Dziewczyna z klasą – czyli co Kasia Tusk radzi młodym kobietom

Kasia Tusk, córka premiera Tuska, obecnego prezydenta Europy, zyskała sobie rozgłos w Polsce jako blogerka modowa. Ostatnio ukazała się jej książka pt. „Elementarz stylu”. Wprawdzie zdecydowana większość książki dotyczy zakamarków kobiecej szafy i powodów stawiania sobie dramatycznego pytania „Ja przecież nie ma w co się ubrać !?!?”, a więc tematyki, do której mi daleko, ale w czwartej części książki uwagę moją przykuł tytuł rozdziału 15: „Nie wystarczy być modną, trzeba się jeszcze umieć zachować”. Z ciekawością zajrzałem tam, aby samemu wyrobić sobie opinię o zawartości rozdziału.

Rozdział piętnasty książki liczy 14 stron, w tym 7 całostronnicowych – i trzeba przyznać, że wysmakowanych i atrakcyjnych – zdjęć. Poniżej subiektywny wyciąg z zaleceń zawartych na pozostałych 7 stronach rozdziału:

  • To prawda, że pierwsze wrażenie bierze się z wyglądu dziewczyny (mężczyzn, oczywiście, też, ale o nich nie mówi się w książce). Ale – podkreśla autorka – pozostałe twoje cechy i tak wyjdą za wierzch. Nie warto więc ich lekceważyć.
  • Jeśli zdarza ci się używać słów „powszechnie uważanych za nieparlamentarne”, a pomijamy tu sytuacje ekstremalne i bardzo sporadyczne, to zdecydowanie nie będzie to miało nic wspólnego z wizerunkiem „dziewczyny z klasą”.
  • Jeśli zdarza ci się nieraz, że zapominasz o tym, jak należy siedzieć (porządnie, schludnie, ze złączonymi nogami) albo jeść (powoli, małymi kęsami, estetycznie), to autorka radzi wyobrażać sobie, że widzisz siebie w lustrze. To podobno pomaga.
  • Poruszany jest temat drinkowania. Bywać na szalonych imprezach – to ludzkie! Szczególnie gdy młodość „dodaje ci skrzydeł”. Autorka zwraca jednak uwagę, że choć „szalona impreza” bywa czymś bardzo pozytywnym (od czasu od czasu), to jednak – leżące zaledwie krok dalej – „niekontrolowane sponiewieranie się” jest czymś absolutnie nie do zaakceptowania. Ewentualne straty wizerunkowe – dodaje autorka – odrabia się wówczas latami.
  • Krótko poruszana jest kwestia dobrych manier przy jedzeniu. Jak to lapidarnie ujmuje autorka: „W McDonaldzie można się zachowywać jak w restauracji, ale w restauracji nie wypada się zachowywać jak w McDonaldzie”. Małe kęsy, małe porcje na talerzu, umiar w jedzeniu, schludność przy stole – to elementarz obowiązujący każdego (i każdą).
  • Kolejną kwestią komentowana przez autorkę książki są sztuczne paznokcie. Nie krytykując ich w ogóle, w książce zalecany jest umiar i dobry smak. Podobnie komentowana jest przesadna opalenizna czy obfity makijaż. Całość – gdy nieumiejętnie użyta – składa się na wystylizowany do granic wizerunek, który nijak się nie ma do własnego stylu i elegancji. Autorka wręcz niekiedy podkreśla zalety naturalności i minimalizmu.
  • Kilka słów poświęconych jest także zagadnieniu czytania książek (wykraczających poza klasę Harlequina) czy oglądania nieco bardziej ambitnych filmów. Zdaniem autorki warto poświęcić nieco wysiłku takim działaniom, bo wtedy „będziesz często miała cos ciekawego do powiedzenia”. Autorka wspomina, że wiele dobrego w tym względzie wyniosła z domu rodzinnego.
  • Kolejne obserwacje związane z codziennym zachowaniem się dziewczyny, młodej kobiety. Uroku dodaje dotrzymywanie powierzonych sekretów, powstrzymywanie się od plotek i obgadywania, wykazywanie tolerancji i autentycznej życzliwości w kontaktach z innymi. Ważne, aby te zachowania nie były skutkiem wyrachowania, gdyż takie nienaturalne zachowania są zwykle czytelne już na pierwszy rzut oka. No i dobrze byłoby, aby takie pozytywne podejście do świata, z humorem i uśmiechem, było stosowane nie tylko na zewnątrz ale także i do domowników. W książce podano nawet radę „jeśli nie wiesz jak się zachować, to się po prostu uśmiechnij – nawet jeśli wyjdziesz na idiotkę, to na słodką, a nie gburowatą”. Coś w tym jest.
  • Rozdział kończy się stwierdzeniami, że ludzką rzeczą jest nadrabiać braki, ale nie oznacza to silenie się (i snobowanie) na kogoś, kim nie jesteś. A już w żadnym razie nie próbuj zastąpić pozytywnych cech wewnętrznych kosztownym czy ekstrawaganckim wyglądem zewnętrznym, bo będzie to nie tylko nieskuteczne ale i śmieszne.

Tyle książka i jej autorka – Kasia Tusk. Jakie wrażenie u czytelnika (nie czytelniczki!) po przeczytaniu? Pozytywne. Z jednej strony, autorka nie wymaga perfekcjonizmu, w stosunku do czytelniczek nie jest apodyktyczna. Gdyby chcieć ją umieścić na osi pomiędzy „perfekcyjną panią domu” a „ch… panią domu”, to pewnie byłaby gdzieś pośrodku. Słychać w jej zaleceniach pewne echa podejścia prof. Mikołejko „żyj wystarczająco dobrze”, co jest alternatywą do perfekcji.

Z drugiej strony, autorka umiejętnie tworzy sylwetkę dziewczyny (młodej kobiety) z klasą, z własnym stylem, jako oczywiście wygląd połączony jednak z zachowaniem i zainteresowaniami. Ta mieszanka – ma się wrażenie czytając książkę Kasi Tusk – czyni cuda. A do tego wszystkiego umiar, uśmiech i naturalność. Czyż trzeba czegoś więcej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.