Zmienić się – tylko jak?

Znacie to powiedzenie, przypisywane Bernardowi Shaw? „Rzucić palenie – żaden problem! Ja co tydzień rzucam!” Wszyscy to znamy. W Nowy Rok albo w zwykły poniedziałek podejmujemy ważne dla nas – jak nam się wydaje – postanowienie. Schudnę… nauczę się angielskiego/chińskiego… będę codziennie wykonywał ćwiczenia lecznicze na kolana/kręgosłup/… będę chodzić regularnie na bieganie/pływanie/siłownię… rzucę palenie… przestanę przeklinać… itd. itd. Wiemy też, że większość tych postanowień kończy się po kilku dniach czy tygodniach. Jak u tej przysłowiowej blondynki, co się odchudzała w zasadzie bezustannie, robiła tylko co pół dnia przerwę na 15 minut… Na czym więc polega skuteczny mechanizm zmieniania siebie? I czy taki w ogóle istnieje?

Bezpośrednim impulsem do tego wpisu jest pytanie, jakie otrzymałem od jednego z czytelników:

Dostrzeganie pozytywnych cech u innych   Ostatnio ćwiczyliśmy szukanie pozytywnych cech u osób występujących wokół nas. Zadanie było ułatwione, dlatego że oglądaliśmy nasze otoczenie z takim właśnie nastawieniem. Jednak w życiu często nie myślimy o tym, żeby szukać u innych pozytywów. W jaki sposób możemy w sobie taką postawę wyrabiać?

Kwestia poruszona w tym pytaniu to dla mnie tylko jeden z przykładów ogólniejsze kwestii: jak w sobie wzmacniać umiejętności miękkie? Albo jeszcze ogólniej: jak skutecznie zmienić siebie w kwestii X?

Znamy tę sytuację aż za dobrze. Dojrzewasz do jakiejś WAŻNEJ DLA CIEBIE ZMIANY. Chcesz zgubić wagę albo nauczyć się języka obcego. Przestać przeklinać albo zacząć regularnie biegać. Ograniczyć fast-food’y albo znaleźć więcej czasu dla dzieci. Nie podejmować decyzji impulsywnie albo przestrzegać savoir-vivre’u…

Wszystkie te sytuacje łączy jeden aspekt: CHCESZ SIĘ ZMIENIĆ !!! I to od zaraz! Skutecznie!

Czy jest na to jakiś jeden uniwersalny sposób? Najlepiej, w dodatku, skuteczny i bezbolesny? W tym miejscu od razu powiedzmy sobie wyraźnie. Takiego sposobu nie ma, a kto by coś takiego znalazł – zdobyłby fortunę i wdzięczność połowy świata.

Nie ma więc sposobów automatycznych, ale każda zmiana osobistych składa się z dwóch głównych i dwóch pomniejszych aspektów (etapów):

  • Dwa główne etapy to:
    – etap planowania
    – etap wdrożenia.
  • Dwie drobniejsze kwestie to:
    – triki wspomagające
    – post-analiza

Etap planowania to przede wszystkim uświadomienie sobie, że faktycznie zależy ci na TEJ WŁAŚNIE zmianie. Innymi słowy, jest to sformułowanie sobie celu działania. Oczywiście jest to ważny moment, chronologicznie pierwszy w kolejności. Drugą częścią etapu planowania jest przełożenie tego celu na działania konkretne, które mają cię do tego celu doprowadzić. Jeśli chcesz schudnąć, to zwykle ograniczysz się w jedzeniu w sposób … oraz dodasz ćwiczenia sportowe … . Jeśli chcesz pobiec w półmaratonie za 4 miesiące, to zwykle zaczniesz stosować jakiś konkretny plan treningowy. A jeśli chcesz np. być bardziej miły i uprzejmy do swoich rodziców czy przyjaciół? Albo ograniczyć przeklinanie? Albo nie przyjmować pochopnie na swoją głowę spraw zleconych twoim kolegom z biura? Wówczas możesz sobie wypisać z 5-7 głównych elementów, na których ci zależy w pierwszej kolejności i… przystąpić do etapu wdrożenia.

Etap wdrożenia jest co do głównej koncepcji podobny we wszystkich przypadkach. Jego sedno opiera się w gruncie rzeczy na tym, że bezdyskusyjnie wszystkie postanowienia dotyczące dłuższego okresu mają tendencję do „zamierania” w bardzo krótkim czasie. To trochę tak, jak reagują kierowcy po znaku na szosie „ograniczenie szybkości do 50 km/h”. Większość z nich (z nas) zwalnia, no może nie do 50 km/h, ale do 60 km/h czy do 65 km/h (zaraz, zaraz, od ilu oni łapią?), po czym jedziemy grzecznie przez jakiś czas, może kilka minut… Nic się nie dzieje, jesteśmy nieco zdziwieni, że nie było odwołania ograniczenia… a może przeoczyliśmy znak…? W końcu, prędzej czy póżniej (raczej prędzej) wracamy do początkowej prędkości. Robimy tak wszyscy i dlatego np. Francuzi stawiają w takich sytuacjach  co 2-3 km ponownie znak „50 km/h” z dopiskiem „Rappel” – czyli „przypomnienie”.

A więc prawda podstawowa jest taka, że jeśli nie wprowadzisz jakiegoś skutecznego mechanizmu podtrzymywania zmiany, zwiększania twojej motywacji, szlachetne intencje silne na początku „przeminą z wiatrem”. Co więc zrobić? Przede wszystkim potrzebny jest nam jakiś „wewnętrzny szybkościomierz” czyli mechanizm monitorowania tego, na ile jeszcze wytrzymujemy w postanowieniu. Musisz więc mieć jakiś sposób na zapisywanie „sytuacji” w ostatnim okresie. Gdy zmiana jest policzalna, masz sytuację ułatwioną. Notujesz wyjścia na siłownię, wypalone papierosy, wagę ciała czy fakt wykonania ćwiczeń rehabilitacyjnych. Gdy zmiana dotyczy kwestii miękkich, monitoring jest trudniejszy. Jeśli np. obiecałeś sobie, że nie będziesz pochopnie dawał się odrywać w biurze przez drobne emaile ani „przerwania” od współpracowników, wówczas jedynym sposobem monitorowania jest „cyklicznie i dość często robiona samoocena”. Masz więc notes, w którym pod kniec każdego dnia pracy zadajesz sobie pytanie: „czy sytuacja, której ma dotyczyć zmiana, zdarzyła mi się dziś, a jeśli tak to jak zareagowałem/am?”. Gdy będziesz to robić każdego dnia, już sam te fakt będzi ci przypominał o postanowieniu zmiany oraz mobilizował do jej przestrzegania. Nikt z nas nie lubi przecież otrzymywać złych ocen.

No a dwie kwestie dodatkowe? Triki wspomagające  bardzo zależą od konkretnej zmiany i konkretnej osoby. Jeśli twoje postanowienie dotyczy chodzenia na siłownię, możesz wybrać porę, kiedy będzie ci najprzyjemniej pójść tam. Albo ustanowić sobie „mini-nagrodę” za każde pójście i pozwalać sobie np. na coś słodkiego po treningu. Jeśli biegasz, może znajdziesz sobie miejsce, które lubisz najbardziej albo… zafundujesz sobie nowe buty, które ci się bardzo podobały. A może tym trikiem, dobrze na ciebie działającym, będzie umawianie się na bieg z kolegą/koleżanką – kiedy ci się nie będzie chciało wyjść, będzie ci dodatkowo wstyd przed nim/nią? Jeden z moich kolegów chcąc odzwyczaić się od przeklinania ogłosił, że kiedy zdarzy mu się zakląć, pierwszy kto to usłyszy, może go walnąć z całej siły w ramię… I wiecie co? Poskutkowało! Kolega oduczył się przeklinać.

Wspomniałem jeszcze o post-analizie. Jest to ważny etap. Niekiedy, gdy osiągniesz cel zmiany, krótka refleksja „jak mi poszło” utwierdzi cię w przekonaniu, że to ty sam/a decydujesz o własnym losie, a nie tylko siły zewnętrzne. A jeśli ci się nie uda, co zdarza się pewnie częściej, to post-analiza jest jeszcze ważniejsza. Zastanów się, co zawiodło. Sam wybór celu? Czy może formuła wdrożenia? Czy po prostu zbrakło ci wytrwałości? Czy nadal faktycznie chciałbyś tej zmiany? Albo nieco może innej? Jakiej? Co by się musiało zdarzyć abyś zdecydował się spróbować ponownie? Czy zmodyfikowałbyś jakoś twój plan wdrożenia? Jak? Te ważne pytania są sednem procesu uczenia się, który towarzyszy nam (albo przynajmniej powinien) przez całe życie. Wyciąganie wniosków, tworzenie kolejnych zamierzeń i planów ich realizacji, modyfikowanie swojego zachowania – to kwintesencja inteligencji i adaptacji.

Podsumowując:

  • Kiedy postanowimy się zmienić, najpierw starannie przemyślmy cel tej zmiany oraz poziom swojej motywacji.
  • Mając podjętą decyzję o zmianie, przygotujmy plan zmiany – w typowej sytuacji znajdziemy w literaturze czy w internecie wiele gotowych przepisów na realizację zmiany. W mniej typowej sytuacji możemy poradzić się kogoś zaufanego i doświadczonego albo zrobić plan zmiany samodzielnie. Tak czy owak, realizacja zmiany będzie wymagać znacznej dozy konsekwencji i silnej woli.
  • Potem następuje wdrożenie. Polega ono na okresowym sprawdzaniu realizacji planu oraz notowaniu tego. Dotyczy to zarówno zmian ilościowych (monitoring jest wtedy łatwiejszy) jak i zmian jakościowych (tu monitoring wymaga dodatkowo pewnej dozy samokrytycyzmu)
  • Typowo, żadne faktyczne wdrożenie nie będzie idealne – bądź na to przygotowanym. Nie szukaj ideału – możesz do niego dążyć, ale w praktyce chętnie zaakceptowałbyś realistyczną ocenę DB lub DB PLUS, a niekoniecznie CELUJĄCY. Często marzysz choćby o ocenie DST z faktycznego wdrożenia. Zdajesz sobie sprawę, że często nawet to okazuje się celem zbyt trudnym (przynajmniej tym razem)
  • Jeśli odniesiesz sukces, bądź dobry dla siebie i uczcij to jakąś nagrodą. Jeśli ci się nie uda – co zdarza się pewnie statystycznie w większości przypadków, zastanów się, czy cel, do którego dążyłeś, jest nadal wysoko w rankingu twoich priorytetów, a jeśli tak to zaplanuj próbę ponowną. Tak samo albo trochę inaczej. Wyciągaj wnioski z własnych błędów. Uczyć się na cudzych błędach jest mniej bolesne, ale co najmniej wypada uczyć się na własnych błędach. I pamiętaj: Nie od razu Kraków zbudowano!
  • Jeśli możesz, znajdź sobie 2-3 triki, które pomogą ci w realizacji twojego celu. Jeśli nic nie przychodzi ci do głowy, poczytaj opinie innych albo opisy ich starań, albo zajrzyj do poradnika. Zwykle znajdziesz tam to, czego ci potrzeba. No i… do dzieła!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.