie, szczegółowo przejrzał Amazona. Nie znalazł niczego, czym można by chronić buty przed kółkami. Wykształcenie i bogate doświadczenie zawodowe polskiego małżeństwa zdobyte w pracy w korporacjach sprawiło, że podeszli do tego bardzo profesjonalnie. Zaczęli od wynajęcia rzecznika patentowego, który dokładnie sprawdził, czy gdzieś ktoś już czegoś podobnego nie wymyślił. Okazało się, że na świecie nie było jeszcze podobnego produktu. Aż do 2014 roku, gdy Illingowie postanowili swój pomysł opatentować. Zrobili to w Anglii, podobnie jak wszystko, co miało związek z powstaniem ich firmy.

Komplet w pięciu kolorach

Następnym krokiem było zbadanie rynku. Chcieli wiedzieć, czy produkt chwyci. Wypuścili ankietę, w której ludzie mieli się wypowiedzieć, co o nim myślą. Następnym krokiem było Heel N Bumperwynajęcie specjalistycznej firmy projektowej, która miała opracować szczegółową formę produktu, w tym wyboru tworzywa. Ostatecznie wybór padł na ABS charakteryzujący się twardością i odpornością na zarysowania. Powstał też wydruk 3D, z którym Polacy udali się do wyszukanego przez siebie producenta. Od pomysłu do pojawiania się pierwszych ochraniaczy minęło kilka miesięcy. W stworzenie końcowego produktu łącznie z opakowaniem i logotypem zaangażowanych było w sumie kilkadziesiąt osób. W połowie ubiegłego roku Illingowie stworzyli stronę internetową heelnbumpers.com, na której można kupować ich urzeczywistniony pomysł. Dostępny jest już także za pośrednictwem Amazona. W sprzedaży jest komplet składający się z pięciu ochraniaczy. Każdy ma dodatkowo sylikonową opaskę. To ona głównie ma chronić obcasy. Opaski są w pięciu kolorach: czarnym, miętowym, koralowym, jaskrawo zielonym i różowym. Cały komplet składający się z pięciu ochraniaczy i pięciu opasek kosztuje 51 funtów. Sylikonowe opaski można też kupić niezależnie. Pięć opasek bez ochraniaczy to koszt 24 funtów. W Polsce komplet można kupić za 300 zł.

Cel? Setki milionów foteli

Heel’n’bumpers okazały się strzałem w dziesiątkę. – Nie możemy ujawnić, ile ich wyprodukowaliśmy ani ile do tej pory sprzedaliśmy. To tajemnica firmy. Ale jest tego bardzo dużo – uśmiechają się Illingowie. Nie kryją jednak, że odnieśli sukces finansowy. Wiadomo, że produkcja idzie pełną parą, a ich ochraniaczami zainteresowały się zarówno duże korporacje, jak i klienci indywidualni z całego świata. Zwracają się już do nas korporacje, które chcą, byśmy specjalnie dla nich wypuścili opaski w innych kolorach, zbieżnych np. z kolorem ich logo czy po prostu bardziej spersonalizowanych z nazwą danej firmy. Mamy podpisane kontrakty z firmami np. ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Kilka jest z Polski. Klienci indywidualni pochodzą między innymi z Anglii, Kanady, Japonii, Włoch, Francji, Rosji, Ukrainy – ujawnia Renata Illing. Na Instagramie ktoś napisał też, że z ochraniaczami wymyślonymi przez Polaków fotele na kółkach wyglądają jakby lewitowały. – Heel’n’bumpers nie tylko więc chronią. Stały się już gadżetem, który można podarować w prezencie – zachwalają swój produkt Renata i Radosław Illingowie. Ich produkt daje się zamontować do praktycznie wszystkich foteli na kółkach. A na świecie takich foteli są setki milionów. I to jest celem polskiego małżeństwa z Londynu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.