O noworocznych postanowieniach

W socjalizmie takie tematy określano mianem „nieśmiertelne jak problem makulatury”, co oznaczało, że był to temat powracający w prasie bezustannie bo w praktyce niemal nierozwiązywalny (wynika z tego, że usilne dążenie socjalistycznej władzy do skutecznego zbierania surowców wtórnych w praktyce przekraczało możliwości ówczesnej władzy i społeczeństwa). Socjalizm minął ale nieśmiertelne tematy w prasie pozostały. Takim tematem jest kwestia noworocznych postanowień, podejmowanych przez wielu z nas na początku stycznia, jako że początek roku wydaje się być do zmian szczególnie dogodnym, ale potem notorycznie jednak niedotrzymywanych. Świąteczny nastrój mija szybko, wola zmiany niby pozostaje ale… jakby już mniej intensywna. W zwyczajnej prozie życia jakoś te noworoczne postanowienia się rozmywają.

Po takim wstępie nic już dziwnego, że w noworocznej prasie znalazłem artykuł dotyczący kwestii (nie)dotrzymywania noworocznych postanowień. Z „zawodowej” ciekawości zajrzałem do artykułu. Napisany na bazie rozmowy z Tomaszem Kinem, trenerem (psychologiem?) współpracującym m.in. ze sportowcami, zawierał sensowne wyjaśnienia zakończone zbiorem „10 przykazań”. Są one tym ciekawsze, że tylko w niewielkim stopniu odnoszą się do ściśle noworocznych postanowień, a faktycznie mających odniesienie do jakichkolwiek działań mających na celu „zmianę siebie”. A zmienić siebie chcemy przecież (większość z nas, tych aktywnych) co rusz.

Dodajmy jeszcze w tym miejscu, że kluczowym przykładem w artykule jest postanowienie „będę biegać regularnie”, co oczywiście nie znaczy, że podpowiedzi nie odnoszą się do dowolnych postanowień o zmianie nawyku.

Artykuł znajdziesz tu: http://polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105609,17221075,Motywacja_do_biegania__Jak_zrealizowac_noworoczny.html

Przeczytanie całego artykułu pozostawiam zainteresowanym, a tu tylko przytoczmy najpierw z artykułu wspomnianych już wcześniej „10 przykazań na zakończenie”:

  1. Definiujmy i wdrażajmy postanowienia przez cały rok, a nie tylko jednorazowo.
  2. Monitorujmy postępy – cieszmy się osiągnięciami.
  3. Stwórzmy środowisko, które wspiera realizację naszego celu – pomoc rodziny, bliskich. Zaopatrzmy się w niezbędny sprzęt. Zaplanujmy logistykę.
  4. Wyeliminujmy pokusy.
  5. Budujmy motywację dzięki skromnym nagrodom.
  6. Koncentrujmy się na tym, co robimy „tu i teraz”.
  7. Postęp, a nie perfekcjonizm – nie chodzi o to, by było „naj”, chodzi o działanie.
  8. Postawmy na regularność.
  9. Poprośmy o wsparcie osobę, która osiągnęła sukces w realizacji takiego samego postanowienia.
  10. Oszukujmy mózg – definiujmy tak małe kroki, by nie mógł nam odmówić ich realizacji.

Powyższa lista sugestii, opisana bardziej szczegółowo w artykule, jest porządna i poprawna. Każdy piszący sformułowałby ją – oczywiście – nieco inaczej, nie ma tu przecież żadnej listy „jedynie słusznej” albo gwarantującej cokolwiek. Niech więc i mnie wolno będzie sformułować te zalecenia „po swojemu” – a nuż komuś będą one pasować bardziej:

  1. Wybierz jeden cel, a nie kilka naraz. wdrożenie planu zmiany jest zawsze dużym wysiłkiem. Żebyś choć ten jeden cel zrealizował, choć w 70%. I tak byłoby dobrze. Wybranie jednego celu sprzyja też refleksji typu: Co jest dla mnie najważniejsze? Czego chciał(a)bym najbardziej?
  2. Każdy termin startu albo zakończenia jest dobry – byle tobie pasował Jeśli ci to pomaga, to zaczynaj od nowego roku. Ale każda data startowa jest dobra. Data szczególna początku albo zakończenia akcji, bywa że pomaga w motywacji (schudnąć na święta, trenować bieganie do konkretnego półmaratonu itp.)
  3. Nastaw się, że będzie ciężko. Unikniesz zdziwienia i rozczarowania. lepiej spodziewać się zbytnio wyzwań niż je lekceważyć. Do realizacji zmiany potrzeba wytrwałości i silnej woli. Także odporności na różne pokusy i „bezustanne sytuacje wyjątkowe”, jakie życie przynosi.

  4. Poczytaj o doświadczeniach innych, nie powtarzaj głupich błędów, na których sparzyli się już inni. Wskazana jest nauka na cudzych błędach, bo jest mniej bolesna. A jeśli nie, to chociaż na własnych ale to trwa dłużej i dokucza bardziej. Nie musisz wymyślać wszystkiego od zera. Większość postanowień jest bardzo typowa (waga, sport, język obcy, palenie…), a na typowe sytuacje istnieje zwykle sporo sprawdzonych typowych sposobów. Nie ufaj im bezgranicznie ale i nie lekceważ ich pochopnie.
  5. Może wsparcie od osoby bliskiej? Rodziny? Jeśli uda ci się uzyskać wsparcie od osoby bliskiej, to będzie ci łatwiej. Wsparcie może być bierne (dobre słowo, doping przy treningu) albo czynne (trenujesz wspólnie z kimś innym, kto ma podobne cele)
  6. Za wszelką cenę utrzymaj systematyczność. To jest klucz do sukcesu. Trzeba robić kroki w dobrą stronę (choćby małe) i wiele tych kroków. Lepiej kolejne (nawet małe) etapy zmiany realizować z błędami lub potknięciami niż przedwcześnie poddawać się.
  7. Monitoruj postępy. Zapisuj wyniki w zeszycie. pozwoli to ci unikać „wewnętrznego oszukiwania się”. Każdy z nas ma tendencję do widzenia siebie w bardziej pozytywnym świetle niż to jest faktycznie. To typowe. Regularnie (codziennie?) robione notatki przypominają ci o postanowieniu oraz stanowią dodatkową motywację. A to jest bardzo ważne.

  8. Nie pozwól, aby pojedyncze odstępstwa lub potknięcia popchnęły cię do rezygnacji z planu w ogóle. O tym już była mowa wcześniej. Nie myśl o tym, aby być „superman’em” i zrealizować 120% planu. Myśl o tym, aby celować w 100% a zadowolić się choćby i 70-80%. Ostatnią rzeczą więc jaką chciałbyś zrobić jest więc rezygnacja przy pierwszym potknięciu. Miałeś słaby dzień? Trening? Opuściłeś lekcje? Nie rezygnuj! Wróć do starań! Jeszcze nie wszystko jest stracone! Nobody is perfect!

  9. Ciesz się każdym postępem, nawet jeśli nie osiągniesz swojego oryginalnego celu. Znów hasło wspomniane już prze chwilą. Oceń ile udało ci się faktycznie osiągnąć z pierwotnie postawionych celów i… myśl nad następnymi celami, krokami, planami!

W artykule – jak już wspominałem wcześniej – tytułowym przykładem jest systematyczne bieganie (1). Innym popularnym przykładem byłaby nauka języka obcego (2) albo pozbycie się kilku niepotrzebnych kilogramów (3). Zobaczmy więc, jak w praktyce wyglądałoby zastosowanie powyższych „przykazań” do zmian typu (1), (2) lub (3):

  1. Wybierz jeden cel, a nie kilka naraz. ta kwestia w zasadzie nie wymaga dalszego komentarza, choć ktoś może powiedziałby, że cele (1) i (2) nieźle pasują aby je połączyć ze sobą. Faktycznie, to akurat pasuje. ALE nie planuj od Nowego Roku: przestać przeklinać, zacząć biegać i nauczyć się niemieckiego. Nawet dla ciebie, taka kombinacja to raczej będzie za dużo.
  2. Każdy termin startu albo zakończenia jest dobry – byle tobie pasował (1) powiedz może sobie, że chcesz w czerwcu pobiec półmaraton? Albo w kwietniu 10 km na otwarcie sezonu? (2) zdanie w czerwcu 2017 egzaminu zewnętrznego z języka, na najniższym poziomie (tak, tak: to nie pomyłka, jeśli jesteś całkiem zerowy, to musi potrwać 1,5-2 lata) (3) może warto sobie postawić np. cel: zrzucenie 5 kg do Wielkanocy?
  3. Nastaw się, że będzie ciężko. Unikniesz zdziwienia i rozczarowania. (1) jest zima. Masz „jak w banku”, że ci się nie będzie chciało. A czasem pogoda będzie okropna, albo temperatura -15 st C… (2) półtora roku aby się nauczyć podstaw niemieckiego??? Czy oni są poważni??? To przecież wydaje się nieskończoność!!! No i ta kasa potrzebna na opłatę za naukę, a potem egzamin??? (3) a przecież za chwilę imieniny cioci Zosi, a zaraz potem wypad na tydzień z kumplami, a potem… – czy Ty naprawdę chcesz w takiej sytuacji schudnąć???
  4. Poczytaj o doświadczeniach innych, nie powtarzaj głupich błędów, na których sparzyli się już inni. (1) nie wymyślaj koła od zera! W internecie znajdziesz bez kłopotu standardowe 3-miesięczne programy przygotowań do półmaratonu (zakładając, że dziś przebiegniesz 5 km bez przerwy) albo do biegu 10 km (bez żadnych początkowych założeń) (2) nie wierz przypadkiem, że języka nauczysz się dzięki stosowaniu programu komputerowego albo wkładaniu podręcznika pod poduszkę przed spaniem. Znasz takich (pomijając właścicieli szkół językowych albo producentów programów komputerowych), którzy polecają tę metodę? (3) klasyczne zagrożenia (pokusy) znajdziesz bez trudu w sieci albo na blogach. A zaraz przy tym… klasyczne sposoby aby się przed nimi bronić. Czy to Tobie wystarczy do odniesienia sukcesu? Odpowiedź nie jest oczywista. Pamiętaj po prostu, że NIKT ZA CIEBIE nie pobiegnie/schudnie/nauczy się języka. Reszta po prostu zależy od ciebie.
  5. Może wsparcie od osoby bliskiej? Rodziny? (1) jeśli masz w pobliżu „bratnią duszę”, która już biega i zaraziła ciebie bakcylem biegania, może częste rozmowy z nim/nią pomogą ci utrzymać motywację? A może mając drugą osobę na poziomie podobnym do ciebie, umówicie się na wspólne regularne bieganie? Kiedy nie będzie ci się chciało wyjść z domu, będzie ci może głupio być tym „miękkim” – może taka pomoc okaże się decydująca. (2) dla wielu osób znaczącą motywację jest samo wniesienie opłaty do szkoły językowej. Widmo straty pieniędzy jest dla wielu groźbą wystarczającą. A jeśli nie, to może druga osoba, z którą wspólnie chodzilibyście na zajęcia? (3) dla niektórych dopingiem jest ogłoszenie swoich celów w rodzinie czy wśród kolegów z pracy. Dla innych sam fakt, że twoja rodzina czy osoby bliskie nie zachęcają cię do słodyczy czy dokładek jest znaczącą pomocą.
  6. Za wszelką cenę utrzymaj systematyczność (1) minimum to trzy biegi w tygodniu, cztery jeśli dasz radę. Ale nawet w najgorszym okresie nie schodź poniżej dwóch treningów. Trenuje się trudno ale wraca po przerwie – jeszcze trudniej. (2) Nauka języka to zajęcie długoterminowe. Przerwy dłuższe niż kilka dni działają zabójczo na kompetencje językowe. Tym większą pomocą w utrzymaniu regularności są zajęcia w szkole językowej (1-2 razy w tygodniu) (3) gwałtowne chudnięcie jest częściej efektem choroby niż diety, a jeśli nawet jest spowodowane ostrą dietą, to prawie zawsze kończy się szybkim powrotem poprzedniej wagi (tzw. efekt jo-jo). Nic więc nie zastąpi konsekwentnego odchudzania się przez dłuższy czas.
  7. Monitoruj postępy. Zapisuj wyniki w zeszycie. (1) zapisuj główne parametry treningowe, w zeszycie albo w komputerze. Możesz wspomagać się aplikacją komputerową, ale absolutnie nie jest to konieczne. Zwykły zeszyt spełni ci taką samą rolę (2) zapisuj nie tylko swoje obecności na zajęciach ale także ile pracujesz w domu. Jeszcze nikt nie nauczył się języka obcego tylko poprzez naukę na lekcjach. Regularna praca w domu jest niezbędnym warunkiem sukcesu. (3) zapisuj swoją wagę codziennie. Sam moment ważenia się zwiększa motywację. A świadomość stopniowych postępów dodaje motywacji.
  8. Nie pozwól, aby pojedyncze odstępstwa lub potknięcia popchnęły cię do rezygnacji z planu w ogóle. (1,2,3) unikaj przerw w treningach, nauce języka czy zrzucaniu wagi. Ale jeśli już zdarzy ci się jakiś tydzień bez treningów, nauki czy odchudzania, z powodu wyjazdu, choroby albo spiętrzenia pracy, to nie traktuj tego jako oznakę końca zobowiązania
  9. Ciesz się każdym postępem, nawet jeśli nie osiągniesz swojego oryginalnego celu. Obojętnie czy chodzi o czas osiągnięty na półmaratonie, czy biegłość w posługiwaniu się językiem obcym albo liczba zrzuconych kilogramów – każdy sukces, nawet częściowy, jest krokiem w dobrą stronę i zachętą na przyszłość. Ciesz się nim!

A teraz wypada już tylko życzyć powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.