O, k…! – czy tak wypada powiedzieć?

PrzekleństwoOczywiście, że wypada. I w dodatku nie naruszy to zasad dobrego wychowania! A czy wiersz, którego początek brzmi: „Pewną starą kurwę nad Nysą // całą noc rżnęli w dupę łysą // …” może być elementem kultury narodowej? Przekleństwa stanowią część języka. Każdy język je ma. Ważne jednak, by wiedzieć: czy można? kiedy można? i jak można?

Korzystałem już kiedyś na tym blogu (23 grudnia 2014) z ciekawej książki autorów: Bralczyk, Miodek, Markowski nt. języka polskiego. Książka nosi tytuł „Wszystko zależy od przyimka”. Drugi rozdział książki dotyczy wulgaryzmów. Rozdział jest zatytułowany: „Dlaczego nie lubimy mówić o wulgaryzmach”, a tytuł rozdziału nawiązuje do tego, że jest to temat łatwo budzący emocje, choć z punktu widzenia językoznawców niewdzięczny. Temat zawiera też groźbę tego, że dziennikarzowi łatwo jest wyrwanym z kontekstu cytatem wypaczyć sens wypowiedzi.

Nic więc dziwnego, że rozdział jest dość krótki, raptem z 10 stron. Główne myśli, jakie sobie wypisałem z niego można by przedstawić tak:

  • Użycie wulgaryzmu nie jest błędem językowym. Słowa wulgarne są w języku na równych prawach z innymi. Dobór słów w wypowiedzi konkretnej osoby, w konkretnej sytuacji, jest decyzją tej osoby, choć zwykle bywa oceniane (budzi pewne odczucia) przez inne osoby.
  • Przekleństwo2Zaliczenie słowa do zbioru słów wulgarnych jest w znacznym stopniu kulturowe, tj. zależy od regionu kraju i zmienia się z czasem. Istnieje jednak pewna grupa – dość niewielka – słów, których wulgarność jest bezdyskusyjna. Należą do nich m.in. bardzo znane słowa na k… i ch…, ale już niekoniecznie takie słowa jak: ciul, pieprzyć, zajebisty, kutas, dupa, pierdolić itp.
  • Autorzy wymieniają trzy typowe sytuacje użycia wulgaryzmów:
    • Podkreślające skrajne emocje osoby (np. gdy ktoś dozna bolesnej kontuzji lub zobaczy coś bardzo zaskakującego, szokującego)
    • Jako element niektórych dowcipów (do tej kategorii zaliczyłbym także przypadki używania wulgaryzmów w poezji)
    • Jako uniwersalny przerywnik w wypowiedzi, raczej niezwiązany ze szczególnymi emocjami.
  • Z powyższych trzech sytuacji, pierwsze dwa nie budzą protestu autorów książki, o ile są używane sporadycznie. Trzeci przypadek, polegający na stosowaniu Nie klnijwulgaryzmów jako uniwersalnego przerywnika, jest w odczuciu autorów zupełnie nie do przyjęcia i świadczy o niskiej kulturze danej osoby.
  • Zdaniem autorów książki, nie jest dobrym rozwiązaniem „pozorne łagodzenie” wulgaryzmów, np. zastępowanie słowa „k…”, występującego u danej osoby w roli przerywnika, słowami „kurna” czy „kuźwa”. Autorzy książki skłaniają się już raczej do ewentualnie sporadycznego (!) stosowania wulgaryzmu w wersji oryginalnej, ale zdecydowanie rezygnacji z używania go w innych, zwykłych przypadkach.

LimerykiNa koniec krótka uwaga nawiązująca do poezji. Większość z nas poezji nie czyta, to niszowa sfera kultury. Jest jednak jeden obszar, krótkich żartobliwych wierszyków, które koniecznie zawierają sprośności, a często i wulgaryzmy. Ten dział poezji budzi zwykle zaciekawienie. Są to limeryki, pięciowierszowe utwory, w których m.in. lubowała się polska laureatka literackiej nagrody Nobla, Wisława Szymborska. Nie ona zresztą jedyna. Niejeden polski poeta XX wieku, także i z grona tych najbardziej znanych, nie stronił od limeryków. W czasach bardziej współczesnych zajmuje się nimi m.in. były sekretarz Wisławy Szymborskiej, Michał Rusinek. Tych, których tematyka ta interesuje bardziej, odsyłam do wywiadu z M. Rusinkiem w Gazecie Wyborczej (z 3 stycznia 2015), do którego link podaję poniżej, albo do książki Michała Rusinka, przywoływanej w wywiadzie.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokieobcasy/1,53668,17191198,Michal_Rusinek_swintuszy_w_salonie.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.