Firmy jak kurczaki – czyli o inkubatorach przedsiębiorczości

Zbyt wcześnie urodzone niemowlęta, także małe kurczaki – to może i tak, ale po co małe firmy umieszczać w inkubatorze? I czy one rzeczywiście zasilane są jakoś energią z zewnątrz? A podobno w USA, raju dla przedsiębiorców, pomysł inkubacji start-up’ów był długo w ogóle nieznany… Może zamiast troskliwości i chuchania, firmy powinny iść zaraz „na głęboką wodę”?

Jeszcze 10-15 lat temu w USA pojęcie „inkubatora przedsiębiorczości” w ogóle nie było znane. Ci, którzy o nim słyszeli, traktowali je z uśmiechem wyższości jako jeszcze jeden wymysł rozleniwionej Europy, przejaw nadopiekuńczości, zgodnie z którą początkujących przedsiębiorców objąć należy opieką, aby trudy wolnego rynku nie dokuczyły im zbytnio.

Dziś już pewnie takie skrajne poglądy są w USA rzadkie i w niejednej amerykańskiej uczelni znajdziemy jakąś formę wspierania inicjatyw biznesowych jej studentów, ale nadal dominuje podejście polegające na doborze naturalnym: silniejsi, skuteczniejsi przetrwają, a … ostatnich (niech) gryzą psy. I mimo tego (a może właśnie dlatego?) Ameryka Północna ma nadal na całym świecie opinię kraju bardzo sprzyjającego innowacjom i przedsiębiorczości.

Tymczasem w Europie w ogóle, a w Polsce w szczególności, inkubatory i preinkubatory przedsiębiorczości są uznanym i powszechnie stosowanym narzędziem wspierania poczatkujących przedsiębiorców. Więc jak to jest? Warto czy może nie?

Natknąłem się ostatnio w prasie na artykuł wskazujący na przypadki słabego, mało skutecznego działania inkubatorów, szczególnie w mniejszym miastach. Artykuł, pod symptomatycznym tytułem „Inkubatory nie zawsze są skuteczne” znalazłem tu:

http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,19184589,inkubatory-nie-zawsze-sa-skuteczne.html

Istota inkubacji

Wikipedia podaje taką definicję:

Inkubator – urządzenie, za którego pomocą stwarza się kontrolowane warunki zewnętrzne w celu podtrzymania procesów życiowych oraz rozwoju i wzrostu. Zadaniem inkubatora jest wytworzenie mikroklimatu o odpowiedniej temperaturze, wilgotności i składzie atmosfery.

Inkubatory stosuje się w medycynie, jako pomieszczenie dla noworodków, zwłaszcza przedwcześnie urodzonych (wcześniaków), weterynarii, hodowli przemysłowej (drobiu, ryb), biologii komórkowej i mikrobiologii, hodowla kultur mikroorganizmów lub komórkowych.

Istotą inkubatora jest wysiłek właściciela inkubatora, aby wewnątrz inkubatora warunki były lepsze niż w „normalnym świecie”. Na czym więc polega ta „lepszość”, wyższość warunków stwarzanych przez typowy inkubator przedsiębiorczości? Zwykle chodzi o:

  1. Niższe ceny wynajmu powierzchni biurowej w stosunku do podobnych biurowców na wolnym rynku.
  2. Sąsiedztwo innych firm na początkowym etapie rozwoju, w dowolnej branży albo nawet w ramach określonego typu (profilu), zwykle zaawansowanych technologii.
  3. Dostęp do zasobów wspólnych bezpłatnie lub na preferencyjnych warunkach: sal konferencyjnych, zaplecza administracyjnego, czasopism, biblioteki, a niekiedy nawet specjalistycznego zaplecza laboratoryjnego.
  4. Dostęp do usług „wspólnych” bezpłatnie lub na preferencyjnych warunkach: administracyjnych, księgowych, prawnych, a także doradztwa biznesowego, szkoleń, spotkań networkingowych itp.
  5. Niekiedy inkubator dostarczyć może „zastępczej osobowości prawnej” umożliwiając w ten sposób nowopowstałej firmie na sprzedaż swoich usług jeszcze przed formalną rejestracją firmy (fakturę wówczas wystawia sam inkubator, rozliczając się później z firmą) – w takim przypadku inkubator nazywa się zwykle pre-inkubatorem.
  6. Niektóre inkubatory są w części także ewentualnym inwestorem, gdyż dysponują środkami przeznaczonymi na udział finansowy w przedsięwzięciach.

Warto zwrócić uwagę na to, że punkty (1) i (2) wymagają sponsora zewnętrznego. Inkubator to w pewnym sensie „specyficznego typu biurowiec” (choć w praktyce bywa to także część istniejącego budynku, np. w ramach kampusu uczelnianego), w którym dostępny jest zewnętrzny sponsor, dzięki czemu czynsz jest niższy niż wartość rynkowa, a lokatorzy są wyselekcjonowani według stosowanego kryterium. Przykładową formułą czynszu jest: dla nowej firmy i biura max. 25 m2, 70% zniżki w 1-szym roku, 30% zniżki w 2-gim roku, pełen czynsz w 3-cim roku i opuszczenie inkubatora po 3 latach.

Elementy (3) i (4), charakterystyczne dla formuły inkubatora, są nietrudne do realizacji, o ile jest dostępny sponsor o którym mówiliśmy wcześniej. Specjalistyczne zaplecze laboratoryjne ma sens wtedy, gdy i sam inkubator jest specjalistyczny, np. nastawiony na firmy informatyczne albo firmy z branży chemicznej, biotechnologicznej czy medycznej. Z drugiej strony, przyjęcie założenia, że będzie wystarczająco dużo nowopowstałych firm określonego typu, zainteresowanych w dodatku pobytem w inkubatorze, jest samo w sobie dość ryzykowne.

Element (5) jest dość specyficzny i chyba najczęściej występuje w inkubatorach akademickich. W szczególności istnieje w Polsce działanie w ramach tzw. AIP, czyli Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, których częścią formuły działania jest pre-inkubacja przedsiębiorstw.

Co do (6), przykładową formułą inwestycji, stosowaną w AIP, jest objęcie 15% udziałów w firmie (na etapie preinkubacji) za kwotę 100 tys zł, co automatycznie stanowi wstępną ryczałtową wycenę firmy na kwotę 667 tys zł.

Inkubatory przedsiębiorczości w praktyce

W praktyce najważniejszą kwestią, jest zrozumienie od samego początku, że – czy ci się to podoba, czy nie – inkubator nie wymyśli za ciebie sedna twojego biznesu, nie zbada dla ciebie rynku, nie odpowie ci na kluczowe pytania dotyczące opłacalności i ryzyka twojego konkretnego biznesu. Na to w inkubatorze – za wyjątkiem nielicznych wyjątków, stanowiących jedynie potwierdzenie reguły – nie licz, a unikniesz podstawowego rozczarowania. Powiedzmy więc sobie wyraźnie od początku:

Inkubator to specyficznego typu biurowiec, z pewnym dofinansowaniem z zewnątrz i dostępem do wspólnych zasobów oraz obsługi administracyjno-urzędniczej. Inkubator to nie jest dostęp do wspólnika lub dorady doświadczonego biznesmena.

Poniżej podaję, w tej samej kolejności, pewien komentarz do wymienionych powyżej potencjalnych atutów oferowanych przez typowy inkubator:

  1. Atrakcyjne czynsze – poniżej cen rynkowych. Tak ALE… inkubatory są zwykle w dobrym standardzie, często z klimatyzacją i dobrą infrastrukturą ICT, ale TY porównujesz się być może z cenami gorzej wyposażonych biur albo wręcz alternatywą dla ciebie jest biuro w domu lub w przysłowiowym… garażu. A to wszystko, w dodatku, może być w lokalizacji wygodniejszej dla ciebie, aniżeli inkubator, zlokalizowany może na drugim końcu miasta.
  2. Sąsiedztwo innych start-up’ów, może nawet w twojej branży. Tak ALE… praktyka może być bardzo różna od założeń. Nie zawsze w danym środowisku jest wystarczająca liczba kandydatów na lokatorów inkubatora, a administracja inkubatora rozliczana jest „z wyniku”, ma często do rozliczenia dotacje EU wzięte na budowę inkubatora. Wszystko to nieraz wymusza kompromisy. Jest więc całkiem prawdopodobne, że w samym inkubatorze nie będziesz miał z kim porozmawiać. Miej raczej więc umiar w swoich oczekiwaniach.
  3. Dostęp do zasobów wspólnych to jest ewidentnie zaleta ALE jeśli np. ten akurat inkubator oferuje dostęp do laboratoriów, sprawdź najpierw czy to w ogóle jest istotne w przypadku twojej firmy.  Jeśli tego w ogóle nie potrzebujesz, to ten element możesz przy swojej decyzji pominąć.
  4. Co do usług administracyjnych i księgowych – bywa pewnie rozmaicie, w jednych miejscach prawidłowo i dobrze, a w innych z ich umiarkowaną jakością. W końcu nic tak nie wpływa na jakość usług jak zdrowa konkurencja (ta kwestia poruszana jest m.in. w załączonym poniżej artykule). A lokatorzy inkubatora wyboru raczej nie mają. Co do usług prawnych, to większość z młodych przedsiębiorców raczej nie potrzebuje.
  5. Pre-inkubacja i zastępcza „osobowość prawna” może być atrakcyjne tylko dla bardzo początkujących przedsiębiorców. Każdy inny woli samodzielnie kasować przychody, na własny rachunek i pod własnym szyldem.
  6. Jeśli inkubator może być również potencjalnie inwestorem – to taka opcja mogłaby być dość atrakcyjna dla wielu. Jest to jednak rozwiązanie relatywnie rzadkie wśród inkubatorów, gdyż wymaga znaczących środków zewnętrznych, wprost na to przeznaczonych, a także wymaga akceptacji dużego ryzyka inwestycyjnego, jakie jest związane z takimi inwestycjami w start-up’y. Dodatkowo, nawet jeśli twój inkubator miałby taką opcję, szansa że ty będziesz do niej zakwalifikowany jest niewielka.

Zamiast podsumowania

Czyli, jak to jest z atrakcyjnością inkubatorów? Jeśli masz go niedaleko od siebie, mają akurat miejsce i chęć „przytuleni” ciebie i twojej firmy, a warunki finansowe są do przyjęcia, nie wahaj się ani chwilę. Znajdziesz się w dobrym, ponadprzeciętnie rzutkim towarzystwie, pewnie głównie młodym, wśród osób ponadprzeciętnie rzutkich i zmotywowanych do rozwju własnej firmy. Samo przebywanie w takim miejscu, w takim gronie, świadomość że nie ty jeden masz niepewność jutra i problem z pozyskaniem klientów – wszystko to jest miłe. Biura są  od razu zaprojektowane pod niewielkie firmy, a dostępność zasobów i usług wspólnych jest wygodna.

Z drugiej strony jednak, nie sądź, że w inkubatorze albo gdziekolwiek indziej wokół ciebie, ktoś zdejmie z ciebie główne wyzwanie stojące przed każdym przedsiębiorcą, a szczególnie początkującym i młodym: zapewnienie twojej firmie rentowności i płynności finansowej oraz odpowiedniej ścieżki rozwoju. Z tą kwestią pozostaniesz i tak sam, może razem ze wspólnikami, jeśli ich masz. I żadne szkolenie ani dorada urzędnicza, o jaką łatwo w inkubatorze, w tej decyzji  ciebie nie zastąpi. Jeśli będziesz mieć szczęście, może osoba która WIDZIAŁA sporo start-up’ów, zarówno udanych jak i nieudanych, będzie w stanie coś ci doradzić, zaopiniować, podpowiedzieć. Zwykle jednak zobaczysz chętnych i miłych ale… mało doświadczonych w praktyce urzędników.

Za to któregoś dnia, kiedy już będziesz gotowy aby swoim pracownikom, rodzinie i przyjaciołom ogłosić, że twoja firma odniosła sukces – będzie to naprawdę twój własny sukces, a nie nikogo innego.

 

 

 

Inkubatory nie zawsze są skuteczne

Mariusz Sepioło

16.11.2015 , aktualizacja: 18.11.2015 11:13

 

Słupski Inkubator Przedsiębiorczości (.)

O ile w dużych miastach inkubatory przedsiębiorczości funkcjonują nie najgorzej, to w mniejszych mają kłopot ze znalezieniem klientów. A wielu młodych ludzi w ogóle nie wie o ich istnieniu.

Jacek i Aneta kilka lat temu wpadli na pomysł na biznes. Byli na drugim roku studiów i chcieli kompleksowo organizować śluby i wesela. Do działania przystąpili z zapałem. Jacek zajmował się kwestiami technicznymi, Aneta śledziła najnowsze trendy i wymyślała kolejne pomysły. Przygotowania szły sprawnie, bo Jacek i Aneta to narzeczeni i mieszkają razem. Wkrótce przestrzeni w wynajętym mieszkaniu zaczęło brakować. Na podłodze walały się projekty zaproszeń, ulotki i inne gadżety. Para nie chciała się spotykać z klientami w mieszkaniu albo osiedlowej kawiarni. Potrzebowali biura z prawdziwego zdarzenia. W internecie znaleźli informację o instytucji, o której wcześniej nie słyszeli. Inkubator przedsiębiorczości działający przy ich uczelni oferował nie tylko tańsze niż zwykle miejsca na działalność gospodarczą, ale także wsparcie merytoryczne. Tego właśnie potrzebowali – jako studenci prawa nie mieli wiele wspólnego z prowadzeniem księgowości. – Byliśmy rozczarowani – mówią dzisiaj Jacek i Aneta. Nie chcą powiedzieć, w jakim mieście korzystali z usług inkubatora, bo – jak mówią – ciągle pracują w nim ich znajomi. – Co prawda wynajęliśmy biurko za niższą cenę, ale obiecanego „wsparcia merytorycznego” nie dostaliśmy. Chętnie skorzystalibyśmy ze szkoleń, ale takich nikt nie proponował. Z usług księgowej można było korzystać, ale jeśli odczekało się swoje w kolejce – miała tyle zleceń, że nie mogła się wyrobić. Chociaż stworzyli firmę od podstaw, wymyślili chwytliwą nazwę, identyfikację graficzną i ogłaszali się gdzie się dało – ich telefon milczał. – Mieliśmy wrażenie, jakby inkubator był tylko biurem do wynajęcia, nikt się nami nie interesował, nie podpowiadał, jak się rozwijać. Zwinęliśmy interes – opowiada Aneta. – Mam nadzieję, że dzisiaj podejście inkubatorów do klienta się zmieniło – dodaje. Z inkubatora do Mediolanu – Ryzyko porażki paraliżuje wiele wartościowych inicjatyw, a inkubatory skutecznie zmniejszają to ryzyko. Wielu ludzi biznesu, dzięki temu, że miało takie wsparcie, wystartowało i nauczyło się reguł gry na polskim rynku. Dzięki temu przeszli bezcenną, bo praktyczną „szkołę biznesu”, oczywiście za cenę rezygnacji z pełnej niezależności – mówi Artur Ragan z agencji pracy Work Express. – Inkubatory na pewno pomogły wielu ludziom rozpocząć przygodę z biznesem i wpływają korzystnie na liczebność lokalnych małych firm. Najczęściej dają one możliwość taniego wynajęcia pomieszczeń i korzystania z pomocy publicznej. Inkubatory mogą działać w różnej formie: instytutu, fundacji czy organu samorządowego. W największej skali funkcjonują przy uczelniach wyższych jako akademickie inkubatory przedsiębiorczości (AIP). Te zapewniają młodym biznesmenom przede wszystkim zwolnienie z obowiązku opłacania składki ZUS i rejestracji działalności gospodarczej. – Dla wszystkich „egzaminem dojrzałości” jest opuszczenie inkubatora i zmierzenie się z realiami. A te, jak wiadomo, nie rozpieszczają – mówi Artur Ragan. – Kiedy zaczyna się bieganie po urzędach i składanie wyjaśnień, płacenie ZUS-u i pilnowanie kwestii księgowych, niejeden przedsiębiorca zniechęca się do własnej działalności po paru miesiącach funkcjonowania w normalnych warunkach – dodaje. Trudno o oficjalne statystyki pokazujące, jaki odsetek firm z inkubatorów przetrwało. Kierownictwo AIP twierdzi, że odsetek ten – ale tylko w przypadku firm spod skrzydeł AIP – wynosi 70 proc. Dzisiaj w ramach AIP w 50 placówkach w całej Polsce działa blisko 1700 firm. Wiele z nich może się pochwalić sukcesami, także na skalę międzynarodową. Przykładem może być firma odzieżowa MISBHV, której sklepy można spotkać w Mediolanie, Londynie czy Tokio. Choć Kielce nie są dużym ośrodkiem akademickim, to mogą się chwalić sporymi sukcesami. – Startupy działające w ramach AIP Kielce to prężnie rozwijające się młode firmy – mówi Marta Bogucka, koordynatorka inkubatora w Kielcach. – Ułatwiliśmy start w biznesie osobom, które obecnie prowadzą sprawnie działające firmy o silnej pozycji na rynku. Kielecki Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości spod swoich skrzydeł wypuścił firmę o nazwie Fabryka Imprez Biba, która została wyróżniona nagrodą Świętokrzyskie Tygrysy w kategorii Młoda Firma Roku. Na uwagę zasługuje też startup Master Project, który obecnie działa w obszarze IT (robi m.in. strony internetowe). Właściciel StartUp zatrudnia już kilkanaście osób i ma na swoim koncie realizacje dla dużych partnerów biznesowych. – Z rozmów, które mam możliwość przeprowadzać ze startupowcami, wynika, że gdyby nie działalność AIP w Kielcach, nie mogliby stanąć na nogi i rozwinąć swojego biznesu. Z takimi opiniami spotykam się każdego dnia – tłumaczy Bogucka. – Można więc śmiało powiedzieć, że AIP Kielce istotnie wpływa na rozwój przedsiębiorczości w regionie świętokrzyskim, nie tylko dlatego, że daje możliwość przetestowania swojego pomysłu na firmę, ale również dzięki szkoleniom i spotkaniom biznesowym, które organizujemy. Za mało biznesplanów i miejsc pracy O ile w dużych miastach inkubatory zdają egzamin, to w mniejszych miejscowościach, które nie mogą się pochwalić potencjałem w postaci dużej szkoły wyższej, mają spore problemy. Przykładem są Siedlce, w których miejscowy inkubator ma kłopot ze znalezieniem klientów. Młodzi siedlczanie nie wykazują się chęcią do budowania biznesów. A jeśli już, to uciekają z nimi do pobliskiej Warszawy. Większość inkubatorów w Polsce jest współfinansowanych ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (EFRR). W zeszłym roku Europejski Trybunał Obrachunkowy postanowił sprawdzić, jak te pieniądze są wykorzystywane. Wyniki kontroli w 27 placówkach w Polsce, Czechach, Wielkiej Brytanii i w Hiszpanii dają do myślenia. W Polsce przebadano 6 inkubatorów. Plusem, jakiego dopatrzył się Trybunał, była dobrze funkcjonująca infrastruktura. Polskie inkubatory zostały dobrze wybudowane i wyposażone. Gorzej było pod względem skuteczności: w skontrolowanych inkubatorach powstało zbyt mało biznesplanów. Wspomogły one zbyt mało firm, przez co powstało mało nowych miejsc pracy. Usługi świadczone przez inkubatory były „luźno powiązane” z potrzebami młodych przedsiębiorców. Ponadto inkubatory w zbyt małym stopniu brały pod uwagę skuteczność projektów objętych inkubacją, przez co często okazywało się, że firmy kończyły działalność. Eksperci rynku pracy wskazują na inne przeszkody w skutecznym działaniu inkubatorów. – Teoretycznie, najbardziej zorientowani w temacie inkubatorów przedsiębiorczości powinni być studenci, absolwenci, a także bezrobotni, którzy mają pomysł na biznes i chcą go zrealizować ze wsparciem inkubatora – mówi Monika Cyboran-Trzebińska, dyrektor zarządzająca działu Dotacje w Grupie Loyd, będącego jednocześnie inkubatorem. – Jednak obserwując rynek pracy, a w szczególności sytuację osób młodych, można zauważyć, że potencjalni beneficjenci inkubatorów przedsiębiorczości nie wiedzą o ich istnieniu lub nie mają pojęcia, jak z nich korzystać. Zdaniem Cyboran-Trzebińskiej funkcjonowanie inkubatorów nie zawsze sprzyja rozwojowi przedsiębiorczości w danym obszarze. – Ze względu na promowanie firm technicznych i innowacyjnych, osoby planujące biznes w innej sferze będą miały problem z zakwalifikowaniem się do uczestnictwa w inkubatorze – mówi ekspertka. – Ta sytuacja ma swoje dalsze konsekwencje, np. wśród studentów kierunków humanistycznych utrwala się pogląd, że inkubatory są poza ich zasięgiem. „Zła sława” inkubatorów przekłada się na to, że humaniści już na starcie rezygnują z tej formy wsparcia biznesu. – Osobny temat to odsetek ludzi, których przejście z inkubatora do świata realnego zainspirowało do otworzenia działalności w… Wielkiej Brytanii – mówi Artur Ragan. – Powody? Składki ubezpieczenia społecznego zaczynające się od kilkudziesięciu złotych miesięcznie, kwota wolna od podatku kilkanaście razy wyższa, wysoki próg obowiązkowej rejestracji w VAT i wiele innych czynników sprawia, że w ostatnich latach spora liczba startupów, zamiast w inkubatorach, rozpoczyna działalność w brytyjskich biurach doradztwa podatkowego. Istotny problem stanowi również mały udział tzw. aniołów biznesu czy funduszy venture capital w funkcjonowaniu inkubatorów. – To właśnie inwestycja finansowa w startup jest często kluczowa przy budowaniu, komercjalizacji, a w dalszej perspektywie – internacjonalizacji biznesu – mówi Monika Cyboran-Trzebińska. – Pozostają więc fundusze unijne, na które jeszcze przez najbliższe pięć lat mogą liczyć młodzi przedsiębiorcy, co w połączeniu z wyposażonymi w środki i narzędzia inkubatorami pozwoli na minimalizowanie różnic w rozwoju ekonomicznym regionów i budowanie ich konkurencyjności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.