Test dwóch krówek – po latach

Marshmallow TestOpisywałem w tym blogu (3 marca) tzw. Marshmallow test, który przetłumaczyłem na polski jako test dwóch krówek. Od jego wykonania w 1972 roku minęło już ponad 40 lat. Czy gdybyśmy dziś, po latach, spotkali jego autora, dowiedzielibyśmy się od niego czegoś ciekawego? A w ogóle, czy w eksperymencie tym można by się doszukać pochwały bierności?

Nietypowy komentarz

Do pierwszego z tych pytań wrócę za chwilę. A co z drugim pytaniem, jakie padło przed chwilą? Uczestniczyłem już w niejednej dyskusji dotyczącej znaczenia silnej woli, a także kwestii tego czy i w jakiej formie cechę tę sprawdzić można już u kilkuletnich dzieci. Czasem jednak otrzymuję od uczestników dyskusji otrzymuję całkiem zaskakujące komentarze. Oto jeden z nich:

(…) Tak naprawdę [dzieci] nie miały pewności czy ktoś tego cukierka przyniesie, więc te które zjadły go od razu postąpiły najlogiczniej. Skoro mamy możliwość otrzymania czegoś teraz, po co mamy czekać na więcej, jeśli nie mamy pewności, że się uda. Według mnie, ci którzy tak Za i przeciwpostąpili w przyszłości mogą być lepszymi strategami. W codziennym życiu nie zawsze opłaca się nam czekać na kolejnego „cukierka”. Czasami lepiej jest brać to co przyniesie nam los. W dorosłym życiu szukamy np. jak najlepszej pracy, odrzucając oferty, które nie spełniają w pełni naszych oczekiwań, a w ostateczności i tak nie dostajemy naszej wymarzonej pracy lub poszukujemy idealnego partnera, odrzucając tych z drobnymi wadami, a ideał i tak się nie trafia. Strategia zjedzenia cukierka od razu nie zawsze się opłaca, ale zdarza się też tak, że inwestujemy w coś całe nasze wysiłki i pieniądze, a ostatecznie nie zyskujemy nic. Trzeba zawsze rozważyć wszystkie za i przeciw. Dlatego uważam, że dzieci, które w oczach eksperymentatorów nie przeszły testu, mogą być tak naprawdę zwycięzcami w życiu.

Cóż za dojrzały komentarz, świadczący o starannej refleksji! Zwróćmy uwagę na to, że w eksperymencie Marshmallow większość komentatorów, a jest wśród nich i autor tego bloga, eksponuje „dokonanie przez przedszkolaka czegoś bardzo trudnego” – jak na takie dziecko – jako warunek otrzymania podwójnej nagrody. Tymczasem autor zacytowanego komentarza interpretuje przebieg eksperymentu w ten sposób, że jest w nim promowane (nagradzane) „czekanie przedszkolaka” kojarzące się z biernością i brakiem działania. A dalej w komentarzu jest już o tym, konsekwentnie raz jeszcze przekonujemy się, że czekanie i bierność nie zawsze jest podejściem pożądanym i pozytywnym.

Marshmallow test – po latach

Walter MischelGdy w 1972 roku na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii wykonywany był Marshmallow test, jego autor, Walter Mischel, miał 42 lata. Dziś ten 85-letni mężczyzna jest jeszcze nadal aktywny, o czym świadczy jego wywiad jakiego udzielił niedawno dziennikarce z Gazety Wyborczej przy okazji promocji polskiego tłumaczenia napisanej przez siebie książki pt. „Marshmallow test – o pożytkach płynących z samokontroli”.

Pełen tekst wywiadu znaleźć można tutaj:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,17685592,Autor_testu_Marshmallow_o_tym__jak_mozesz_pomoc_swojemu.html

Nie miałem w ręku tej książki i… nie żałuję. Pachnie mi ona „na odległość” odcinaniem kuponów od byłej sławy i próbą odniesienia zdecydowanej korzyści z (wymyślenia) Marshmallow testu poprzez skasowania sowitego honorarium za napisanie książki. Przypominają mi się w tym miejscu książki po 300 stron nt. na przykład mowy ciała, w których analizowane są i klasyfikowane dziesiątki i setki gestów i wariantów i nie ma to większego sensu, a całą sensowną treść po jej ekstrakcji zmieścić by można na 20-30 stronach.

Tym niemniej, z ciekawością zajrzałem do wywiadu z Walterem Mischelem spodziewając się, że – dla zachęty – poda choćby kilka nowych haseł wartych zapamiętania. Oto co znalazłem:

Agnieszka Wójcińska

04.04.2015 , aktualizacja: 04.04.2015 09:51

„Samokontrola to nie sposób na życie, tylko pewien zestaw umiejętności, które są kluczowe, żeby sobie to życie dobrze ułożyć.”- Rozmowa z amerykańskim psychologiem Walterem Mischelem

W jednym z odcinków „Ulicy Sezamkowej” jej bohater Ciasteczkowy Potwór, dla którego najbardziej pożądaną rzeczą na świecie jest jedzenie ciastek, ma odmówić sobie ciastka, żeby potem dostać więcej. To odcinek zainspirowany pana badaniami, przy którym był pan konsultantem. Czego chciał pan w ten sposób nauczyć przedszkolaki?

Cookie MonsterTego, o czym śpiewa w tym odcinku zespół, czyli że „dobre rzeczy spotykają tych, którzy czekają”. Czasem wstrzymanie się od czegoś, co bardzo chcemy zrobić już, przynosi dobre efekty. Oraz jak to zrobić, bo przecież czekanie na coś wcale nie jest łatwe. Ciasteczkowy Potwór bierze udział w „grze w czekanie”. Zespół i prowadzący grę podpowiadają mu różne strategie, które może wykorzystać, by sobie to ułatwić – śpiewanie, wyobrażanie sobie, że ciastko to śmierdząca ryba, i tak dalej. Ciasteczkowy Potwór wytrzymuje bardzo długo i w nagrodę dostaje dodatkowe ciastko.
test dwóch krówek zaszedł więc już „pod strzechy” [*], czyli w tym przypadku do popularnego serialu dla dzieci pt. „Ulica Sezamkowa”. Dalej kilka bardziej czy mniej klasycznych sposobów na wytrzymanie w postanowieniu

Podobne zadanie dostawały dzieci w pana eksperymentach, w których bada pan samokontrolę. Jak – prawie 60 lat temu – zaczęły się te badania?

CórkiMoje córki Judy, Rebecca i Linda miały wtedy trzy, cztery i pięć lat. Obserwowałem, jak rozwijają się z istot zupełnie niezdolnych do samokontroli w osóbki, które w wieku czterech – pięciu lat potrafią dawać samym sobie instrukcje i coraz lepiej pamiętają o różnych rzeczach, które mają zrobić. Mówiły sobie: „Jeśli pójdę teraz do kuchni, muszę wziąć mleko i zanieść je na górę”, a potem to robiły.

(………..)
A mnie najbardziej ciekawią ci, którzy mieli […w teście…] niski wynik, ale w trakcie życia go poprawili. Dają nadzieję, że samokontroli można się nauczyć.

SamokontrolaWiele osób pyta, czy samokontrola jest wrodzona. Na pewno jest naturalnym elementem naszego rozwoju. Gdy porównamy pod tym kątem roczne dziecko z czteroipółlatkiem, widzimy ogromną różnicę. Faktem jest też, że ludzie różnią się pod względem tego, na ile łatwo im to przychodzi. Już w pierwszym roku życia widać, że dzieci mają różny poziom tolerancji na frustrację, jedne łatwo jest uspokoić i utulić, inne znacznie trudniej. Ale na podstawie eksperymentów, które robiłem przez lata, mogę zdecydowanie powiedzieć, że możliwa jest zmiana tego, na ile sprawnie korzystamy z samokontroli, i to zarówno u dziecka, jak i dorosłego. Podstawowe zasady samokontroli są proste.

Uff, nieźle. Czyli – zgodnie z intuicyjnym podejrzeniem – samokontrolę, choć w części, można sobie wytrenować.

(….)
To jeszcze jeden przykład dorosłego, który stał się w tym zakresie przewodnikiem dla swojego dziecka. Pewien pisarz zastanawiał się, jak pomóc swojemu czteroletniemu synowi, gdy spóźniał się jego ulubiony program w telewizji, a mały wpadał z tego powodu w złość. Przypomniał sobie test Marshmallow i znaczenie zajęcia uwagi czym innym. Zasugerował synowi, że kiedy trudno mu się będzie doczekać na program, może sięgnąć Dziecko zabawkipo ulubione zabawki i w ogóle nie patrzeć w telewizor, a czas minie mu szybciej. Dziecko szybko się tego nauczyło i używało jako ogólnej strategii samorozpraszania, która pomagała mu czekać na różne rzeczy.

Warto uczyć dzieci, że mają zdolność do samodzielnego odwracania uwagi, zajęcia się sobą. Są rzeczy, które odpowiednio do wieku mogą wejść do repertuaru każdego dziecka. Gdy zaś mowa o starszych dzieciach, dotykamy tematu czegoś, co nazywam strategiami „jeżeli – to”. Jeżeli mam zadanie domowe, to wyłączam Facebooka albo sprzątam z biurka rzeczy, które mogłyby mnie od tego oderwać. Jeżeli mam sprzątnąć w swoim pokoju, to nie wychodzę z kolegami na pizzę. To bardzo konkretne zestawy zachowań, które przez wielokrotne powtarzanie stają się zrytualizowane i automatyczne. Jak mycie zębów przed snem. Nie ma w tym nic naturalnego, jedyny powód jest taki, że nie chcemy, by w przyszłości nam się zepsuły. Ale jest to tak silny zwyczaj wbudowany w nasz rytm dnia, że nie stanowi problemu.
a tu podpowiedzi, jak można pomóc własnemu dziecku w wyuczeniu się umiejętności samokontroli
(…)
Jakie jeszcze błędy pod tym względem może popełnić rodzic?

Jest jedna bardzo ważna rzecz, choć zależy bardziej od sytuacji niż od rodziców. Stres. Życie w permanentnym stresie, np. w warunkach wojny albo chronicznej biedy, mocno upośledza rozwój samokontroli.
celna uwaga – warto o tym pamiętać. Życie w stresie w dużym stopniu pochłania Twoją energię. Często wówczas nie wystarczy ci jej na samokontrolę

A jak wyglądają strategie pomocne w samokontroli u dorosłych?

Przeprowadzono na ten temat wiele badań i jasno z nich wynika, że to, o czym rozmawialiśmy, dotyczy też dorosłych. Podam pani przykład, który zrobił na mnie wrażenie. To badania na temat tego, jak ludzie sobie radzą, gdy zostaną porzuceni przez partnera. Wiele osób w takiej sytuacji chodzi do terapeutów, rozmawia godzinami z przyjaciółmi, próbując zrozumieć, co się stało. Niektórym faktycznie pomaga się to pozbierać i ruszyć naprzód, ale inni popadają w coraz większą depresję. Badacze w eksperymencie, o którym mówię, poprosili osoby po rozstaniu, by wyobraziły sobie całą sytuację nie z perspektywy własnej, ale muchy na ścianie, która je obserwuje w tych okolicznościach, a dopiero wtedy zadały sobie pytanie: „Co poszło nie tak?”.

Inna perspektywaOkazało się, że tego rodzaju zabieg tworzy dystans psychologiczny, który wyrywa nas ze zwyczajowych mechanizmów obronnych ego i pozwala dostrzec zupełnie nowe aspekty sytuacji, np. że nasz partner miał bardzo trudny moment w życiu. Nagle emocje da się kontrolować. Jedną z ciekawych obserwacji było to, że ludzie, którzy są w stanie poczekać na dwa ciastka, są też lepsi w przypadku dystansowania się do emocji przy pomocy strategii „muchy na ścianie”. Tego dystansu i ochłodzenia interpretacji sytuacji można się nauczyć.
oryginalna wizualizacja pomagająca w nabraniu dystansu – co by o tym powiedziała „mucha chodząca po ścianie”…
(…….)

Czemu więc tylu ludzi decyduje się robić rzeczy, o których zawsze marzyli, dopiero w obliczu śmiertelnej choroby? Wcześniej byli zbyt skupieni na kontrolowaniu się, by wypełniać życiowe powinności, żeby w ogóle o tym pomyśleć?

Nie wystarczy posiąść zdolność do samokontroli, trzeba mieć jeszcze umiejętność osądu i mądrość, by trafnie decydować, kiedy jej użyć, a kiedy nie. Częścią dojrzewania jest nauczenie się, kiedy nacisnąć dzwonek, a kiedy czekać.

No właśnie, kiedy? Czytając książkę, do końca czekałam, że mi pan odpowie na to pytanie.

Ale ja nie mogę pani powiedzieć, jak to wygląda w pani przypadku. (……….) . To nie są pytania naukowe, raczej filozoficzne albo religijne. Widzi pani, okazuje się, że napisałem książkę nie tylko o strategiach prowadzących do samokontroli, ale też o filozofii.

I filozoficzne stwierdzenie na zakończenie wywiadu

Test Marshmallow

Samokontrola2– omawiany w mediach na całym świecie, prezydent Obama powołuje się na niego w wywiadach, a amerykańskie nastolatki noszą koszulki z napisem „Zdałem test Marshmallow”. Test bada zdolność do samokontroli i odraczania gratyfikacji. Po raz pierwszy został przeprowadzony pod koniec lat 60. przez Waltera Mischela i jego współpracowników w eksperymentalnej szkole przy Uniwersytecie Stanforda. Czterolatki sadzano w pokoju, przed nimi stała taca, a na niej dwie słodkie pianki marshmallow (amerykański przysmak) albo inne smakołyki. Obok był dzwonek, którym dziecko w każdej chwili mogło wezwać eksperymentatora. Dzieci wiedziały, że jeśli nacisną dzwonek, będą mogły od razu zjeść jeden przysmak, ale jeśli zaczekają, aż eksperymentator wróci do pokoju po 15 min, zamiast jednej pianki dostaną dwie.
WALTER MISCHEL – (ur. 1930 r.) – profesor psychologii na Uniwersytecie Columbia, autor ponad 200 artykułów naukowych i współautor książki „Wprowadzenie do osobowości”. Jest członkiem Narodowej Akademii Nauk oraz amerykańskiej Akademii Nauk Ścisłych i Humanistycznych. Laureat nagrody za wybitne osiągnięcia naukowe przyznawanej przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, a także Nagrody im. Grawemeyera w dziedzinie psychologii. Mieszka w Nowym Jorku i Paryżu. W rankingu stu najbardziej wpływowych psychologów XX wieku pisma „Review of General Psychology” Walter Mischel jest na 25. miejscu

[*] nawiązałem tu do Adama Mickiewicza, który w Epilogu do „Pana Tadeusza” tak pisał o swoich marzeniach, aby jego utwory „zawędrowały pod strzechy”:

O, gdybym kiedy dożył tej pociechy,

Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy,

Żeby wieśniaczki, kręcąc kołowrotki,

Gdy odśpiewają ulubione zwrotki

O tej dziewczynie, co tak grać lubiła,

Że przy skrzypeczkach gąski pogubiła,

O tej sierocie, co piękna jak zorze

Zaganiać gąski szła w wieczornej porze,

Gdyby też wzięły na koniec do ręki

Te księgi, proste jako ich piosenki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.