Savoir-vivre: za dużo? Za mało?

Savoir vivreUczestniczyłem ostatnio w dyskusji ze studentami nt. reguł dobrego wychowania. Temat wzbudził wyraźne zainteresowanie, sporo było pytań. Ktoś mnie zapytał, czy wypada nie znać pewnych reguł, przydatnych np. w drogich restauracjach, przy wykwintnym jedzenie skoro… nie bywa się w takich restauracjach. Czy brak tej wiedzy oznacza kiepskie wychowanie? Ktoś inny, z drugiej zupełnie strony wskazywał na „upadek obyczajów”, bo on akurat jest raczej z gatunku tych co przywiązują wagę do szczegółów i razi go brak manier u innych. Więc ile tej wiedzy to jest „wystarczające”? Odpowiednie?

Przykładowe komentarze młodych ludzi nt. savoir-vivre

Komentarz 1:

SztućceZastanowiło mnie, czy nieumiejętność spożywania potraw w wykwintny sposób (przy użyciu odpowiedniego widelca z odpowiednim nożem itd) jest oznaką złego obycia. Te umiejętności wiążą się prawie bezpośrednio z luksusem, ponieważ tak jada się w drogich restauracjach. Toteż myślę, że jeżeli ja, jako osoba mająca niewiele z luksusem, zjem tego kraba na swój własny sposób, który nie będzie nikomu obrzydzał spożywania, starając się przy tym nie rzucać zbytnio w oczy i zachować wszystkie inne zasady dobrej kultury, to nie powinno wpłynąć niepozytywnie na ocenę mojej osoby. (…)
Dam taki przykład, gdy za dzieciaka będąc ministrantem i chodząc po kolędzie byliśmy zaproszeni na obiad. Dziecko 9-letnie niekoniecznie sprawnie posługuje się sztućcami. Starałem się jak mogłem, ale nijak mi wychodziło nakładanie surówki na widelec lewą ręką. Ktoś starszy to zauważył i „przyzwolił” jeść po swojemu.
Czy nie jest możliwe przeniesienie tego do życia dorosłego? Oczywiście mam na myśli sytuacje bardziej ekstremalne, jak na przykład wyżej wspomniana luksusowa restauracja.

Komentarz 2:
Savoir vivre2Dyskusja o savoir-vivre bardzo mi się podobała i dowiedziałem się wielu rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Na przykładowym filmiku było pokazanych wiele dobrych manier. Większość była mi znana i stosuje się do nich w życiu codziennym. Jednak, jeśli nie znałem czegoś, czy to oznacza, że jestem źle wychowany, nie umiem się zachować? Uważam, że nie. Jest wiele zasad, na które według mnie można przymknąć oko.

Komentarz 3:

(…) mój sąsiad ma dosyć dużą firmę budowlano-remontową. Działa w Polsce i poza jej granicami. Tak mu się udało, że jego firma dostała duże zlecenie na remont u pewnej arystokratycznej angielskiej rodziny. Po 2 miesięcznym remoncie dostał zaproszenie na przyjęcie wydany u tej rodziny z racji że byli oni bardzo zadowolenie z pracy jego firmy i pracowników . Na zaproszeniu widniało że obowiązuje strój nieformalny. 

Jego nieszczęsna przygoda zaczęła się od tego, że nie wiedział jak do końca powinien się ubrać więc po zaciągnięciu rady z internetu pojechał do wypożyczalni i wypożyczył smoking i wszystko mogło by się wydawać w porządku jednak popełnił on pewien (patrząc z naszej perspektywy) mało widoczny faux pas.

SmokingMianowicie jak się później dowiedział wybrał on na bankiet smoking ale formalny. 

Problem polegał na tym, że rodzina u której był pochodziła z bardzo głębokiej arystokracji i bardzo zwracała uwagę na wszelkie zasady zachowania i ubioru na przyjęciach. Stosowali oni podział praktycznie w obecnych czasach zapomniany, który rozróżnia stroje formalne a nie formalne.

Jego pomyłką było założenie koszuli ze złamanym kołnierzykiem takiej jak do fraka i wtedy smoking (przy zachowaniu jeszcze kilku innych rzeczy) staje się strojem pół formalnym. 

Powinien on założyć koszule z wkładanym kołnierzem i pasem do smokingu. Wtedy smoking staje się strojem nieformalnym.

Wydawać by się mogło ze to szczegół prawie niezauważalny jednak niektórzy jak widać zwracają na to uwagę. 

Co więcej dowiedział sie również, że garnitur jest strojem nieformalnym choć w dzisiaj już mało kto o tym pamięta. Dostał również pewną radę: Każdy gentelman co nosi na co dzień garnitur powinien go zmienić na smoking po godzinie 18.

Komentarz 4:
Sztućce2(…)
nie każdy wie jak ustawić sztućce czy się dobrze zachować. Moi rodzice od dziecka starali mi się przekazać wiedzę bym umiał się zachować, a z racji że jestem „szczególistą” to często zwracam uwagę na to czy np. nóż jest skierowany ostrzem do talerza czy odwrotnie. Bardzo mnie to denerwuje, bo według mnie takie zasady powinny być uczone w szkole od najmłodszych lat. Nie wspominam już o zasadzie kieliszków…. (…)  Jestem człowiekiem, który nie boi się krytyki, dlatego często kiedy jestem gdzieś z moją dziewczyną i jej młodszym bratem zwracam mu szczególną uwagę na to by postępował zgodnie zasadami savoir-vivre’u.

Ile znajomości zasad savoir-vivre’u  wystarcza?

W pierwszych dwóch komentarzach autorzy mają świadomość własnych ograniczonych umiejętności związanych ze sferą savoir-vivre. Są trochę onieśmieleni swoimi, ewentualnymi, lukami we wiedzy, w praktyce. Zwracają uwagę na to, że nie każdy styka się z danymi sytuacjami, nie każdego one dotyczą.

Koncert symfonicznyAby spojrzeć na tę kwestię z innego punktu widzenia, sięgnijmy po przykład niezwiązany z dobrymi manierami przy stole. Spójrzmy na kwestie koncertów symfonicznych albo wyjść do opery. Jest wiele osób, które nigdy w takiej sytuacji się nie znalazły, a tam pewnie są zwyczaje, o których przeciętny zjadacz chleba nie ma pojęcia. Jak się ubrać?  Czy wstać w momencie gdy wchodzi na salę dyrygent? Skoro cała orkiestra wstała?  Gdy utwór (chyba) się skończył, orkiestra przestała grać, dyrygent opuścił batutę, dać znać oklaskami, że mi się podobało? Czy może być cicho? Inni jakoś nie klaszczą (potem ktoś mi powiedział, że to była tylko przerwa w 3-częsciowym utworze, a wtedy nie należy klaskać). Zaglądać w trakcie utworu do wydrukowanego programu koncertu? Czy może to nie wypada? Wstać gdy ktoś wchodzi obok mnie na swoje miejsce? Czy tylko zrobić miejsce? Pozwolić sobie  w czasie koncertu na dyskretne odczytanie sms-a z ekranu smartfone’a? Albo choćby sprawdzenie godziny? A w czasie przerwy, czy wypada  w ogóle rozmawiać przez telefon? Te i inne pytania mogą się pojawić w głowie osoby, dla której wyjście na salę koncertową jest sytuacją całkiem wyjątkową. Mniej śmiałych obawa przed tymi kwestiami może wręcz zniechęcić w ogóle do pójścia na koncert. Ktoś inny może w takiej sytuacji, będąc bywalcem koncertów w klubie jazzowym spróbuje przenosić „żywcem” zwyczaje z tego klubu i… napotka zdziwione (zgorszone) spojrzenia uczestników koncertu symfonicznego. Więc jak to jest?

PytaniaJeśli pytania takie jak te przykładowe podane powyżej przychodzą na myśl naszemu bohaterowi to… już jest pierwszy krok do sukcesu. NIE MUSISZ znać reguł środowiska, w którym nie bywasz. Nie jest to żadną ujmą. Każdy kiedyś robił różne rzeczy po raz pierwszy. Poza tym, pochodzimy przecież z różnych rodzin i środowisk. ALE warto sobie z tej sytuacji przede wszystkim zdawać sprawę. Świadomość, ze „debiutujesz” w nowym miejscu każe mądrej osobie zrobić dwie rzeczy: a) możliwie przygotować się przed faktem oraz b) być powściągliwym i czujnym w nowym miejscu. Pierwsza rada skutkuje tym, że ubierzesz się odpowiednio. Czyli jak? O to zapytaj ludzi bardziej obeznanych. Zwykle w nowe miejsce nie idziesz sam, ktoś jest dla ciebie „gospodarzem”, ktoś ci pomaga. Pytaj śmiało – pokazujesz tymi pytaniami swoją klasę (!!!). Tak tak! Pokazujesz, że zamierzasz docenić nowe towarzystwo, nową sytuację i robisz wysiłek aby wypaść odpowiednio. To bardzo dobrze o tobie świadczy. Nie chwal się tym ale i nie miej wyrzutów sumienia. Oby tylko każdy tak się zachowywał jak ty.

A podczas samego wyjścia? Nie inicjuj zachowań. Bądź „o ułamek sekundy” późniejszy w reakcji. Kątem oka obserwuj innych. W razie jakichkolwiek wątpliwości, nie rób „tego”. Poczekaj i popatrz na innych. Zwykle to wystarczy. I zapamiętaj. Na przyszłość będziesz już wiedział. A w restauracji, gdy przyjdzie jeść homary? Chodziłem do setek restauracji w dziesiątkach krajów i różnych kulturach i homary jadłem…. Dwa razy. Więc się nie bój. Prędzej wygrasz w totolotka niż trafisz na „obowiązek” jedzenia homarów w super restauracji. Wierz mi! Naprawdę.

Obcy w kościele albo gość wśród arystokracji

Kościół ślubSpróbujmy powyższe podejście przenieść na przykładową inną sytuację, w jakiej wielu z nas bywa. Przypuśćmy, że jesteś osobą niewierzącą, a idziesz na ślub znajomych. Odbywa się w kościele, na mszy. Czy jest oznaką braku ogłady, czy może dobrego wychowania, że nie znasz zwyczajów obowiązujących w takiej sytuacji w kościele? A skąd masz je znać, skoro to nie jest miejsce, w którym bywasz? Jeśli tylko będziesz w takiej sytuacji uważny, raczej powściągliwy, zachowujący się bez ostentacji, wszystko będzie dobrze. Główne zachowania powtarzaj – klęknij kiedy inni to robią, staraj się nie wyróżniać spośród innych. Szczegółowych gestów w poszczególnych częściach mszy nie musisz wykonywać, rób tak jak ci pasuje. Być może zdecydujesz się nie zajmować miejsc centralnych, szczególnie widocznych w kościele. Stań spokojnie z boku, obserwuj innych.

W komentarzu #3 opisano ciekawą, choć zdecydowanie nietypową sytuację, gdy ktoś nagle znalazł się w miejscu zupełnie dla siebie niecodziennym, wśród rodziny angielskiej z aspiracjami arystokratycznymi. Autor komentarza wskazuje na gafy, które w rozumieniu kodu zachowania się (z XIX wieku pewnie) zostały popełnione, ale ja bym… się tym za bardzo nie przejmował. Starając się zachować zgodnie z miejscowym zwyczajem i tak pokazujesz swój szacunek dla towarzystwa, w którym się znalazłeś. Może można było w wypożyczalni poprosić o doradę miejscowych. Być może by to pomogło. Ale wykonanie pewnego wysiłku w stronę gospodarzy plus średnia pewność siebie (*) powinna wystarczyć. A jeśli gospodarze nadal okazują dezaprobatę dla takiej sytuacji, to podszedłbym do tego ze spokojem i dystansem.

Czy może być za dużo zasad savoir-vivre?

I wreszcie ostatni, czwarty komentarz. Pisze go osoba, która ma zamiłowanie do szczegółów, może w części osoba o nastawieniu perfekcyjnym. Taką osobę razi wiele elementów ze swojego otoczenia, zachowań innych ludzi. To podejście prowadzi często do poczucia sfrustrowania, dezaprobaty, może nawet poczucia wyższości własnej osoby w stosunku do (manier) innych osób. Czy nie lepiej wypracować w sobie podejście bardziej tolerancyjne? Ludzie są w końcu różni! Tak pod względem wzrostu, wagi, koloru skóry, zainteresowań jak i manier. Tak było, jest i będzie. Twoje dobre wychowanie widać właśnie dlatego, że można je porównać z zachowaniem innych osób. Czyli – może lepiej zachować umiar, w miarę możliwości…

Podsumowując:

  • rememberJest zrozumiałe, że zwyczaje dotyczące konkretnych sytuacji, z którymi się nie stykasz, są ci obce. Jeśli znajdziesz się w nowym otoczeniu, spróbuj się nieco przygotować, ale i tak już podczas tego wyjścia po prostu zachowaj czujność i powściągliwość, bacznie obserwuj innych, a wszystko będzie dobrze.
  • Zbyt wysoki poziom wymagań dotyczących manier będzie powodować u ciebie częste uczucie frustracji i dezaprobaty, może niezadowolenia. Może warto rozważyć wyćwiczenie sobie większego poczucia tolerancji.
  • W kwestiach savoir-vivre warto mieć „średnią pewność siebie”. Za dużo pewności siebie „usypia własną czujność i wrażliwość” oraz grozi popadnięciem w arogancję. Zbyt mała pewność siebie sprawi, że będziesz zamęczać się pytaniami o to, co inni akurat o tobie myślą i jak cię oceniają.

(*)  w takich sytuacjach zdecydowanie zalecam „średnią pewność siebie”. Za dużo pewności siebie „usypia własną czujność i wrażliwość” oraz grozi popadnięciem w arogancję. Zbyt mała pewność siebie sprawi, że będziesz zamęczać się pytaniami o to, co inni akurat o tobie myślą i jak cię oceniają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.