Figura słowna

Wysłałeś swoje cv do firmy. Dołożyłeś list motywacyjny, w który włożyłeś sporo wysiłku. Nawiązałeś w nim do projektów aktualnie realizowanych w tej firmie, o czym pisała prasa. Wskazałeś, dlaczego twoje kompetencje i doświadczenie mogłyby się – twoim zdaniem – tej firmie przydać. Ku twojemu zdziwieniu odpowiedź z firmy przyszła już po kilku dniach. Ktoś najwyraźniej dość starannie przestudiował nadesłane przez ciebie dokumenty. Szefowa działu HR była pod wrażeniem twoich kwalifikacji i doświadczenia. W odpowiedzi padały hasła, że istnieje spora szansa, że twoja osoba mogłaby zostać zaproszona w przyszłości do współpracy z firmą. Szefowa kadr w dalszej części odpowiedzi dziękowała ci za to, że mając takie kwalifikacje znalazłeś czas na to, aby przygotować i wysłać im swoje podanie. W końcowej części listu szefowa kadr informowała, że aktualnie nie widzi odpowiedniego stanowiska w tej firmie dla ciebie. Z drugiej strony, pisała jednak że sytuacja może się zmienić niedługo i wtedy niezwłocznie odezwą się do ciebie. I tu następował podpis szefowej działu kadr firmy, do której składałeś twoje papiery. CZYLI CO TAK NAPRAWDĘ ONI CI NAPISALI?

Zanim odpowiemy na to pytanie (nazwijmy tę sytuację PRZYKŁADEM 1), spójrzmy na następującą – nieco inną – sytuację, dotyczącą blogu „Jajko na miękko”.

PRZYKŁAD 2:

Jedna z młodych czytelniczek bloga, Martyna, córka moich bliskich znajomych, z którymi znamy się od wielu lat, napisała do mnie tak:

(…) Kasia Tusk powiedziała kilka dni temu w TVN, że statystycznym czytelnikiem jej niedawno wydanej książki [pt. „Elementarz stylu – dopisek WH] jest kobieta w wieku 25-35 lat 🙂 Napisałam więc do niej taki email:

Cześć Kasiu,

nie znalazłam na blogu innego maila stąd wiadomość tutaj. Jako ciekawostkę chciałabym Ci powiedzieć, że znajomy moich rodziców, poważny biznesman grubo po 50 zobaczył u mnie Elementarz i zanim zdążyłam go otworzyć zapytał czy może pożyczyć… zdziwiłam się ale oczywiście pożyczyłam. Jak się okazało napisał recenzje na swoim blogu jajkonamiekko.pl (blog o umiejętnościach miękkich w biznesie (…)) pt. „Dziewczyna z klasą – czyli co Kasia Tusk radzi młodym kobietom”. Jak widać trafiasz nie tylko do młodych kobiet ale też uznanych wykładowców akademickich, biznesmanów.

pozdrawiam serdecznie

Martyna

Nie byłoby w tym niczego niezwykłego gdyby nie to, że dosłownie następnego dnia odpowiedziała jej sama Kasia Tusk, autorka bloga. Odpowiedź Kasi Tusk do Martyny brzmiała tak:

W dniu 2015-12-07  adverts@makelifeeasier.plAdresat: napisał(a):

 

Dzień dobry Martyno,

Na wstępie bardzo dziękuję za zainteresowanie moją stroną. Jest mi niezmiernie miło!

Dziękuję również za serdeczne słowa o moim „Elementarzu”. Po wielu nieprzespanych miesiącach pracy, niepewnościach, każdy pozytywny odbiór książki, to dla mnie ogromna radość. Tym bardziej cudownie czyta się tak przemiłą „recenzję”. Cieszę się, że książka trafia do tak wielu osób

Pozdrawiam ciepło,

Katarzyna Tusk

Czyli co tak naprawdę wyczytać mogła Martyna  z tej – dość osobistej przecież – odpowiedzi od blogerki Kasi Tusk? No i czy jest coś, co łączy obie sytuacje opisane w tym blogu?

A teraz jeszcze wyobraźcie sobie inny typ odpowiedzi wysłanej do Martyny z adresu adverts@makelifeeasier.plAdresat    „Twoja wiadomość wysłana 6 grudnia 2015 o godzinie …….. dotarła do adresata i została wyświetlona na jego ekranie”

PRZYKŁAD 3:

A teraz jeszcze inna sytuacja. Jest mała firma, zatrudniająca około 30 osób. Jej właściciel, wchodzący już powoli w wiek emerytalny, decyduje się sprzedać firmę większemu graczowi, od lat mającemu ustabilizowaną pozycję na rynku. Po ogłoszeniu informacji o sprzedaży firmy, w firmie zorganizowane jest spotkanie z przedstawicielem nowych właścicieli. Wszyscy zdają sobie sprawę, że profil znacznej części pracowników, związanych z tym pracodawcą od lat, znacząco odbiega od typowych realiów obowiązujących obecnie na rynku pracy. Z sali pada pytanie o to, czy przewidywane są zmiany (redukcje) wśród grona pracowników firmy.

W odpowiedzi pracownicy słyszą taką wypowiedź:

Nie przychodzimy tutaj po to, aby kogokolwiek zwalniać. Nie jest to naszą intencją. Wręcz przeciwnie. Zdecydowaliśmy się przejąć tę firmę m.in. dlatego, że bardzo cenimy sobie waszą markę i wasze produkty i jesteśmy pod wrażeniem renomy, jaką one mają wśród klientów. Każdy z pracowników firmy jest dla nas cenny i zamierzamy wykorzystywać jego doświadczenie. Liczymy wręcz na to, że nasza firma i nasi specjaliści będą mogli się wiele nauczyć i skorzystać po fuzji obu firm. Takie mamy nastawienie i takie intencje.

Jak powinni pracownicy odczytać tę wypowiedź? Czy oznacza ona, że:
– redukcji personelu nie będzie?
– redukcja personelu jest już zadecydowana?
– nie zapadła jeszcze decyzja, choć trwa w tej chwili w nowym zarządzie firmy intensywna dyskusja w tej sprawie?
– przedstawiciel nowego właściciela nie chce się w ogóle obecnie wypowiadać w tej kwestii.

Osoby bardziej doświadczone powiedziałyby, że prawidłowa interpretacja odpowiedzi na pytanie zadane z sali zawarta jest w opcji ostatniej. Odpowiedź nie niesie w sobie żadnej treści. To – po prostu – klasyczna „figura słowna”.

 

Pojęcie „figury słownej” i jej rola w komunikacji

Wszystkie trzy opisane wyżej przykłady łączy jedna wspólna cecha. Odpowiedzi na podanie o pracę (Przykład 1) czy mail do autorki bloga (przykład 2) albo pytanie zadane podczas spotkania (Przykład 3) zawierają w głównej swojej części obszerne „figury słowne” czyli wypowiedzi, których nie mają nieść w sobie treści ale tylko ładnie opakować lakonicznie brzmiące sedno odpowiedzi, które w przeciwnym razie (gdyby je powiedzieć wprost) brzmiałoby obcesowo i nieuprzejmie. Sedno odpowiedzi w przytoczonych odpowiedziach mogłoby brzmieć mniej więcej tak:

  • Nie widzimy możliwości zatrudnienia Pana/Pani (Przykład 1)
  • Pana/Pani komentarz wpłynął do nas. Jako zespół współpracowników blogerki widzimy, że jest pozytywny. (Przykład 2)
  • Nie udzielamy obecnie żadnych komentarzy w tej sprawie. Jest oczywiste, że redukcja liczby osób zatrudnionych to bardzo prawdopodobny ruch ze strony nowego właściciela. (Przykład 3)W faktycznych odpowiedziach pada wiele innych stwierdzeń. A co w takim razie z nimi?
  • Twoje cv jest bardzo wartościowe (i pewnie bez kłopotu znajdziesz pracę gdzie indziej). Szefowa cv przeanalizowała twoje dokumenty. Szefowa HR odpisała tobie. (Przykład 1)
  • Kasia Tusk czytała twój email. Informacje przekazane przez ciebie zainteresowały ją nawet i sprawiły jej przyjemność. Kasia Tusk zdecydowała się odpisać tobie i to w dość osobisty sposób, powołując się na to, ile wysiłku sprawiło jej napisanie tej książki. (Przykład 2)
  • Nowy właściciel nastawiony jest na skorzystanie z wiedzy i doświadczenia kadry przejmowanej firmy. Nie ma obecnie żadnych planów zwolnień. Nowy właściciel osobiście będzie się starał o to, aby możliwie przez wiele lat nikogo nie zwolnić. (Przykład 3)

Czy powyższe stwierdzenia to nieprawda? Po prostu kłamstwo? Albo manipulacja? A może wręcz to jest „zwykłe chamstwo”? I lekceważenie osoby piszącej czy zadającej pytanie?

Nie jest tak źle. Wystarczy tylko odpowiednio rozumieć właściwy sens odpowiedzi. W pierwszych dwóch przypadkach użyto standardowej formułki, być może jednej z kilku używanych bezustannie, w której w dyplomatyczny i uprzejmy sposób przekazano sens faktyczny odpowiedzi. Formułkę taką najczęściej wybiera jakaś osoba z zespołu współpracującego z szefem/szefową i metodą „Copy+Paste” wkleja do odpowiedzi. Formułka odpowiedzi automatycznie zawiera podpis szefa/szefowej. I tyle. Cała operacja zajmuje wprawnej osobie ok 10 sekund (przykład 2). Można tak obsłużyć w kwadrans co najmniej kilkadziesiąt maili pozostawiając dobre wrażenie i nie zrażając sobie czytelnika/czytelniczki. W Przykładzie 1 ktoś musiał oczywiście najpierw zadecydować merytorycznie o odmowie – jeśli podanie w ogóle było rozpatrywane choćby potencjalnie. To – oczywiście – mogło zająć nieco dłużej. Ale samo pisanie odpowiedzi – to już był tylko moment.

A w Przykładzie 3? Odpowiedź, jaka padła na sali miała uspokoić pytającego i odwrócić uwagę sali od drażliwych kwestii. Cóż dałoby potęgowanie napięcia skoro decyzje nie zapadły jeszcze? Albo może zapadły, ale jeszcze nie zdecydowano by się ich ujawniać? Czyż nie lepiej w takiej sytuacji odpowiedzieć dyplomatycznie i miło? Przyjdzie jeszcze czas później, za kilka dni lub tygodni, na kwestie sporne.

Podsumowanie

Termin „figura słowna” nie jest powszechny – na swój użytek sam go sobie stworzyłem (wiele lat temu). Czy tę wypowiedź nazywać tak czy inaczej, sedno pozostaje takie samo. Figura słowna to wypowiedź lub jej fragment, który nie jest wiążący, nic mówiącego „nie kosztuje” a sprawia, że wydźwięk wypowiedzi nie jest antagonistyczny ani niemiły. Figura słowna – oczywiście – nie zmienia głównej treści merytorycznej wypowiedzi, która jest w jakimś sensie negatywna (Przynajmniej w Przykładzie 1 i 3; co do Przykładu 2, to może niezbyt przyjemnym elementem odpowiedzi byłaby informacja, że ktoś z zespołu blogerki „rzucił tylko w to okiem przez 5-10 sekund”).

Można by to porównać do skromnego albo wręcz symbolicznego prezentu zapakowanego w piękne i sporej wielkości pudełko i przewiązanego ozdobną wstążką. Samo opakowanie oczywiście nie zmienia faktu, że w środku znajduje się tylko ozdobny, firmowy otwieracz do kapsli. Ale ogólnie rzecz biorąc, jakoś nam przyjemniej…

Dodajmy na koniec, że stosowanie „figur słownych” jest naturalnym i pozytywnym elementem uprzejmych i dyplomatycznych odpowiedzi. Nie ma w nich nic złego. Wszystkim nam się przyjemniej żyje, gdy słyszymy wokół siebie uprzejme i choćby pozornie pozytywne stwierdzenia i informacje. Trzeba tylko wiedzieć jak je odczytywać.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.